Operacja

[699 słów, 4 minuty czasu czytania]

Olej, razem z jego filtrem, w samochodzie serwisowanym bez nadgorliwej nadopiekuńczości, ale też i bez ASO (Autoryzowany Serwis Oskubywania), powinno się wymieniać co 10-15 tys. km.
A pozostałe filtry wymieniam co drugą taką olejowizytę.

Ta, która właśnie przede mną, była tą drugą, czyli: olej, filtr oleju, paliwa, powietrza i kabinowy.
Gdy podjechałem na umówione rendez-vous z wyspecjalizowanym zespołem fachowców, Ci, już w gotowości, czekali w blokach startowych.

I ruszyli! Z kopyta, gdyż oni na czas patrzą po gospodarsku!
Ach, jakże pięknie było obserwować, z doskonałą kawą w dłoni, jak profesjonaliści wykonują swe zadania!

Jeszcze nie chuchnąłem w gorący napój, a sprawny wjazd na halę serwisową i idealne podstawienie pojazdu nad podnośnik zakończyło działania naziemne.

W moim pojeździe olej wymienia się grawitacyjnie, więc auto migiem powędrowało w górę, i już jeden „sprawnopalcy” zajmuje się zdejmowaniem osłon pod silnikiem, podczas gdy drugi szykuje swe wierne klucze do błyskawicznego odkręcenia spustu w misce olejowej.

Ledwie zdążyłem wysiorbać pyszną kawę, a prace serwisowe „odgórno-podspodnie” zostały sprawnie wykonane. Olej zlany, wszystko dokręcone, i auto wróciło bezpiecznie (co wcale nie jest takie oczywiste) na powierzchnię planety.

– Czy na czas dalszej, krótkiej z autem przeprawy, zechce pan spożyć drugą filiżankę tej przedniej kawy?
Zechciałem, a panowie podnieśli maskę i fachowo, pochyleni, zajęli się uzupełnieniem oleju i wymianą filtrów.

Tu zeszło trochę dłużej — no tak, faktycznie jest słabsze podejście pod filtry — ale i tak niebywale sprawnie wykonali swą delikatną misję.

Jestem w połowie drugiej kawy, a oni już odpalają Miwóz, by przepuścić przez filtry paliwo i olej.
Zauroczony, niemal zapomniałem o napitku.

Jakże miło się patrzy na ludzi, którzy, działając w myśl zasady „rób, co kochasz, a nigdy nie będziesz pracować”, nie pracują, a oddają się swej pasji.

Jeszcze tylko wymienić filtr w kabiny pojeździe, a kawy nie zdążę dopić, kiedy misja zakończoną będzie.

„Pełna profeska” – myślałem w podziwie, kiedy podchodzi do mnie szef zmiany z miną spłoszoną, ale tylko lekko, i nie gnąc się w ukłonach, prawi:
– Wie pan, niefortunnie się złożyło, ale okazało się, iż nie mamy odpowiedniego filtra kabinowego. Jednak zachowajmy spokój, już go zamówiłem i będzie na jutro. Czy zatem może pan jutro podjechać, a szybciutkogo wymienimy?
– Sprawnie, fachowo i z gazem wam idzie ta robota, więc pewnie, podjadę i jutro dokończycie.
– O tak, moi chłopcy znają się na swym fachu, zrobią błyskiem. To do widzenia się jutro z panem.

Poszedłem, wyszedłem, wsiadłem, odjechałem, pojechałem, dojechałem, i nadeszło jutro.

Podjeżdżam na pół gazie i podczas kiedy ja, niczym się nie przejmując, przyjmuję kawę, pojazd, już na pełnym gazie, przejmują jakby „wczorajsi” ale nadal prawdziwi fachowcy.

Rozpoczynamy zawody, zmagania profesjonalistów, gdyż bez certolenia zamierzam zwycięsko, szybko, acz sprawnie, rozprawić się z mą kawą, nim oni z filtrem w kabinie się sprawią, a nie będą długo się bawić.

Biorę łyk, a auto na podnośnik i w górę — myk.
Biorę łyk drugi i hmm… w górę?
Ciekawe, dlaczego w górę i jak, w związku z tym „w górę”, oni filtr kabinowy będą tam napowietrznie zmieniać?

Czyżby to jakaś nowa technika?
Jakieś specjalne szkolenie mieli?
Coś nowego odkryto w dziedzinie grawitacji i mechaniki pojazdowej?

Ale spoko — biorę łyk trzeci — i luz, gdyż zawsze chętnie dowiem się czegoś o nowych technikach „Wysokościowych wymian filtrów kabinowych przeciwpyłkowych” od profesjonalistów.

Jednak, kiedy jeden superlepkopalcy specjalista arcy zaczyna odkręcać osłony pod silnikiem, a drugi już szykuje klucze nasadowe, ośmielam się ciut zakrztusić, lekko zaniepokoić oraz nieśmiało podzielić wątpliwością z kierownikiem:
– Panie kierowniku, siorb, z góry mówię „ja się nie znam”, siorb, ale dlaczego oni, siorb, filtr kabinowy wymieniają od spodu?
– Oj Szanowny Panie — spojrzał na mnie z wyższości swego wzrostu, stanowiska i piedestału — proszę spokojnie siorbać tę doskonałą kawę! Moi chłopcy znają perfekcyjniej swe rzemiosło i na pewno wiedzą, co robią!
– Oj, na pewno doskonale się znają i wiedzą, ale czy na pewno aby? Bo wie pan, już nie siorb, ja się nie znam, ale to mi wygląda na wymianę oleju. Wie pan, nadal nie siorb, tego, co go już wczoraj wymienili.
– Oleju? Zaraz… jakiego… oleju? – zerka na miejsce operacji i nie wiem dlaczego, nagle zrywa się do biegu.

Kiedy tak odbiega, nie słyszę, ale widzę, jak mimiczną mową pleców i swego całego ciała woła chyba „Ej… Co Wy %$&@$#&!^@%$#&&#^#%$@ tam robicie?”

Pobiegł, pewnie przeprowadzić szybkie szkolenie z BHP prac na wysokości.

2 myśli na temat “Operacja

Dodaj własny

Dodaj odpowiedź do Pawel Szosa Mi Anuluj pisanie odpowiedzi

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑