Ziemia ma około 4,54 miliarda lat i szacuje się, że powstała w wyniku akrecji materiału z dysku protoplanetarnego otaczającego młode Słońce. Po początkowej erze archaicznej nastąpiła proterozoiczna, potem nadeszła era paleozoiczna: kambr, ordowik, sylur, dewon, karbon, perm. Po paleozoicznej nastąpiła era mezozoiczna ze swoim triasem, jurą i kredą. Po nich nastała w erze kenozoicznej: trzeciorzęd z czwartorzędem… A potem pojawili się ludzie.
W porównaniu z poprzednimi erami dzieje ludzkości to tylko mgnienie oka, i nie o Ziemię, ale o siebie powinniśmy się martwić. Dynastie i epoki rozbłyskiwały i znikały jak ognie sztuczne; rzucony przez małpę człekokształtną w powietrze piszczel, który służył jej za maczugę, nagle, nie wiadomo kiedy, zamienił się w statek kosmiczny.
A mało kto wie, że jeszcze nie tak dawno konstrukcję statku kosmicznego, prawdopodobnie najbardziej zaawansowanego systemu transportu na świecie, już ponad dwa tysiące lat temu określiła szerokość końskiego tyłka w skrócie "SKT".
Kiedy oglądamy potężny pojazd kosmiczny stojący na platformie startowej, po bokach głównego zbiornika paliwa najprawdopodobniej zobaczymy dwie duże rakiety wspomagające. Są to dopalacze rakiet na paliwo stałe, w skrócie SRB. Choć pierwotnie były projektowane i używane w promach kosmicznych programu Space Shuttle, dziś ich unowocześnione wersje stanowią istotny element systemu Space Launch System (SLS) – rakiety nośnej programu Artemis NASA, mającego na celu ponowne lądowanie ludzi na Księżycu.
SRB są produkowane w fabryce w Promontory, w stanie Utah, przez firmę Northrop Grumman (dawniej Thiokol). Inżynierowie, podobnie jak w przypadku pierwotnych SRB, teraz też musieli dostosować ich wymiary do ograniczeń logistycznych, zwłaszcza transportu kolejowego. Linia kolejowa prowadząca z fabryki do miejsca startu biegnie przez góry, a tamtejsze tunele mają szerokość dostosowaną do standardowego rozstawu torów kolejowych, który wynosi 4 stopy i 8,5 cala.
To dziwnie nierówna liczba, ale tak się składa, że jest to dokładnie taka sama szerokość jak u nas, w Europie (1435 mm) i wywodzi się z europejskich tradycji, a SRB chcąc nie chcąc, muszą mieścić się w od lat tych samych tunelach, przez co ich rozmiar jest ograniczony uwarunkowaniami historyczno-konstrukcyjnymi (SKT). Jest tak dlatego, że właśnie tak linie kolejowe budowano w Europie (konkretnie w Anglii), a to właśnie angielscy inżynierowie zaprojektowali pierwsze linie kolejowe w USA.
„Angole” znani są z jazdy pod prąd, używania kilku kranów do jednej wody, bog snorkellingu czy worm charmingu oraz wielu innych dziwactw, jednak... no bez przesady, dlaczego u siebie zbudowali kolej w tej dziwnej, a nie innej, bardziej poręcznej szerokości?
Otóż, zrobili tak nieprzypadkowo. Pierwsze linie kolejowe budowali ci sami ludzie, którzy wcześniej budowali wozy tramwajowe i linie tramwajowe, i takiej (w tramwajnictwie) używali szerokości, gdyż właśnie taki rozstaw kół miały robione przez nich tramwaje.
Jasne, pewnie, że zapewne próbowano zastosować inny rozstaw, ale koła wagonów o innym rozstawie częściej pękały na pięknych jednak starych, dalekobieżnych drogach w Anglii. Rachunek ekonomiczny ponownie zwyciężył, a ponieważ taki był rozstaw pradawnych, utrwalonych w kamieniu kolein kół rydwanich na ich drogach… które zbudował Cesarski Rzym, to użyli tej właśnie szerokości.
To Rzym, dla swoich legionów, zrobił pierwsze drogi dalekobieżne w Europie (w tym w Anglii). Były one tak dobre, że do teraz są używane pod Radomiem i we Wrocławiu. A niedawno w Londynie, pod Old Kent Road w dzielnicy Southwark, archeolodzy odkryli dobrze zachowany odcinek rzymskiej drogi Watling Street. Droga ta została zbudowana wkrótce po rzymskiej inwazji na Brytanię w 43 roku n.e. i była jednym z kluczowych szlaków komunikacyjnych w imperium. Watling Street biegła od Dover aż po Wroxeter w środkowej Anglii, mierząc 276 mil (ok. 444 km).
Odnaleziony fragment drogi ma 5,8 metra szerokości i 1,4 metra wysokości. Składa się z kilku warstw: fundamentu z ubitego żwiru, dwóch warstw kredy i wierzchniej warstwy z ubitego piasku i żwiru. Droga przetrwała mimo intensywnych prac budowlanych w tym miejscu przez wieki.
I chociaż legioniści chodzili w sandałach, więc nie mogli zrobić koleiny (poza Zestawsuperplusem z Asterixa), to rzymskie rydwany wojenne już tak. Jak każdemu wiadomo, ruch wtedy na drogach był większy niż w Polsce w sobotę pod centrami handlowymi przed wolnym poniedziałkiem, dlatego z biegiem lat na drogach utworzyły się piękne i arcytrwałe koleiny, do których wszyscy inni – żeby im kółka w powozach nie pękały – musieli się później dopasować.
Jak wieść gminna niesie, wszystkie ówczesne rydwany dla Cesarskiego Rzymu zostały wyprodukowane przez jedną dobrze zarządzaną firmę, której właściciel niejaki Enzinus Ferrariginus, znając ciotkę szwagra pomywacza kafelków w basenie u Sizara („Cezar” z francuska), pozyskał ten kontrakt na wyłączność, dlatego też wszystkie były prawie jednakowe pod względem rozstawu kół.
Idąc po kłębku do nitka – to stąd wynika, wynoszący 4 stopy i 8,5 cala (1435 mm), standardowy rozstaw torów kolejowych w Stanach Zjednoczonych i wywodzi się z Europy, a konkretnie – z oryginalnych specyfikacji cesarskiego rzymskiego rydwanu bojowego.
Jednakże co z tym wszystkim (i z rakietami) wspólnego ma wspomniany na początku koński tyłek? To bardzo proste – rydwany armii cesarskiej były na tyle szerokie, aby pomieścić tylne końce dwóch koni bojowych (tzw. Dwa Zady Końskie).
Dlatego następnym razem, gdy w robocie ktoś da nam specyfikację, procedurę, wytyczną lub robotę do zrobienia i będziemy się zastanawiać: „Jprd, co za ku...ń to wymyślił?”..., to możemy mieć całkowitą rację z tym ku...niem.
a to czemuż to papier do zadu jest wąski a 0,5 stopy a nie a całą (podkowę na ten przyklad)?
PolubieniePolubienie
Becouse!
PolubieniePolubienie