Błąd Przeżywalności

Jest początek października roku 1942, a na świecie wszystko się chrzani. Wszędzie naraz, na niewiarygodną skalę. Nie uporządkowałby tego sam Zeus, nawet gdyby zmobilizował kariatydy – powiedział im: “Nieważne, co wam kazaliśmy, zdejmujcie te bagaże i to już”. Świątynie zawalałyby się wszędzie, teleskopowo, a on wszystkie kariatydy, wszystkie najady i driady, które zdołał ściągnąć, wysłałby na bibliotekoznawstwo, dał im zielone daszki na czoło, ubrał w zgrzebne aseksualne mundurki OSWA (Olimpijskich Służb Wsparcia Archiwistycznego), i posłał do pracy na trzy zmiany przy wypełnianiu fi-szek. Wykorzystałby tę słynną kariatydzką spolegliwość przy maszynach Holleritha i czytnikach kart dziurkowanych firmy ETC. Nawet wtedy wciąż brakowałoby mu danych na temat sytuacji. Byłby tak wkurwiony, że nie miałby pojęcia, w których konkretnie zadufanych śmiertelnych walić piorunami ani które modelki i kozy molestować.

Ano tak było, podczas II wojny światowej Alianci ponosili bardzo duże straty w sprzęcie lotniczym, trudno więc dziwić się Zeusowi, iż się lekko denerwował. Zeus się stroszył, a straty:
– Mimo wszelkich i wielkich wysiłków Asów wywiadów i Asek wywiadówek.
– Mimo skrupulatnego badania, przez bardzo bystre umysły, uszkodzeń samolotów, które z akcji „jako tako” jako tako wracały.
– Mimo wyciągania oczywistych i oczywiście właściwych wniosków i pomimo stosowania ich w praktyce przy pomocy dużych ilości stali i spawarek.

Cały czas były stanowczo zbyt duże.

„Kurde no, co jest?” myśleli Armijni Specjaliści, patrząc po sobie i bezradnie rozkładając ręce. Aż nagle, jak Pomysłowego Dobromira, uderzyła ich w głowy kulka, z nagła wpadła do banderoli i pod postacią austriackiego matematyka Abrahama Walda poprosili o pomoc Naukę. Nie mylić z Nieukiem, innym współczesnym nam, ostatnio bardzo znanym matematykiem na „A” z kraju także graniczącego z Czecho i Słowacją.

Abraham był pod ręką, i pomimo że Austria bardzo chętnie skumała się z nazistami, to jednak on wolał pracować dla amerykańskiej grupy badawczej na Columbia University. Wszystko robił na odwrót. Na szczęście! Fachura był z niego nie lada, zajmował się modelami równowagi ogólnej Walrasa–Cassela, i po raz pierwszy to właśnie On sformułował słaby aksjomat preferencji ujawnionych! Jak to brzmi! Cudo! Aż mi się włosy na głowie mierzwią od samego czytania nagłówków.

– Ej, Mistrzu – mówią do niego – Bądź tu tak miły i weź zbadaj, co nie tak robimy? Widzisz, popatrz, o tu na te samoloty. Coś widzisz?
– No patrzę i chyba widzę, że przylatują podziurawione jak durszlak, my je ładnie w tych dziurkowanych miejscach łatamy, solidnie scalamy, stalą wzmacniamy, a to i tak nic nie daje! Lecą na misję i nadal duża ich ilość nie wraca?
– A widzisz! Pomóż, co robimy nie tak, bo jak dalej pójdzie tak, to nam sprzętu braknie, o ludziach nie mówiąc! To nie Rosija gdje ludi mnoga.

Kolega Wald potraktował sprawę poważnie, solidnie zbadał uszkodzenia tych samolotów, a że był matematykiem… to wiadomo – jak to on, zaproponował wszystko na odwrót. I ileś tam dni, a mnóstwo kofeiny, nikotyny i substancji smolistych później… wydumał, co następuje: skoro samolot mimo dziur nadal może wrócić do bazy, to te najbardziej podziurawione części samolotu mogą wytrzymać wiele i jeszcze dużo więcej. Trzeba się więc skupić na tych uszkodzeniach tych samolotów, co nie wracają!

– Spawacze, porzućcie swe piękne spawarki i słuchajcie – zawołał – Wzmocnijmy elementy samolotów, ale nie te podziurawione, tylko wszystkie pozostałe!

Nakazał dodanie opancerzenia, ale UWAGA – ej tam, ostatnia ławka, skupić mi się – do tych części samolotu, które były najmniej podziurawione przez pociski! Dywersant? Wydało się, że to Szpiegu? Od razu było wiadomo, iż Element to niepewny i wywrotowy? Bo jak tu nie zwątpić, kiedy hitlerowcy dziurawią skrzydła i kadłub (przecież wyraźnie po dziurach widać!), a ten każe wzmacniać nieuszkodzone elementy typu silnik?

Ale Wald się uparł i mówi, że tak to sobie wykalkulatorował (stąd nazwa na bezlitosne, cyfrowo nieemocjonalne, matematyczne kalkulowanie na chłodno: „kalkulator”). Cóż mieli z nim zrobić, jak się uparł? „Weź mu daj jak nie mam?” Otóż zrobili, jak kazał, i okazało się, że utrafił w sedno tarczy. Wiele uratował ludzkich żyć tym „na odwyrtkę” myśleniem.

Cała ta akcja nazywa się „błędem przeżywalności”, który to błąd polega na opieraniu się w rozumowaniu tylko na dostępnych danych, bez brania pod uwagę tych ukrytych i nieznanych. A przytaczam go tu, gdyż ten błąd logiczny nie tylko wojny i samolotów wojskowych dotyczy. Nas on, tu i teraz, dotyczy, bo występuje w wielu innych dziedzinach życia, typu biznes, nauka, medycyna, sport, działkowictwo czy zbieractwo.

Po co cały ten przydługi, nudny wstęp? Z troski o zdrowie, o rzyć, a może i życie! Aby uniknąć „błędu przeżywalności” trzeba zawsze pamiętać o pełnym obrazie danych. Nie skupiać się tylko na tych pozytywnych i łatwo dostępnych informacjach, i absolutnie nie można ignorować tych, ukrytych przeważnie przez Wraże Gremia, danych o niepowodzeniach. Krytycznie należy podchodzić, naciskać należy, dociekać i pytać o źródła.

Jak teraz, kiedy to tak napaliłeś się jak szczerbaty na suchara, widząc w internetach same tylko sukcesy, spektakularne powroty, cudowne zdjęcia, opisy pełne ekstatycznego towaru przejęcia, a przecież nie wiesz, co ukryły przed tobą wrogie fakcje Producentów Octu czy Dmuchaczy Słoików do Hurtu!

Gdy wchodzisz na te fajne i tajne specjalistyczne forumy, na które zostałeś jakimiś cudem wpuszczony (ta… cudem, następny do golenia), kiedy widzisz, jak tam obradują wielkie tłumy, a wszyscy żywi oraz szczęśliwi, formułują swe frazy i inne dumy swej obrazy, to bez obrazy, ale zapewne nie wiesz (bo skąd) o tych, którzy już tam nie obradują. Ci, co po cichu niczym angielski lord opuścili te przyjazne progi i już ich nie ma.

Patrzysz i gdzie okiem nie rzucisz, widzisz tylko, że wszystko normalnie i pięknie. Gdy codziennie śpiesznie jedziesz do pracy, nie widzisz tej rdzy obsypującej w nieładzie pozostawione na poboczach pojazdy, bo od dawna tam stoją porzucone. Myślisz sobie rozmarzony, że ich właściciele gdzieś tam zażywają, zrywają i doskonale

się mają… kiedy ty do roboty wylewać swe poty.

Cóż, mnie to nie dziwi. Wnioski wyciągasz z danych, do jakich Cię dopuszczono, lecz spokojnie, masz przecież Szosy! Po primo, nie napalaj się, nie ostrz noży i zębów, bo już wiesz, że nie masz pełnego do obrazu dostępu. Po sekundo, jeśli naprawdę chcesz żyć, a przecież na pewno masz po co, jeśli nie chcesz dołączyć do tych milionów w Grupie Nieobecnych Bo Się Dobrze Nie Przygotowali, sprawdź tu, teraz, już, natychmiast, czy aby na pewno korzystasz z aktualnych źródeł!

Wiem, że nie masz dostępu do utajnionych danych, ale posłuchaj mnie i zacznij choć od podstaw! Zerknij, bo na pewno tego nie wiedziałeś, ale już wiesz: Został wydany suplement i uzupełnienie, tajna errata taka dla tego mrocznego świata. Krótko mówiąc: sprawdź, czy używasz „Atlasu Grzybów wersja druga poprawiona” bo niby wszystkie jadalnymi są grzyby, ale… no cóż, taki to czas – niektóre tylko jeden raz.

2 myśli na temat “Błąd Przeżywalności

Dodaj własny

Dodaj odpowiedź do Robert Anuluj pisanie odpowiedzi

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑