[1053 słowa, 6 minut czasu czytania]
Czym się różni „szosowanie” na letnich 18-kach od „szusowania” na zimowych carvingach w zimie?
Poza literką jedną, w moim wypadku – curven – niczym.
À propos zimy i szusowania.
Kiedyś, w dobie dwóch programów w czarno-białym telewizorze, do domu wracało się za karę, a w zimie zmarzniętego już na kość delikwenta, odnosili – ci co mieli jeszcze jakieś luzy w skamieniałej odzieży – tylko ciut mniej zamarznięci.
À teraz?
Dla młodzieży zima trwa pół roku, i to jest doskonały pretekst do zimowania w le burdel (jak pieszczotliwie nazwy się ich jamo-pokoje). Wyjść z pomieszczenia o temperaturze dodatniej (bo pokojowej), ale o ujemnym zapachu, na tak nieludzkie, ekstremistycznie eksternistyczne warunki można, owszem, ale są „oboszczenia”:
- Przemknąć do auta można, jeśli jest gdzieś niedaleko, max 10 m od wejścia.
- Podejść do galerii handlowej czy Żabki, owszem, jeśli to jest góra 5 minut z buta albo przystanek autobusowy w zasięgu wzroku i pełny zimowy rynsztunek bojowy.
- Podejście zimowe pod szkołę zawsze wiąże się z najwyższymi stopniami… zagrożenia i jest relacjonowane live w sieci.
Jest tylko jedna jedyna sytuacja, kiedy młodzież w zimie wytrzyma 3 godziny, a nawet 3,5 na świeżym powietrzu, bez smartfona, marudzenia i, przede wszystkim – w ogóle.
Słyszało się też o hardcorowych, nieludzko twardych wyjątkach, co wytrzymują i cały dzień (nikt takiego nie widział, to legendy).
W każdym razie ja nie spotkałem. Pewnie są w stanie tyle znieść i nie zejść, bo są ze znajomymi i dziewczyny patrzą.
A ta ekstremistyczna, wyjątkowa zimowa sytuacja to: Szusowanie.
Tak, w czasach beztrzepakowych podwórek, bezprzewodowych komórek, tanich furek i bezlimitowych internetów, narty czy deska to jedyna opcja kiedy nastolatki wylezą ze swych gawr na straszliwie, nieludzkie, morderczo trudne warunki zimowe: słonecznie, 2 stopnie „na plusie”, śnieg, brak wiatru i bezchmurnie.
Dodatkowo, żeby młodzież miała (choć teoretycznie) szanse na wyjście, pójście i zjazd, trzeba dać im przykład. Aby ich wziąć i wyrwać z multiwersum światów bez praw fizyki a pełnych zer i jedynek, trzeba samemu umieć jeździć na tym cholerstwie.
A żeby umieć, trzeba się nauczyć. Postanowiłem więc dać przykład i zostać nauczonym.
Z pomocą natychmiast nadciągnęła zgraja pomocnych nauczonych wcześniej naukowców.
„Nauczymy cię Mi_, jedź z nami, a będziesz jeździł, jak My!”
Pojechałem, gdyż, skoro tak radzą znawcy i specjaliści, to chyba wiedzą, o czym sobie tam radzą.
Nawet do głowy Mi_ nie przyszło, że po prostu potrzebowali kierowcy i żeby się dorzucić do hotelu.
1300 km, mało to nie jest.. i nie tanio.
Na miejscu, po moim profesjonalnym Szosowaniu, a przed Szusowaniem, pojawiła się też ekipa Chojraków-Strażaków.
Najlepszych narciarzy wśród straży i najlepszej straży wśród narciarzy.
Przyplątali się skądś, na kielicha przyszli po sąsiedzku, czy coś.
Starzy narciarscy wyjadacze, pasjonaci, mocni zawodnicy.
Kiedy wieczorem przy wódce dowiedzieli się, że to moje pierwsze szusy… jedyne co udało się im wykrztusić to „ale ten…, że TU się będziesz uczył?”
Cóż, dość powiedzieć, że już dawno nie widziałem, żeby stare, twarde chłopy płakały.
Tak się popłakali ze śmiechu i nie było takiej ilości alkoholu, która by ich uspokoiła. Zostałem ich idolem, bożyszczem tłumu, maskotką tych igrzysk, ale jeszcze nie wiedziałem, dlaczego.
Ok, a rano, po 40 minutach zakrętów, serpentyn, spiral i wiraży pełnych zimowych wrażeń – jesteśmy na miejscu. Góry lubię, gór się nie boję, więc bez jeszcze żadnej zwłoki stajemy w pełnym rynsztunku do kolejki – do kolejki.
Widoki bajeczne, i już po 60 minutach i 18 przesadach na coraz wyższe kolejki, jesteśmy na szczycie.
Cały szczęśliwy myślę „Tu, kolego, zaczyna się początek końca pewnego etapu twego nędznego żywota, nic już nie będzie jak dawniej. Już nie będzie Człowieka_co_na_nartach_nie_jeździł”.
A potem mi pokazali, gdzie mam jechać.

A Mi_ w śmiech – Ale, że co? To tam w przepaść mam spaść? Patrzę w dół i widzę, no wyraźnie widzę, że nic nie widzę. Kurwakąt prosty!
„Przepraszam, pożyczy mi ktoś czekan? Gdzie są liny wspinaczkowe? To jest trudność 16+? To zawody wspinaczki ekstremalnej? Szkoła zjazdów na linie dla Strażaków Ekstremalnych? Po co wam tu narty? Ktoś ma zapasowy spadochron? To my tu przyszli się klimatyzować przed Himalajami?”
Cóż, jednak każdy śmiech kiedyś się kończy. Otarłem łzy, patrzę wkoło półprzytomny, a ci ludzie, ciągle bez żenady i nadal żadnej zmrożonej zwłoki w dół się rzucają i jadą!
E nie, to chyba wycieczka szaleńców jest, duża część samobójców wymieszanych z desperatami, a reszta to raczej słabuje na umyśle. Nie, nie, na pewno nikogo normalnego tu nie widzę, słabo widać przez te ich hełmofony, ale na pewno tak jest!
Dobra, to ja może podziękuję, gdzie jest wyjście…?

Nagle słyszę zza pleców:
– No Jedź Mi_ stąd tam! Jedź Mi_ już w dół! Mi_giem leć i Jedź!
Wszyscy wkoło dopingują i, powiedzmy sobie szczerze, to nie troska przez nich przemawia, to nie czuła pomoc bliźniemu czy altruistyczne zrozumienie człowieka ustawionego pod… tfu, nad ścianą pionową. To zwykła chęć pośmiania się nie pozwala im zostawić mnie tu samemu sobie, żebym sobie spokojnie umarł z wychłodzenia, niedotlenienia, stresu lub głodu.
Dobra, „ciąć będziem równo z trawą, by z byle chmyziem na polu karnym się nie pospolitować”. Jadę!
Stoczyłem się ze stoku i spadam, ślizgam, padam, turlam i ryję ryjem.
Cały wachlarz póz, płóz, rozgwiazd i nie wiedziałem, że jestem tak rozciągnięty! Ała, a nie… nie jestem. Robię to wszystko, i wiem jedno: różne rzeczy robie, ale na pewno nie jadę.
Jest tu walka o życie, jest też i czas na pogawędki i szlifowanie, w przelocie, doskonale Mi_ nieznanych języków, nikt nie pozostaje obojętny, każdy chętnie zagada:
– Ar ju ok?
– Alles gut?
– Łot ar ju duing?
– Ar ju krejzi?
– Ju ar krejzi!
Wieki później, jakieś 10 minut chyba, dotarłem jakoś na dół. Na czas tego pokazu wszyscy się zatrzymali, żeby zobaczyć pierwszy w tych stronach zjazd „na pingwina”.
Owszem, były takie próby wcześniej: na brzuchu i twarzą do przodu, ale nigdy tak długie i z nartami na nogach.

Po tej nieudanej próbie samobójczej do mainstreamu przeszły slogany ukute na moją cześć:
„Widzimy się żywi w knajpce uMarty?”
‚Przelatujesz Mi…mochodem nad stokiem?”
„Nie jedziesz za szybko, tylko lecisz za nisko!”
„Widziałeś orła cień, czy ostry cień mgły?”


👍
PolubieniePolubione przez 1 osoba
👍
PolubieniePolubienie
ale urwał 😜
PolubieniePolubione przez 1 osoba
…się z choinki 🙂
PolubieniePolubienie