Stan przedzawałowy

[607 słów, 3 minuty czasu czytania]

Czego potrzebujemy, żeby doprowadzić się szybko i niezawodnie do zawału?

W pewnych okolicznościach wystarczą dwa pojazdy i zakręt – najlepiej w lesie. Oczywiście bywa, że nieraz ciężko jest dożyć tego zawału. Ale jak się uda jakoś przeżyć i uratować rzyć, dobrze by było, żeby był to pierwszy zawał – tak, aby mieć jakąś szansę potem się opisać, coś popisać i „co tu się odjebało” jakoś napisać.

A nie jest łatwo, i dożyć, i opisać.
Od piszącego wymaga dużej ekwilibrystyki słowem, od czytającego zaś niebagatelnej wyobraźni. Spróbujmy póki jeszcze się da… wó da… chłodzi.

Są na świecie takie zakręty, o których bajkopisarzom się nie śniło. W gęstym lesie przykitrane, bardzo mało uczęszczane, widoczność niby doskonała – mgły już opadły, a mimo to przezierność przez krzaczory wynosi… zero.

Wyobraźmy więc sobie, że jedziemy prawą stroną drogi i mamy przed sobą zakręt, nieprzezierny, głębokoleśny, boleśnie ciasny – w prawo.
Gdyby to był łuk, zakręt w lewo, nie byłoby problemu. Ściąłbym go sobie, prostując swe ścieżki, i po temacie. Jak Amen na koniec pogrzebu.

Ten, w prawo, był jednak – i nie mam go już jak bardziej ściąć, chyba że „rową”. (Śmieszne, ale niektórzy tak mówią: „rowa”. „O patrz, Józek leży w rowie. Chyba wpadł do tej rowy, jak szedł o drugiej po trzecią litrę”).

Nie ma wyjścia, jadę więc prawidłowo.
Widać to z okna wyobraźni?

No to szosuję sobie prawidło prawą, wprawnie wchodzę w wprawozakręt ten ciasny, pogwizdując z cicha „Gdzie strumień szumi z wolna”. I gdy jestem prawie na wejściu w szczyt (zakręty też mają swoje szczyty… wierzchołki znaczy się), gdy wyłania się spoza gęstych drzew reszta tego zakrętu, drogi i mego marengo żywota… Hmm, jakby to teraz napisać… „Zobaczam”?

Ponieważ, jak już nieraz udowodniłem na przykładzie pralki, czas jest nieciągły, to teraz zwolnię czasoprzestrzeń, włączę spowolnienie, jak kiedyś się przyśpieszało podgląd na video.

„Zobaczam” więc przed sobą pojazd, który stanowczo i nieuchronnie jedzie mi na czołówkę, gdyż moim pasem ruchu sunie.
W samochodzie jadącym tak, żeby się centralnie cmoknąć dziubkami, ukazuje się przed mi_ maską kobieta – włos zmierzwiony, wiek nieokreślony.

Jedzie w stylu „a ścieżki swe prostował będziesz!” i normalnie, wcale nie na luzie, jedzie, gdyż z gazem. Ścięła sobie zakręt. Jakby ma prawo, bo dla niej to w lewo.

Dobra, żartuję. Są niby sytuacje, kiedy można ścinać, ale trzeba wiedzieć gdzie, umieć i wszechwidoczność mieć.
Ot, kiedy ma się doświadczenie w rajdach oraz pilota na pokładzie… te sprawy:
„Przed prawym zakrętem zacznij ostre hamowanie i przechodź lewy dwójkowy zakręt pełnym gazem. Na szczycie późno przyhamuj, prawy cztery dnem plus”.

Ale w tej sytuacji?
Kiedy ona jedzie tak na mnie, i gdy nagle mnie zobaczyła – a przypominam, że czas zwolnił i ja wszystko widzę dobrze, gdyż powoli – to widzę, jak oczy się jej robią w stylu kota ze „Shreka”, po czym… ale, że co… je zamyka?

Złapała się mocniej kierownicy i chyba instynktownie, podświadomie, z nagłego przerażenia, zamknęła oczy jak trusia, w myśl zasady strusia: problem, którego zniknę, zniknie.

Takie są skutki bycia naczelnym z ciałem stworzonym do plejstoceńskiej sawanny. Strach, ulgę, pożądanie i radość upakowano w tę samą małą sieć neuronową gdzieś głęboko w jądrze migdałowatym, i czasem się nakładają.

Jaki to ma związek z sytuacją w antropoceńskim lesie?
A ja wiem?

Może coś jednak jest na rzeczy, może ja też, przy okazji, mam już w genach zakodowane, od plejstocenu, odruchowe jakieś reakcje unikowe. Gdyż odbijam w lewo i elegancko, dżentelmeńsko się z nią mijam… po angielsku w Nieanglii.

Ona wraca na swój pas i oddala się z gracją utykającej gazeli, a ja jadę klasykiem: wracam na swoją stronę, zatrzymuję się w lesie, dzwonię zębami i do domu.

Żegnam rodzinę, przy okazji przekazuję kody do głowic jądrowych oraz kont bankowych, dostaję sobie zawału i mam luz.

2 myśli na temat “Stan przedzawałowy

Dodaj własny

    1. Najlepszą metoda, w końcu mylić się nie może – przyroda. Struś co oczy zamyka i głowę w piasek chowa, czekając jak rozwinie się przygoda owa, nie bez powodu nazywany jest Aniołem… Strusiem co w kryzysowej sytuacji, wybawili z każdej opresji.

      Polubienie

Dodaj odpowiedź do Pawel Szosa Mi Anuluj pisanie odpowiedzi

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑