Kiedyś, w pewien powszedni dzień wszedłem do kawiarni, po kawę.
Piękne przeszklenia, projektowane zapewne przez najlepszych designerów – zwycięzców jakiejś nagrody „Red Dot” – wspaniale komponowały się z nowoczesną fasadą tego, jak ze Star Treka wyjętego, budynku gdzieś w Business City.
W środku grupa lśniących chromami ultranowoczesnych ekspresów mruczała pod nosem pieśń pochwalną młynkami z węglików spiekanych oraz błyskała radośnie taflami ciekłokrystalicznych ekranów dotykowych.
Czuwając w rzędzie, czekały tylko na skinienie palcem.
Nad nimi krótka informacja na ścianie, że „napój będzie przygotowany na bazie krystalicznej wody ze stopionego tysiące lat temu lodowca i wyprodukowany wg receptur szykowanych przez pomarszczonych rzemieślników ze spowitej we mgłę, zbudowanej z wulkanicznych skał świątyni, gdzieś na południowych zboczach jakiejś wyspy znanej tylko wysportowanym, obleczonym w lycrę maniakalnym podróżnikom.”
W pełni profesjonalny Barista Artysta na mój widok aż zatarł ręce, wyłamał palce, strzepnął nadgarstkami, kilka rozluźniających obrotów głową – i już jest gotów do działania.
– Dzień dobry, poproszę kawę!
– Dzień dobry. Oczywiście. Jaką? Espresso, Lungo, Americano, Dopio, Cappuccino, Flat White… czy wymieniać dalej?
– Nie, zwykłą, średniej wielkości i trochę mleka.
– Acha, z mlekiem. Oczywiście: Cappuccino, Latte, Flat White?
– Weź – proszę – i podaj mi kawę taką normalnej wielkości, z ekspresu, do tego mleka pięć deka.
– Rozumiem, czyli espresso doppio plus mleko z macchiato, ok, już się robi. A mleko: bez laktozy, odtłuszczone, na sojowym?
– Zwykłe, odkrowie.
– Ciepłe, zimne?
– CIE PŁE.
– kawa arabika 100% czy mieszanka z robustą?
– A… RA… BI… KA… – powoli sylabizuję dukając, bo zaczyna mną z lekka trząść.
– Jaki cukier: biały, trzcinowy, słodzi… No ale zaraz, gdzie pan idzie, a syrop, grubość mielenia ziaren, twardość i rodzaj wody, wielkość kubka, materiał mieszadełka?!?
Cytując klasyka „Jebłem drzwiami i wyszłem”. W domu sobie zrobię.
A kiedy wsiadałem do najnowszego audi mojego kolegi (Audi Sławka), było podobnie.
Do sklepu trzeba było nagle podjechać – kawy nam brakło – o tam, niedaleko: druga w prawo, dalej prosto, 1500 metrów – jesteś u celu. Przy okazji przejechać się chciałem tym cudownym pojazdem.
Bo nowe to AUDI. To ja zaraz wracam. I poszedłem jechać.
AudiAuto przywitało mnie pięknymi przeszkleniami, osadzonymi w bryle tego, kreślonej nienachalną, lecz śmiałą kreską z rozmachem profesjonalistów, pięknego pojazdu.
Oj, bankowo pracował nad tym cały sztab zajmujących średniej wielkości miasteczko: architektów, designerów, psychologów, psychiatrów, filozofów, dekoratorów wnętrz, inżynierów i jedna florystka.
Wyszło super, piękny wóz.
Już z daleka mnie rozpoznał, to znaczy – Sławka rozpoznał… po kluczyku rozpoznał – i z radości zaczął szumieć rozgrzewanymi turbinami, wentylowaniem wnętrza oraz błyskać w ekscytacji światłami.
Drzwi odryglowano, klamki wysunęły się – by nie zakłócać linii drzwi – z wcześniej niewidocznych wnęk, a szum przesuwanych w tajemnym tańcu programowanych foteli szybko się zakończył, i mogłem wsiąść.
„Cholera, ale glamour” pomyślałem „szkoda, że nie wziąłem ze sobą szmatki do przetarcia spodni i wycieraczki podnożnej, żeby wytrzeć obuwie przed wejściem.”
No nic, mleko się rozlało, wsiadam, jak cham.
Gdy wsiadłem, zobaczyłem przed sobą nieskończoną ilość czarnych tafli. Wszędzie przeszklenia, trochę ściapane paluchami, lecz kiedy część z nich nagle ożyła, uspokoiłem się – uff, to nie są lustra.
To ekrany, dotykowo-pojemnościowo-ciekłokrystaliczne.
Audi napisało do mnie na nich wielkimi literami – Witaj Sławek – i całe szczęśliwe, już tylko na jednym z tych ekranów: „Czy mam włączyć Twoje Spersonalizowane Ustawienia?”
– Witaj Audi, nie jestem Sławek – mruczałem do siebie, szukając dziury na kluczyk, a w międzyczasie nacisnąłem na ekranie „ok, włącz”.
Przecież to jazda próbna, nie będę mu demolował pewnie z tydzień precyzyjnie ustawianych… ustawień.
Wtedy fotel zaczął robić czary-mary, zmieniać ustawienia, temperatury i rekonfigurować przekątne. Z dyszy napłynął ulubiony zapach Sławka, muzyka techno wytworzyła takie ciśnienie, że poszła mi krew z uszu, a ambienty zaczęły swój kolorowy spektakl.
I już po chwili, i po rekonfiguracji, nogami prawie zatykałem sobie uszy, a biust – gdybym go miał – opierałby się na podszybiu, a twarz, bokiem, na szybie.
No tak, Sławek jest „ciut” mniejszy niż ja.
Ech, tak to nie pojadę. Pogmerałem na oślep z boku fotela, odsunąłem go jakoś, robiąc sobie miejsce i ustawiłem mniej więcej na oko… przecież daleko nie jadę.
Audi zagadało przez ekran: Czy chcesz zachować nowe ustawienia?
Nie no, nadal nie będę mieszał Sławkowi. – Nie chcę!
Pojazd zaczął zmieniać konfigurację fotela… – Stój, gdzie, stop!
Kiedy już ustawiałem fotel ponownie.
Audi: Czy chcesz zachować nowe…?
– Tak!
Audi: Ok, w takim razie, czy zgadzasz się na zbieranie przez firmę Audi, reprezentowaną przez ten pojazd, danych telemetrycznych poprzez kamery, mikrofony, czujniki nacisku, zbliżeniowe, podczerwień, echosondy, saturatory, radary i ksero?
– Muszę?
Audi: Oczywiście, że nie musisz.
– To nie zgadzam się.
Audi zaczęło zmieniać ustawienia fotela i zagadnęło zimnymi jak stal gockiego topora literami: Proszę opuścić pojazd w ciągu 60 sekund, nieautoryzowane przebywanie po tym czasie grozi wezwaniem stosownych służb. Za połączenie z Niemcami, podróż ekipy, desant, pojmanie i neutralizację zapłaci zneutralizowany. Podaj dane karty do obciążenia.
– Dobra, dobra, zgadzam się!
Audi, już milej: Uwaga, pojazd gotowy do jazdy, za chwilę włączymy się do ruchu. Czy wiesz, że podczas jazdy należy koncentrować się na drodze, a nawigacja jest tylko pomocniczym systemem wspomagania jazdy?
– Wiem!
Audi: Nie wykryłem telefonu „Siaomi Sławek”. Czy chcesz podłączyć jakiś inny telefon?
– Nie!
Audi: Ale jak to „nie”? Przecież to nie będzie internetu, jak chcesz jechać bez internetu? Na pewno? Ar Ju Siur?
– Tak! Jest Siur.
Audi: O matko, to samo już nie wiem! Potwierdź potwierdzenie potwierdzenia zaniechania podłączenia!
– Potwierdzam!
Już zaraz kończymy – napisał mi samochód radosną czcionką – Przed jazdą jeszcze tylko sprawdź, proszę, czy poziom temperatury, intensywność masażu, siła nawiewu, kolor podświetlania ambient, ustawienie lusterek, rozmiar buta, zapach kwiatów, kurs franka, wczorajsze pranie, wybrana muzyka oraz poziom energii w telefonie stryjecznego kuzyna pociotki szwagra czwartej wody po kisielu babci Zuzi są prawidłowe.
Ej… ej… halo, jesteś tam jeszcze?
Cicho domknąłem drzwi. Nowe uszczelki, z miłym uchu plaśnięciem, uszczelniły wnętrze, szum wyłączanych systemów cichł w oddali.
Ale fajne to Au… A… dobra, pójdę, przejdę się.


Dodaj komentarz