Bonus taki

[584 słowa, 3 minuty czasu czytania]

Albert Einstein powiedział kiedyś „Gdy wszyscy wiedzą, że coś jest niemożliwe do zrobienia,
przychodzi ktoś, kto o tym nie wie, i on to robi.”

Gdzieś na południu Polski cztery szybkie pasy ruchu drogi ekspresowej obwodnicowej przechodzą w dwa, zaraz później w jeden, by na koniec, przy pomocy wiaduktu nad autostradą, płynnie przejść w pas dojazdowy i połączyć się z autostradą.

Ze swobodnych ekspresowych 120 na godzinę schodzi się do 70, zaraz później do 40, i już grzecznie, spokojnie – bo 3 razy wolniej – wjeżdżamy na ten wspomniany wyżej nadwiadukt przerzucony nad autostradą. Po chwili, z górki na pazurki, długim, obszernym łukiem zjazdowym rozpędzamy się, by wbić na pas rozbiegowy, a z niego – wprost na wspomnianą wyżej, mimo że będącą tuż obok, autostradę.

Znam tę trasę dość dobrze… Przed prawym zakrętem zacznij ostre hamowanie i przechodź lewy, dwójkowy zakręt pełnym gazem. Na szczycie późno przyhamuj, prawy cztery dnem plus…
Nie no, żart, to nie wyścigi. Wchodząc w łuk na wiadukcie, odbiję do środka, potem dam jeszcze lekko w lewo, wykorzystując fizykę i błędnik. Na wierzchołku zakrętu zacieśnię skręt, w ten sposób instynktownie okiełznam nieopisywalne siły odśrodkowe, by na koniec, dobijając do prawej krawędzi, wyjść ze skrętu łagodnie, a więc łatwiej i szybciej nabrać prędkości na rozbiegówce.

Dobra, ale dość teoretyzowania, jestem już na wiadukcie. Rzucam kontrolnie okiem przed siebie – na cały ten łuk i panoramę – szykując w wyobraźni trajektorię, linię jazdy oraz ogólnie chcąc zobaczyć „jak jest”.
Widok fajny: góry na horyzoncie, pogoda dobra, we Włodawie przybyło, na Sanie bez zmian, na autostradzie duży ruch, a z naprzeciwka, pod prąd, prosto na mnie, jedzie BMW.

Srebrne, 530d, e60, 2004 r., przedlift, olej 5W30 LONGLIFE-04 LL-04 z pierwszego tłoczenia, filtry Filtron, bieżnik 18, klapki kolektora usunięte.
Nie powiem, kulturalnie jedzie – jak każdy 70-latek jadący autostradą pod prąd – trzyma się przepisowo swojej prawej i pnie się na „mój” wiadukt.

W lekkim zdziwieniu uniosłem brew, rzuciłem pod nosem: „łot de fak?”, spojrzałem jeszcze raz i myślę do siebie: Tylko spokojnie mi tu!
Ale to bez sensu jest! Nie da się przecież być spokojnym, kiedy w głowie wszystkie komórki masz nerwowe.

Zwalniam, zbliżamy się do siebie – on, mimo że pod prąd, to przepisowo po lewej, a ja środkiem, z niecnymi zamiarami cięcia zakrętu, więc, jakby to powiedzieć, walę mu niemal na czołówkę!
Ale ponieważ to na razie tylko „niemal”, to mrugam światłami radośnie i… daję jeszcze bardziej w lewo, celując w niego.

Szkoda, że nie mam Mercedes-Benza – on ma taki fajny celownik (pewnie Niemcy już dawno go przewidzieli na takie okazje).
Wkurzył się BMWMan chyba bardziej niż lekko, że „co ja odpierdalam”? Dlaczego mu jadę na czołówkę i w ogóle? Więc też do mnie światłami i jeszcze bardziej w prawo ucieka, na barierki. Ja swoje i jeszcze mocniej cisnę w lewo i w niego.

Teraz to już widzę dokładnie, bo blisko, że:
Uno: Zdziwił się mocno.
Duo: Wkurwił się mocniej.
Tipo: Nie zmieści się między mną a barierką.
Quatroporte: W myślach już mnie wymyśla i zaraz wymyśli, jak mnie na głos zwymyślać.
Seiczento: Pewnie wysiądzie i będę miał lekki łomot.

Kiedy już wyraźnie widać, że się zatrzymał, włączyłem awaryjne, wysiadłem z auta i stojąc w drzwiach mówię:
– Masz, w prezencie…
– Co?
– Drugie życie…
– Jakie znowu drugie?
– No… jak w grach, tylko, że to nie gra, więc prezent – drugie życie. I dla twojej pani, co siedzi obok, również bonus taki.
– Co??
– Bo wiesz, chyba nie wiesz, ale właśnie pod prąd jedziesz, wprost na ekspresówkę…

Zaczekałem, aż ładnie, na pięć zawróci. Twarzy pani nie widziałem, pochyloną ukryła w dłoniach, chyba ze wzruszenia.

2 myśli na temat “Bonus taki

Dodaj własny

Dodaj odpowiedź do Pawel Szosa Mi Anuluj pisanie odpowiedzi

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑