„…Jedź! JEEDŹ! No dlaczego jedziesz 40, tu jest 90!…”
Spokojnie, oddychać głęboko, wdech, wydech. Nie, muszę podejść jakoś bardziej filozoficznie do tego, co tu się odpierdala, bo przecież jestem w pracy, mam zadania do wykonania i trzeba jakoś przetrwać.
Ok, coś z filozoficznym spokojem?Dobra, mam.
„…Nie, nie cofaj na rondzie, Nie Cofaj!…”
Y… Tak, pewien Zenon z Elei, taki starożytny filozof, wpadł na paradoks dychotomii.
Wyszło mu w nim, że aby pokonać jakiś odcinek drogi, najpierw trzeba pokonać połowę tego odcinka, potem połowę pozostałej części, następnie połowę tego, co zostało.
„…Ale… ale… dlaczego ty tu parkujesz? To jest skrzyżowanie, to jest pas do skrętu w prawo!…”
O czym to ja?
A, no, i zanim dotrzemy do celu, musimy więc pokonać nieskończenie wiele coraz krótszych odcinków. Tak, w nieskończoność.
„…Pod prąd jedziesz, gościu, bez świateł pod prąd jedziesz!…”
Reasumując: dotarcie do celu nie nastąpi nigdy.
I wszystko tak właśnie dzisiaj wygląda.
Cóż, kazali mi się uzbroić w cierpliwość, a ja, z uzbrojenia wolę skrzynkę granatów.
„…Jedź! Bardziej zielone nie będzie…!”
Nie, nie ma nadziei.
Zenek ma rację, nigdzie nie dojadę, nigdy nie wrócę.

Skomentuj