Paradoks

[1205 słów, 6 minut czasu czytania]

Skandynawia to taki region północnej Europy, obejmujący państwa typu Szwecja, Norwegia i Dania.
Bez sensu, dlaczego Dania, a nie Finlandia?
Pewnie dlatego, że to jest dobre Danie do myślenia, bo przecież od razu widać, że Finlandia bardziej pasuje.  

Zostawmy Danie(ę) póki co, gdyż i tak zmierzamy w tej opowieści dużo dalej, bardziej i wyżej, północniej.  

Hmm, niby na Ziemi jest wschód, zachód, południe i północ, tak?  

Dobra, to gdybyś stanął dokładnie na północnym czubku Ziemi i spojrzał w dowolnym kierunku, to z samego północzubka patrzyłbyś na wschód czy na zachód?  

Z tego północnego punktu obserwacyjnego, patrząc w dal, dowolnie – czy w prawo, w lewo, czy po skosie – patrzyłbyś tylko na południe… Nieźle, c’nie?
Wychodzi, że Ziemia jednak jest płaska, tylko że w pionie.  

Jechałem kiedyś, właśnie przez północ tak północną, iż słońce, z przejęcia chyba, postanowiło tam wcale nie zachodzić.
A może nie miało za co?  

Ludzie już dawno po robocie, tradycyjne piwko wieczorne zrobione, a że się wieczór dłuży, to po 12 szt. pykło (już wiadomo, skąd słynny na cały świat problem Wikingów z alco). Więc gremialnie, powoli i daszkiem udają się na spoczynek.  

A szykując się na noc, do spania, tylko czekają na tradycyjny w każdym normalnym świecie znak – na ciemność.

– Ej, słońce? Rusz się!
– A, no tak! Już, już spadam…  

I już spada za horyzont. Powolutku mu to idzie, ale cóż, jest jednak w cholerę daleko (coś około 1 jednostki astronomicznej), już prawie dało radę, już niemal zaszło, i nagle(!)… przez całą tę północ przechodzi jęk zawodu… Słońce znów zrobiło ich w jajo, i kurwa mać, zaczyna się podnosić!  

Właśnie chyba dlatego Skandynawia słynęła (kiedyś, jak teraz, po tych zmianach klimatu, to nie wiem) z patologicznego wręcz bezpieczeństwa, gdyż:  

Jak tu złoczynić tak napranym całą tą radosną witaminą Dy?
Jak dokonywać włamań pod osłoną nocy?
Jak przemykać gdzieś ukradkiem w pełnym słońcu?
Jak elegancko zrabowany towar, gdzieś w przytulności ciemności, przykitrać?
Jak ofiarę zajść po ciemku?
Jak kosę ożenić w ciemnym zaułku?  

Nawet prozaicznie przestraszyć urodzinowo, wyskakując nagle z ciemnego pokoju, się nie dało!
A idź pan w cholerę z taką robotą!  

Było ciężko, dlatego złoczyńcy – te nieliczne niedobitki, które tam jeszcze pielęgnowały fach z dziada pradziada – byli wspomagani, jak tylko można.
Przez pół roku płatny urlop, zwolnienie z ZUS, wakacje kredytowe i ulga na ostrzenie noży.  

Tak, tak, północne kraje znane są z socjalu na bogato, tam się o ludzkość dba, i u nas niedługo też tak będzie.  

A i tak, mimo tych ułatwień – chętnych nie było, depresja i nicnierobienie – nawet wtedy, kiedy „po burzy wychodzi słońce” i na pół roku… zachodzi, i mają noc.  

Tam było tak bezpiecznie, że aż czasem niebezpiecznie.
Paradoks taki.
Sam doświadczyłem!

Kiedyś, inną razą, wszedłem do sklepo-wypożyczalni rowerów. W Daniu to było (czyli Skandynawia). Chciałem rower wypożyczyć, cap więc za klamkę – otwarte – wchodzę.  

A tam nikogo. Wszystko na wierzchu leży, jak należy: towar cały, kasa fiskalna i sejf na widoku. Wołam: „halo”, a tam nawet echu nie chce się opowiadać – pewnie też sobie poszło – takie pustki.  

Wychodzę na front, a tu – znaczy tam – ichni sąsiad podchodzi i mówi, że dzisiaj zamknięte.
– Jak zamknięte, skoro otwarte? – pytam grzecznie.
– Nie no, źle się wyraziłem, przepraszam za mój słaby polski, którego zupełnie nie znam, ale chodzi o to, że otwarte, bo niezamknięte, ale zamknięte, gdyż nieczynne.  

I weź gadaj z takim. Cały towar leży, możesz sobie wejść, wziąć, wyjść i wynieść… i nikt tego nie robi! Idioci? Czy (dopiero potem wyszło, że złoczyńcy na wolnym i się leczo) co?  

Ale przez takie próby i zachowania, no… na kogo człowiek wychodzi, kiedy tak wchodzi i z niczym wychodzi? Przecież to „okazja” jest, a ona „czyni”!  

Jak to świadczy o przedsiębiorczym Polaku (komu, czemu – to z małej chyba)? Jak się ludziom w ojczyźnie potem pokazać bez łupu? To przecież jest nieudaczność, fajtłapowość, niezaradność na skalę kosmiczną, a co najmniej Wschodnioeuropejską.  

Ktoś inny to na pewno by padł ofiarą tej „okazji” i nieszczęście gotowe.  

Dlatego właśnie najlepsze kryminały są ze Skandynawii. Siedzą i wymyślają niestworzone dyrdymały teoretyczne, bez oparcia w praktyce! Za grosz prawdy nie ma w tym i pewnie dlatego takie to dobre. Wymyślać to i ja potrafię, ale idź i to zrób!  

Kiedyś, tu wracam do początku tej rozwleczonej opowiastki, dawno temu, kiedy Skandynawia była bardziej niż mniej – blond z niebieskimi oczami, a co za tym idzie, Wikingowie, by uczyć się strachu i złoczyństwa, musieli udawać się po korepetycje na południe, do Galów – jechałem na północ tak bardzo północną, że krok dalej i się zwalisz lotem bezwładnym, jak z urwiska. Dosłownie jeszcze jeden krok – i spadasz na południe.  

Tak bardzo ta północ była tam hen w górze. Jedziemy sobie jakby nigdy nic, aż dojechaliśmy do miasteczka. Oni wszyscy te miasteczka mają tak urocze, tak cudnie pomalowane w kolorach – których tu nie oddam, gdyż nie dysponuję tak rozbudowaną słowną paletą barw – że jakbyś się przeniósł do bajkowego świata.  

Krajobraz jak z filmów Davida Attenborough czytała Krystyna Czubówna. Jak gustujesz w socrealizmie, to bajkowo do wyrzygania. Ileż można patrzeć w lazur morza, w którym przeglądają się majestatycznie ośnieżone szczyty zjawiskowych gór, a fiordy…  

A fiordy przyozdobione po bokach zwinnymi wodospadami, skaczącymi z szarych skał prosto na główkę w odmęty tych modrych, przetykanych ultramaryną wód, gdzie łosoś na wolnym wybiegu się pasie…  

W każdym razie: jestem. Miasteczko, mieścinka taka – wioska z rynkiem – czysto, schludnie, atrakcyjnie, a ludzie od rana… wróć… od jakiego, kurwa, rana, kiedy słońce nie zaszło? Ludzie, by jakoś bez snu żyć w tym raju, non stop na kofeinowym haju.  

Kiedyś, kiedy jeszcze nie było Eurowizji, internetu i TikToka, cała ta Skandynawia zanurzyła się w nieskończonym mroku egzystencjalnej rozpaczy i samobójczej depresji. Zwykłe lekarstwa – biczowanie się namoczonymi brzozowymi witkami, gorzki humor, tygodniowe pijackie ciągi – nie pomagały.  

I wtedy nadszedł czas kawy. Dlatego nie dziw się więcej, że taka skandynawska Szwecja słynie z kawy. I z jazzu. I z Volva. I z Ikei… Dobra, dość.  

Zatrzymałem się, wysiadłem, rozprostowałem kości – czas na kawę. Ruszam więc do baru i odruchowo: pik pik pilotem samochodowym.  

Nagle patrzę wkoło i… czy ja włączyłem coś w aucie, czy wyłączyłem rzeczywistość? Ludzie się zatrzymali w pół ruchu, jedynie ostatkiem milisekund, zanim całkiem zamarli, odwrócili głowy w moją stronę. Światła skrzyżowania stanęły na czerwono-zielonym. Ptaki zaczęły stadami spadać z nieba, bo zapomniały machać skrzydłami, drzwi od sklepu zmarły w pół ruchu i nie zdążyły się automatycznie zamknąć, a w automacie puszka z colą zaczęła lewitować.  

Świat, być może nawet i Wszechświat, zamarł.  

Potem, jeszcze długo po moim odjeździe, z całego kraju zjeżdżali się stadnie naukowcy, od zachowań fachowcy, socjologowcy oraz inne „owce”. Sensacja taka roku – że film planowali nakręcić. Sensacyjny thriller w 7 sezonach, po 15 odcinków każdy (Netflix ma prawa).  

Przeprowadzono szczegółowe wywiady, dokonywano obliczeń, próbowano rekonstruować, a w ogólnokrajowej telewizji na czynniki pierwsze rozbierano okoliczności, motywy i przebieg wydarzeń.  

Na wizji psychologowie spierali się z psycholami mającymi wizje.  

Racjonalni naukowcy z wiedzącymi lepiej celebrytami, pospołu i zgodnie – gdyż nie czas na spory, gdy świat stanął na krawędzi – rozbierali zagadnienie na czynniki pierwsze, udzielając porad, jak się zachować i przetrwać ten kryzys.  

Wszyscy razem i każdy z osobna próbowali zrozumieć i wytłumaczyć sobie i wszystkim: „Po co, na Syna Szyny i Thora, ktoś na Północnej Północy ryglował w aucie drzwi autopilotem?” 

Dla bezpieczeństwa?
Ale czyjego?
To co w takim razie on tam miał w tym aucie, na łąki Walhalli, że zagrażało całemu miasteczku?
Bo przecież nie zamykał przeciw ukradzeniu…

4 myśli na temat “Paradoks

Dodaj własny

Dodaj odpowiedź do Anonim Anuluj pisanie odpowiedzi

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑