[423 słowa, 2 minuty czasu czytania]
Nigdy nie myślałem, że powszechnie znany żart może przerodzić się w nieznany, prywatny „horror”.
A wszystko zaczęło się romantycznie i prozaicznie, w deszczu, od klapy bagażnika.
Po co ją zamykałem, szarpiąc nerwowo za uchwyty, skoro ona jest zelektryfikowana i zamyka się sama?
Dlaczego przy tej okazji rozmawiałem przez śliski i mokry telefon? Z kim, o czym i co zostało ustalone?
Tym zajmie się kiedyś p. Wołoszański w „Tajemnicach Służb Specjalnej Troski”.
Ja nie mam już pojęcia, a w danym momencie ważne było tylko to: klapa stawia opór, telefon odpowiada na nieodparty zew grawitacji i, jak wielu jego pobratymców wcześniej, nie potrafiąc się oprzeć, wykorzystuje śliskość oraz moje roztrzepanie – i wypada Mi_ z ręki.
Zgodnie z sugestią prawa pana Murphy’ego (Murphy? Ty gnoju!), który przeprowadził tysiąc eksperymentów z upadkiem kromki chleba, czym niezbicie (sic!) dowiódł, że ona zawsze spada masłem w dół, już w locie wiedziałem, jak zakończy się upadek tego cholernego kawałka stali chirurgicznej, krzemu, obwodów drukowanych i pierwiastków ziem rzadkich.
Nawet Wielka Pajęczyca Szeloba z Ephel Duath nie potrafiła wytworzyć lepszej sieci pajęczej niż ta, jaka pojawiła się na ekranie.
Magia, kurewna! „A taki był piękny, Hamerykański”!
Dobra, cóż, zdarza się, nie róbmy z tego zagadnienia… Szczególnie, że to ja nawaliłem.
Coś tam przecież jednak widać, a przy okazji, w czasie jednej sekundy i odległości metr osiemdziesiąt, mity o szkłach hartowanych i foliach hydrożelowych 100D zostały obalone!
I tak, narzędzie typu smartfon, upośledzone, ranne i wybrakowane, ale działające, poklejone taśmą oraz pobożnymi życzeniami, służyło dzielnie jeszcze jakiś czas, póki niesforne resztki ekranu nie podjęły zdecydowanych prób „pójścia na swoje”.
Tak, oto nadszedł koniec i czas podjąć męską decyzję: czy wyciągnąć złoto z sejfu jakiemuś szejku, sprzedać alufelgi, oddać nerkę czy pójść w niewolę – gdyż czas wymienić ekran.
Po podjęciu finansowych decyzji i wymianie wadliwych podzespołów, gdy zobaczyłem rachunek…
…Jakiś czas później, po odzyskaniu przytomności, dowiedziałem się, że już odpracowałem dług w kopalniach bazaltu.
Mi_! Pozostaje tylko wytrzeźwieć po tygodniowym piciu i czas zacząć powoli wracać do rzeczywistości!
Wracałem więc sobie, cały szczęśliwy, do tej rzeczywistości, nie wierząc, że mam taki wspaniały telefon, że można nawet z niego przeczytać SMS-a, kiedy się chce, aż pewnego dnia radośnie wsiadłem do samochodu.
Gdy siadałem na fotelu, coś trzasnęło gdzieś w dole moich pleców, a ja, poprzez łzy, zacząłem się modlić:
„Panie, błagam, spraw, żeby to jednak był kręgosłup!”.


mówią że picie jest przereklamowane tylko co wtedy…. 😞
PolubieniePolubienie
Tak mówią, ale tylko ci co się lansują
PolubieniePolubienie