KU-NA-Mi

[789 słów, 4 minuty czasu czytania]

W pewnym starym czasopiśmie „Delta” były przedstawiane różne mniej lub bardziej poważne hipotezy narodzin Wszechświata. Jedna z tych bardziej poważnych twierdziła, że na początku wszystkiego była doskonała próżnia, w którą spojrzał Bóg. A ponieważ zgodnie z mechaniką kwantową każda obserwacja zmienia obiekt obserwowany (prowadzi do kolapsu funkcji falowej i czego nie rozumiesz), to nastąpił Wielki Wybuch.

Majstersztyk!

Za jednym zamachem rozprawili się z Teorią Wieloświatów i Pojęciem czasu, Holograficzną zasadą i Fizyką informacji, Filozofią umysłu i świadomości, Kwantową teorią grawitacji, a od razu Kwantową teorią pola. Na tej samej stronie jedziemy jeszcze z Filozofią egzystencjalną i ontologiczną oraz Kosmologicznym wymiarem religii i duchowości… i kilkoma pobocznymi.

Potem poszło już z górki.

Z Kosmosem powstało Słońce i Ziemia.
Na planecie Ert Dinozaury, które nie miały kciuka i nie umiały rzucać kamieniami, zginęły od Ludzkości, która miała i umiała.
Przez kciuka i umiejętność chwytania Ludzkość skonstruowała flaszki oraz sztuki walki.
Ponieważ był kłopot z wnoszeniem szklanych flaszek (w połączeniu ze sztukami walki) na stadiony (trup słał się tak gęsto, że cywilizacja stanęła na krawędzi), dla wygody Ludzkość wynalazła flaszki plastikowe.
Od plastiku wyginął Wielki Żółw – Ten Co Trzyma Ziemię w Kupie na swej Skorupie.
A to – wiadomo – spowodowało osuwanie się ojej – w stronę Słońca Jej…

…I dlatego teraz tak, panilekkichobyczjaów, grzeje – tak dumałem, siedząc w nieklimatyzowanej poczekalni serwisu samochodowego. Na pewno jest tu ze 140 w cieniu, a wilgotność minimum 210 — westchnąłem, wyżymając lichą koszulinę i odrzucając zgrabnym ruchem grzywę mych mokrych włosów niczym lider Modern Talking na koncercie.

Tu, gdzie siedziałem, ćwicząc odporność na bodźce termiczne, i tak było dobrze. Czym jest piec hutniczy, w którym przebywam, w porównaniu z silnikiem odrzutowym, w którym przebywa – razem z moim silnikiem, z którym musi się zmagać – gdzieś tam na hali krytej blachą falistą, pośród aromatów smarów, wydzielin plastików i gum, ten mój dzielny mechanik?

Siedziałem, w nabożnej ciszy trwałem, albowiem powiadam ci mi – są tacy, co mają gorzej.

Oczami zalanymi łzami, z pustką w głowie, otumaniony upałem, którego przecież nie ma, bo cały ten efekt cieplarniany to zmowa elit, masonów, cudzoziemskich korporacji oraz wrażych trustów, które chcą mnie wykorzystać i omamić, siedzę jak mnich Omami – i omamiony rozglądam się po otaczającym świecie.

I powoli odlatuję w zadumę.

Ach, gdybym był teraz nad chłodnym oceanem, gdzieś w okolicach Japonii, jakieś 11 chłodnych kilometrów nad nią (chociaż… Nie dajmy się oszukać! Skoro na ziemi jest taki gorąc, to wyżej, czyli słońca bliżej, musi być jeszcze cieplej, c’nie? A mówią, że nie jest! Niestety, zabraniają wyjść i sprawdzić — co było do udowodnienia — wszędzie same Trusty i oszusty!). Będąc tam teraz, pewnie widziałbym niebo i wodę mające ten sam kolor — odcień super chłodnego błękitu, który powoduje, że z zimna cierpną skóra i zęby.
Lecę, a samolot jest tak wysoko, że patrząc i w górę, i w dół, widzę skrócone perspektywą kipiące zwały cienistych cumulonimbusów. Chmury wydobywają się z rozgrzanego oceanu, jakby był pełen wybuchających pancerników.
Szybkość wzrostu mają niesamowitą; przybierają kształty tak dziwaczne i rozmaite jak ryby głębinowe żyjące w chłodnej tej toni…

…To nic! Dam radę!

Siłą mej woli, która jest tak silna, że robi ze mną, co chce, mimo iż mnie strasznie suszi, wracam do przytomności i z ciekawości oraz pewnej odległości przyglądam się pułkom… Y… ten… półkom! Z próbkami, półosiami, podnośnikami, płynami, półprzewodnikami, półmiskami pełnymi półproduktów i… czekaj, z czym? Z „Preparatami KUNAMI”?

Zaintrygowany, od razu wchodzę na wyższy poziom ciekawości i zainteresowania, a w głowie mi wrze i zwiera od domysłów i pomysłów. Kurde, „KUNAMI”, no, pierwszy raz widzę, ale jak to brzmi! Ciekawym, na co może być i do czego służyć ta nowość rodem z Państwa Środka Tarczy?

Może to jakaś specjalna japońska mikstura do usprawniania silników elektrycznych? Wlewasz ją do paliwa, ona potem sprytnie razem z nim dostaje się do silnika, i się sama po tłokach psika. I silnik taki, ekstra miksturą super wypsikany, może potem wytrzymać i 300 kilometrów bez ładowania!

Albo, albo…

O, na przykład jest to specjalny preparat stosowany przez starożytnych japońskich mnichów z Zazen, do oczyszczania powietrza i skóry a przy okazji czyści i welury. Wsiadasz sobie do auta, proszę ja ciebie, odpalasz nawiewy, wdychasz wyziewy, a po godzinnej kuracji jesteś odmłodzony o jakieś gwarantowane 18 tysięcy lat, jak Ta Pani, co to nie byłam Ewom.

Kurde, „KUNAMI”… Nośna nazwa!
Aż mnie nosi, wstaję więc i podchodzę do na wpół ugotowanego, na wpół upieczonego i na wpół uduszonego Customer Experience Specialist, a może to już Retail Operations Consultant lub Product Presentation Executive albo jeszcze wyżej jaki Sales Optimization Engineer i pytam go, co to za preparat?

– Słucham? – on na to rzecze, z biurka rękawem ścierając potu kałuże dość duże.
– No tam, na półce – wskazuję – „Preparat KUNAMI”.
I zanim doczytałem, co tam naśturali „małym druczkiem” na opakowaniu, słyszę – Chodzi panu o ten preparat DO WALKI z kunami?

2 myśli na temat “KU-NA-Mi

Dodaj własny

Dodaj odpowiedź do Anonim Anuluj pisanie odpowiedzi

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑