Już za chwilę, dosłownie za momencik

Emilia – Romania to granica między zimną, alpejską północą a ciepłym, śródziemnomorskim południem.

Włoch.  

Ta kraina zabytkowych miast, przemysłu i wyjątkowego jedzenia to kwintesencja Italii. Chyba, bo tak mu wynikało z przeczytanych ulotnych ulotek i wyobraźni.

Sam nigdy tam nie był, lecz ponieważ już są możliwości – kwestia dopełnienia kilku drobnych formalności – to czas nieuchronny nadciąga, by nadrobić te zaległości.


W okolicy Modeny, gdzie chwilowo i nieprzypadkowo postanowił już za chwilę, dosłownie za momencik zamieszkać w stylu „na Bogato, a ruskie oligarchy to tu sprzątać będą” stacjonują trzy potężne, budzące respekt stajnie mechanicznych koni.

A oto i oni: Lamborghini, Ferrari i Maserati.

Cóż za Doborowe Towarzystwo! Wiadomo, tacy lubią się trzymać razem, i właśnie dlatego zamierzał już za chwilę, dosłownie za momencik do nich dołączyć.  


A jak już wchodzić, to z drzwiami!

Tak? A jak!

Czy Lamborghini Diablo VT 6.0 z wolnossącym silnikiem V12 o mocy 550 KM, napędem na wszystkie koła i sporą dawką magnezu oraz włókna węglowego jest odpowiednio dobre na wejście (już za chwilę, dosłownie za momencik) z przytupem i na ostro dla kogoś jak on?

To pytanie czysto erotyczne – bo oczywiście, że jest!  

„Diablo” – nazwany tak na cześć byka, posiada wszystkie charakterystyczne cechy superauta – jest szybkie, niskie, szerokie i głośne.

Byczo!


Pewnie ktoś chciałby zapytać: Hej, ale dlaczego Diablo? Mało to innych wspaniałych aut, np. Golf?  

Po pierwsze – Golfy drapią w szyję!  

Po secundsze – Jesteśmy (już za chwilę, dosłownie za momencik) w Modenie!

A pamiętaj, taka rada od bardziej zaradnego – Nigdy nie ma drugiej okazji, by zrobić PDW (Pierwsze Dobre Wrażenie), a co innego ma wziąć milioner (czyli on) na zrobienie PDW?
Maserati dla udających bogaczy wziąć ma?

Nie mom garniaka w prążki Ziuta.

Ferrari dla dresiarzy ma wziąść?

A weźć, oklepane (jak to koń), dla plebejskich, dorobionych na bitkojnach nuworyszy do pokazywania w paskowanych portalach i s-mediach.  

I po rike-fake – Poza klasą, chodzi też o hołd, o pojazd wytrych, łącznik, coś w rodzaju pomostu pomiędzy starymi oryginalnymi Morderczymi Lamborghini a ich dzisiejszą wersją typu korpowoz, wynikającą z zarządzania przez Ekonomistów niegrających w golfa Golfistów.


Wśród drogowych supersamochodów to właśnie To Diablo Marki Lambo Marki było pierwszym, które przekroczyło 300 km/h, pierwszym wyposażonym w napęd na wszystkie koła, pierwszym, które straciło dach fabrycznie, a nie przy pomocy niekontrolowanego przejazdu pod zbyt niskim 18-to kołowym składem i przegranym zakładem.  

I ważne – było to ostatnie Lamborghini, w którego projektowaniu brał udział Marcello Gandini.

Nie znasz? Parweniusz… to Geniusz.


Z takim autem trzeba umieć się obejść, mieć pewne przy pojeździe trzeba obejście.

Już za chwilę, dosłownie za momencik, gdy nieśpieszną jazdą będzie rozgrzewał olej w silniku, i porykując sobie z lekka paszczowo i silnikowo, przemierzał boczne drogi w kierunku Modeny będzie, postara się oszczędnie operować gazem, tak by nie zdzierać nowego asfaltu potężnymi oponami, a ścianą dźwięku z wydechu kory z przydrożnych drzew.

Ekologia w stylu Macho.


Samochody tego typu były produkowane, by zabijać leszczy barowych.

By odsiewać ziarno od plew, a chłopców od mężów.

A z byle chmyziem na polu karnym nie pospolitować się!

Mężnych woji od niezamężnych odróżnić dziewoji.

Jeśli jakimś cudem kierowca zabić od razu się nie da, wrodzony talent ma, jeśli umie poskromić przerażającą moc, dziedziczone geny motorsportu, jeśli brak elektroniki i całego tego chłamu tego zerojedynkowego suspensorium to naturalne jego środowisko, a arie słucha tylko silnikowe, to radość i stopa zwrotu z takiej autoinwestycji będzie oszałamiająca.


Przyśpieszenia, emocje z prowadzenia, satysfakcja z poskromienia zrekompensują wszystko, a o saldo na rachunku milioner się przecież nie troszczy.  

Jeśli pytasz, ile to kosztuje, to znaczy, że cię nie stać!


Dbając o bezpieczeństwo, przestrzegając przepisów, nieśpiesznie, nie musząc już nic nikomu udowadniać – już za chwilę, dosłownie za momencik wjedzie do modnej tej Modeny, a ona, wczesnym rankiem, przywita go różnymi odcieniami pomarańczy i ciepłego karminu, zdobiących gęsto pobudowane kamienice.  


Opony, lekko klapiąc, będą muskały bruk. Każdy nieostrożny ruch gazem, a czasem specjalny… bo mogie – poniesie ryk V12 po ciasnych uliczkach, stawiając resztki włosia na głowach zaspanych, zasapanych Włochów, a zrywając kapelusze i sukienki z całej reszty.  

Ale każdy, nawet ten nieprzytomny, rykiem silnikiem poderwany po nocnej zmianie, nawet ten spóźniony, z ciśnieniem jak w odwiercie roponośnym, gdy już zobaczy, co wcześniej usłyszał, pokiwa z uznaniem głową.  

Lambo! Nasz Francesco!


Już za chwilę, dosłownie za momencik zatrzyma się z lekkim poślizgiem na pięćsetletniej kostce brukowej. Drzwi się uniosą – wysiadka – czas na espresso. 

„Doppio maczjato per favor!”


Siadając przy stoliku, będzie widział zachwycone oblicza wkoło ludzi, a oczekując na kawę, z lubością i zachwytem razem z nimi przyglądał się będzie linii wozu i w niemym zachwycie dziwił się temu, jak doskonale, ta na wskroś nowoczesna maszyna, pasuje do tej zupełnie z innego uniwersum wielosetletniej Modeńskiej starożytnej scenerii.  


„Ech, jak to przeciwieństwa potrafią ze sobą współgrać, a życie potrafi być wspaniałe!” – (już za chwilę, dosłownie za momencik) pomyśli, gdyż jak powiadają przedwieczni mistrzowie „Zaiste, życie milionera potrafi być zajebiste”.


Jak to dobrze (już za chwilę, dosłownie za momencik) będzie tu być, między tymi wesołymi, szczęśliwymi ludźmi, którzy Euro i Dolce (radośnie) Vita, a sela vi do perfekcji opano wa li.

Gdyż po coż się przepracowywać, skoro można śmiać się, pić i bawić.

I jeszcze te Italskie makaroni!


…Tak zadumany, patrząc przed siebie niewidzącymi oczyma, marząc na jawie o nadciągającej świetlanej przyszłości co już za chwilę, dosłownie za momencik, został nagle wyrwany.
Ktoś głosem mocnym niczym cios w głowę obuchem, wzywał go nazad na jawę – „Po tureckuś zamawiał kawę? To odebrać bo łba pozbawię!”.


Potrząsnął głową, wracając na swoją swojską planetę, szerokość geograficzną i w bar ten uniwersalny. Poszedł, zabrał napój tylko ceną podobny do Italskiego, a popijając parzący napar w szklance, nerwową od nadmiaru cukru, kofeiny i adrenaliny ręką, w końcu sprawdził cyfry.  

„Ech, może następnym razem się uda” – zmiął kupon i zgrabnie z dystansu, rzutem za 3, wyrzucił go do kosza…

Nie trafił.


„Cholerne Modeńskie Towarzystwo Wzajemnej Adoracji” – mruknął przyszły milioner niedoszły – „za robotę by się jakąś wzięli, zamiast po kawiarniach siedzieć nieroby!”

Dopił swój kawopodobny napój w opakowaniu zastępczym, wypluł fusy i ku wyjściu się udał, bo trzecia zmiana w „ZAKŁADACH ZAPOBIEGANIA ZUŻYCIU KABESTANÓW OKRĘTOWYCH imienia TYCH CO W POLSKĘ SZLI drodzy panowie”, nie czeka na nikogo.

Ech… Już za chwilę, dosłownie za momencik… Ech, może następnym razem się wygrać uda.



6 myśli na temat “Już za chwilę, dosłownie za momencik

Dodaj własny

  1. Wystarczy wydać kilka złotych na kupon, zamknąć oczy i cieszyć się dowolnym autem. Przynajmniej do startu maszyny losującej. A jeśli jakimś cudem marzyciel by wygrał, to i tak żona nie pozwoliłaby na zakup tego cudeńka, bo są ważniejsze wydatki.

    Polubienie

Dodaj odpowiedź do Anonim Anuluj pisanie odpowiedzi

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑