Fa(j)ni


„No co ja mam w twarzy” śpiewał Młynarski.  

„No co ja mam na twarzy” dumał młynarczyk.  

„Tylko nie po twarzy” Mi_ marzył…


Sport stosowny, nawet w małych dawkach, nie zaszkodzi!  

Sport wyznawany, nawet w małych dawkach, nie pomoże!


Teraz to już nie to co przed wojną, ale kiedyś, gdy byłem młodszy, przyciągałem kłopoty jak magnes. Niby grzeczny byłem, dobrze wychowany, małomówny i tylko czasem pyskowałem, ale wystarczyło, żebym się popatrzył i już kałszkwał (shitstorm – w tłum. red.).


Pamiętajmy: Fana od Fanatyka dzieli tylko cienka „tyka”. Chciane czy niechciane, pojawią się, te mistrzostwa, a wpływając na nastroje społeczne, mogą nam namieszać.


Otóż, dla odmiany, jechałem kiedyś tramwajem, no… jako pasażer przecież – jestem kierowcą, ale już bez przesady!

Strategicznie i instynktownie ustawiony na samym jego końcu.  

Uwaga racjonalizatorska: pamiętaj, zawsze dobrze mieć za plecami jakąś ścianę, o tak, żeby cię nie zaszli od tyłu.


Od przodu, wieczór już był, do wagonu wsiadło – ośmiu (?) lub coś koło tego, w każdym razie bliżej dziesięciu niż pięciu, powszechnie szanowanych z powodu strachu przed „wpierdol” dżentelmenów (bo na meczu, miast kibicować, to się dżem). Będących wiernymi aż po grób i do ostatniego bejsbola – kibicośtam.


Zna się takich? Czasem szczupli, a czasem nie. W talii od siłki, lub w brzuchu od piwa, ale zawsze lekko wychyleni do przodu, stąpają sprężyście na palcach, jakby mieli obolałe pięty, „rąsie” luźno i szeroko po bokach, pewnie do noszenia telewizorów. Chód w „adidasie” pumy miękki, dres z paskiem, czapka z daszkiem, gangsta-stajl pierwsza klasa. Tak ich zapamiętałem. Tacy, w ośmiu, to się nie będą bać spuścić „wpierdol” nawet jednemu.


Już z daleka mnie zobaczyli, tradycyjnie, wystarczyło, żebym się patrzył. Ale co? Mam sobie wyłupać te gały?  

Kurwa no, jakbym miał jakiś nadajnik, czy może sygnał dźwiękowo-świetlny na głowie, nieomylnie przyzywający nawet z dużych odległości.


Po drodze, przemieszczając się tramwajem i tyralierą, dla beki – a to komuś zabrali czapkę, a to innemu lekko z plaskacza dali, jeszcze innego pchnąwszy – sponiewierali. Ale to wszystko w locie, bez zbędnych przestojów, ze śmiechem i na luzie, bo oni już swój cel mają upatrzony. Mi_.


I podchodzą. Szkoleni w taktyce. Styl znany z kohort rzymskich – strzałka. Lider na przedzie, reszta za nim.  

– Ty, gnojku! Za kim jesteś? Za Wisłą czy Cracovią? – no jasne, standard – przecież o Szymborską i mój ulubiony wybór wierszy pytać nie będą.


No nic, ja strachliwy jestem, ale byle komu tego nie okazuję – strategia taka.  

Uwaga racjonalizatorska: zawsze, w miarę możliwości, „trzymać” twarz i zwieracze na wodzy.


Dobra jest, mało to już po mordzie w życiu dostałem? Mam dostać to dostanę, bez względu na postawę, więc niech się trochę pomartwią.  

Ośmiu w porywach do dziesięciu kiboli to mało nie jest… Ale z drugiej strony, uj z nimi:  

– Za Miedzią…  

– Kurwa! Za jaką Miedzią?  

– Legnica!


I tu następuje zwolnienie banderoli, kule zaczynają się obracać, ale wolno, tryby niesmarowane. Widzę, że gość zużywa kolosalne ilości energii na przetwarzanie informacji, bo jednak… cholera, no, trzeba uruchamiać kilka wątków naraz, w dodatku w miarę szybko.


No bo tak:  

Co to za liga i gdzie ta Miedź?  

Czy my jesteśmy z tą Miedzią w zgodzie, czy może wojna?  

A może wojna, ale chwilowy rozejm?  

A jak nie wojna, tylko pokój?  

Ale może jednak wojna, jeśli wojna to „wpierdol”, ale gość nie widać, żeby się bał, to może pokój, a jak pokój, to „niewpierdol”.


Ludzie patrzą, podopieczni się rwą do akcji – jednemu takiemu wpieprzyć to jest coś! Tylko… czy można?  

Cholera no, jaka będzie odpowiedź?


Byłoby gracko, żeby oprócz właściwej, była też celna, bystra, niemiałka i niespolegliwa.

Na czole pojawiają się pierwsze, chyba w całym życiu, zmarszczki. Szare mają tam niezły wycisk, synapsy dymią, ale transfer danych słaby. Widzę, że on tego chyba nie udźwignie.

Może maj jak Twain „Cięta riposta to coś, na co wpadam 24 godziny później”?


Co wtedy robię?  

Uwaga racjonalizatorska: zawsze zaczynaj od lidera, dowódcy, porucznika, kierownika. Wtedy zapanuje miły zamęt, popłoch i dezorientacja.


Nagle skracam dystans, wyprzedzam czas, zawężam akcję: uśmiech, wykrok, i walę go z czoła.  

Uwaga racjonalizatorska: kości czoła są najmocniejsze, jak coś – wal z byka i nie bój nic!  

Kolejnym czterem łamię nogi.  

Uwaga racjonalizatorska: najlepiej mieć młotek, no trudno – pałka teleskopowa też dobra, i walić w kolano, nie zabijesz, a skutecznie wyeliminujesz zawodnika.  


Reszcie oczywiście radośnie wybijam zęby.  

Uwaga racjonalizatorska: nie wal z piąchy w nos od dołu, możesz niechcący wbić go komuś w mózg i nieszczęście gotowe, znaczy – zgon. Normalnie z piąchy od przodu lub sierpem.


A na koniec, z gestem triumfu śpiewam: *Miedzio! Klubie Mój!*  

I poprzez oklaski i wiwaty całego tramwaju kieruję się w stronę jego przodu, bo z tyłu posoka na szybach, jęki i błagania o pomoc, której nikt im nie udzieli…


…Halo, halo?!? Mi_? Szosa! Tu ziemia! Weź się ocknij i ogarnij!
Czas wrócić na miejsce akcji, czas jest nieciągły, ale czas do tramwaju.


Wracam. Stoimy, ja stoję, on stoi, pan stoi, i pani też. Zapada decyzja:  

– Wysiadasz, gnojku, na tym przystanku!  

– A! No tak! Faktycznie, to mój, ale mimo wszystko, dzięki za przypomnienie!


No i wysiadłem. Jak to mawiał Bruce Lee: „Zwycięskie walki to te, do których nie doszło.”  

Ponoć…





Opis obrazka

3 myśli na temat “Fa(j)ni

Dodaj własny

  1. Przynajmniej kłykcie nie bolą po takiej walce, no i zadyszki nie ma. Ale niewykluczone, że po latach co nieco zatrze się w pamięci i prawnuki dowiedzą się jak to dziadzio położył szesnastu osiłków.

    Polubienie

Dodaj odpowiedź do Anonim Anuluj pisanie odpowiedzi

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑