Sekcja zwłok

[665 słów, 4 minuty czasu czytania]

Dzisiaj po raz pierwszy w życiu widziałem sekcję zwłok!
Muszę przyznać, że jak na pierwszy raz, zniosłem to doskonale. Z dumą powiem: wręcz brawurowo sobie poradziłem.

Można by pomyśleć, że to będzie szok, jakieś omdlenia wystąpią (a ponoć często się zdarzają), krzyki, wycia lub zwyczajnie zemdleję sobie w kąciku. W końcu to… no… to jednak, kurczę, sekcja zwłok jest, a ja pierwszy raz!

Kiedy tam szedłem, moje wyobrażenia — a mam niezłą wyobraźnię — były zupełnie inne.
Już się widziałem, jak idę sterylnymi, pustymi korytarzami, po których echem niosą się moje nerwowe kroki, bo co chwila podbiegam, zmieniając rytm. Nie mogę nadążyć za pędzącym przed siebie, zamyślonym, lekko pochylonym laborantem.

Goni, jakby uciekał, nie chciał spojrzeć mi w twarz, jakby się bał niewygodnych pytań, na które nie może odpowiedzieć.
Gdzieś w oddali słychać jęk piły — ktoś coś raźno rżnie, jakieś głuche uderzenia młotkiem, a wkoło unosi się duszny zapach środków dezynfekujących.

Pusto, chłodno, biało-trupi blask jarzeniówek potęguje grozę mruganiem jednej, tej z zepsutym starterem, co wystartować nie może lub kończy swój marny żywot. Towarzyszą nam szeregi potężnych drzwi z nierdzewki, skutecznie chroniących tajemnice skrytych za nimi pokoi.

Myślę: „Cholera, to hardcore będzie, czy dam radę? Jak to zniosę? Jacy ci ludzie w ogóle tam są?” Bo umówmy się, to jednak trudna praca.
Trzeba mieć i dużą wiedzę, i specyficzne umiejętności.

Nad wyraz twardym i spokojnym przy tym trzeba być, i opanowanym, a w dodatku tęga głowa.
Przecież, o na bank, z różnymi przypadkami trzeba się tu zmierzyć i wykazać się empatią. Zrozumieniem dla ludzkiego cierpienia, przenikliwością i dogłębnym ogarnięciem tematu — bo o ludzkie życie tu idzie.

Czasem pewnie i użyć siły spokoju, jak kogoś trzeba siłą wyprowadzać z pokoju.
W takim miejscu — każdy przypadek jest inny, każdy, hmm, „petent” ma swoją, trudną historię do opowiedzenia i, powiedzmy to sobie otwarcie: jak już ktoś tu trafia, to przeważnie chyba bywają przypadki ciężkie, gdyż tu nikt bez ważnego powodu nie przybywa. W tych czasach te sprawy załatwia się inaczej…

Jednak dość już wybujałych wyobrażeń, gdyż czas wejść do budynku.

Wszedłem z lekkim lękiem, a emerytowany (zapewne jednak w pełni sprawny w tej jednej sprawnej nodze) ochroniarz na wejściu wcale mnie nie uspokoił.
Kiedy dowiedział się, gdzie zmierzam, zmierzył mnie groźnym spojrzeniem, łypnął okiem, wskazał kierunek ruchem głowy i odprawił machnięciem ręki. Jedynej ręki.

„Człowieku, trochę empatii” — chciałem krzyknąć — „ja tu przybywam do sekcji zwłok!”, ale milczałem, bo bardziej się bałem.
Chyba udzielił mi się nastrój tej instytucji i jej formacji ochronno-bojowej.

Jakiegoś takiego… ja wiem… nabożnego skupienia, decydowania o sprawach życia i śmierci, cierpienia i wyuczonej nieczułości na los człowieczy?
W sumie ciężko się i dziwić. „Przyzwyczajenie drugą naturą człowieka”. Nie takie przypadki tu widzieli, nie z takimi zwłokami musieli sobie radzić.

No nic, szedłem białymi, czystymi korytarzami, kierując się strzałkami. Na suficie nowe ledy, na ścianach plakaty.
Trochę to wszystko dziwne.

Kiedy dotarłem na miejsce, z zaschniętym z przejęcia gardłem, ściśniętymi pośladkami, żeby nie popuścić — co zrozumiałe, nie ma się doświadczenia, i jestem tu pierwszy raz — przywitała mnie całkiem miła pani.

Znają się na rzeczy, nie ma co. Psychologiczne podejście w celu zapobiegania szybkiemu zejściu i innym zajściom.
Pewnie wynikłe z doświadczenia. Mało tu mają, że tak to ujmę: trupów w szafie?

— Czym mogę służyć? — zapytała sympatycznie i grzecznie.
— Bo… hmm… przepraszam, pierwszy raz, suchość mam w gardle, ja… do tej, no, do sekcji zwłok.
— A, tak, to tu są sekcje i nie tylko zwłok — powiedziała ponuro i roześmiała się, wcale nie trupio. — Śmiesznie, czyż nie? Spokojnie, już się panem zajmiemy.
— Ja pierdzielę… śmiesznie, ale mają poczucie humoru — pomyślałem i mówię:
— Ale… ale… ale że mną? Jak to mną?!
— No panem, a kim?
— A, no tak, właśnie, faktycznie, co ja plotę! Przyszedłem, bo się nie mogłem dodzwonić, a byłem niedaleko. Miałem niedopłatę, przeoczenie jakieś, i o, tu jest potwierdzenie wpłaty. To przynoszę.

I cały już radosny, w skowronkach i podskokach, przechodząc obok sekcji kredytów, sekcji obsługi klienta korporacyjnego, sekcji zgodności i regulacji oraz technologii informacyjnych, chyżo opuściłem tę sekcję… zwłok… znaczy się sekcję zarządzania zaległymi płatnościami!

2 myśli na temat “Sekcja zwłok

Dodaj własny

Dodaj odpowiedź do Robert Anuluj pisanie odpowiedzi

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑