PizzoDowozicielator

Pizza nie jest tylko kawałkiem podpieczonego ciasta z dodatkami „jak kto lubi”. Ona jest dla ludzkości ostatnią deską ratunku.

Dla towarzyskich spotkań kawałków białka w czasach wszechobecnych krzemowych callów na odległość. Dla ludzi głodnych, gdy przychodzisz do domu i okazuje się, że jedyna osoba, która umiała włączyć kuchenkę, jest nieobecna. Dla ludzi chłodnych, kiedy w domu zimno, a ten, co umiał podgrzać, jest… gdzie indziej. Dla ludzi samotnych, dla których jedynym sposobem, żeby odezwać się do człowieka w ludzkim języku, jest podziękować Dowozicielatorowi.

Pizza ratuje życie i ocala rzyci. Pomaga całym narodom przejść przez czas niepewny i burzliwy, kiedy demokracja właśnie się kończy. Pizza nie jest jak mleko, nie musi mieć najszybszego transportu… Jest czymś więcej! Dlatego pizza ma najnajnajszybszy transport. Przed jej Dowozicielatorem wszystkie drzwi stoją otworem, ma on bowiem Kod Uniwersalny otwierający wszystkie bramy.

Dowozicielator… „Dowozicielator” to osoba kultowa, poważana społecznie. A kiedy jedzie, kiedy zapierdala swoim oprawionym w światła LED jasne niczym wybuch supernowej Dowozicielowozem, inni posłusznie usuwają mu się z drogi. Obdarzany charyzmą, szacunkiem i sutymi napiwkami, świadom swej misji, skupiony jest i skromny. Opędzając się od fanów i fanek, paraduje w futrach i złotych łańcuchach, ale tylko po pracy. „Złoty, a skromny”.


Gdyby to był powiedzmy… jakiś 2034 rok, a akcja działaby się w burbklawie (autonomicznym i niezależnym przedmieściu), rozczłonkowanym na miasta-państwa poprzecinane przez Subkontynentalne RówneSzosy S.A. i Międzykontynentalne ProstePasy Sp. z o.o., z zegarmistrzowską precyzją, na równe kwartały Niezjednoczonych Stanów Ameryki – wtedy Dowozicielator swoim wzmocnionym tytanem z dodatkiem polimerów, ultraszybkim Muscle Carem przybyłby z pizzą – Na Czas.

„Na Czas” to 30 minut i ani sekundy później. To bardzo ważne, bo niegdyś prężna gospodarka USA w roku ’34 należy do najgorszych na świecie. Państwo upadło na pysk, a dowóz pizzy – obok muzyki hip-hop, filmów porno klasy D i kodowania – stał się jedną z głównych gałęzi przemysłu. I zarządzania.

Pizza i jej dowóz stały się problemem naukowym. Problemem, który zbadano, kreśląc wykresy częstotliwości występowania kłótni na schodach i poświęcanego im czasu. Podłączano pierwszych Dowozicielatorów do aparatury pomiarowej, która analizowała postawę i taktykę debatujących stron: histogramy napięcia wokalnego oraz specyficzne struktury gramatyczne stosowane przez przeciętnego, białego, średnio zarabiającego mieszkańca burbklawy. Ten, wbrew wszelkiej logice, dochodził do wniosku, że odbierając pizzę, ma ostatnią szansę, by stanąć niczym Savonarola i zgromić wszystko, co zgniłe i zdegenerowane w otaczającej go rzeczywistości.

Wnioski płynące z badań były przerażające: przeciętny mieszkaniec burbklawy byłby gotów zrobić wszystko, ale to wszystko, by dostać pizzę za darmo. Gotów kłamać, wmawiać sobie, że nie zna się na zegarku, ba – gotów przyspieszyć czas, byle tylko dostał mu się darmowy produkt. Przeciętny mieszkaniec burbklawy uważał, że darmowa pizza należy mu się tak samo jak prawo do życia, wolności i realizacji własnych, jebanych dążeń.


Tak, dowóz pizzy stał się jednym z czterech fundamentów gospodarki, a ludzie przez cztery lata studiują w CosaNostra Pizza University, żeby się tego nauczyć. Kiedy zgłaszają się na egzaminy wstępne, nie potrafiąc sklecić zdania po angielsku, waląc z Abchazji, Ruandy, Guanajuato i południa Jersey, po czterech latach wiedzą o pizzy więcej niż Beduin o piachu.

Tę selekcję przechodzą tylko najlepsi, najwytrwalsi i najtwardsi. Dlatego kiedy nasz Dowozicielator przybywa przed upływem umownych 30 minut, w stylu ninja wyskakuje z komfortowego, klimatyzowanego wnętrza i z głębokim ukłonem, zza którego wystają dwa samurajskie miecze, przekazuje swój cenny Towar w ręce Zamawiającego.

Dlaczego Dowozicielator jest aż tak dobrze wyposażony? Po co mu, poza ekstremalnie elastycznym kombinezonem tak czarnym, że pochłania światło, i pojazdem, który prawom fizyki się nie kłania, trzydziestukilkucalowe ostrza z najlepszej okinawskiej stali? Bo ludzie polegają na nim. Bo stanowi model do naśladowania. Należy do elity, a tu jest Ameryka! Ludzie robią, co im się, kurwa, żywnie podoba i mają do tego prawo. No… i mają broń, i nikt im, kurna, nie może ani mówić, ani przeszkodzić w tym, co „chcom lub majom se robić”!

Pośród uzbrojonych po zęby Twardych Lokalersów pistolet nie robi już wrażenia. Za to samurajskie miecze… cóż, mówią same za siebie. Dowozicielator – szkolony w CosaNostra Uniwersiti na intensywnych studiach, zapatrzony w sprzęt produkcji VOSTOK i HUAWEJ – ma w kontrakcie, że pizza ma być dostarczona w 30 minut. Nie w 31, 35 czy trzydzieści trzy! Może być w 21.

Maksymalnie 30 minut. Jeśli nie, to odbiorca, zwany dalej Właścicielem Twoich Organów, przejmuje pizzę na własność. Wtedy w imieniu spóźnionego dostawcy na miejsce helikopterem przybywa Ojciec Chrzestny, Capo di tutti capi, z przeprosinami, walizką kasy oraz biletami na włoski balet. Co dzieje się ze spóźnionym Dowozicielatorem? Nie wiadomo, nikt go później nie widział.


Dość już o upadłej Ameryce. Wracamy Tu, do Demokracji w Zagrożeniu, Kraju Zniewolonych Mediów i Prezdęta Wszyskich Polaków, na mecz, który ma się zacząć o 20:45. Tak na zapas, bo już głodny jestem jak wilk, zamówię pizzę o ósmej. Tak będzie w sam raz, „na czas, na pewno”.

Ech, każdy się zgodzi – gdy człowieka lekko przygłodzi, nie ma nic lepszego niż dobra, ciepła, świeża, chrupiąca pizza dostarczona ekspresem z opalanego węglem pieca prosto na stół. O tam, w okolice tych zimnych, zmrożonych do zera absolutnego piw – poproszę.

Jest ósma, jest zamówione, jest spokój. Zostaje jedynie oczekiwanie. „Twoje zamówienie zostało przyjęte, oczekuj dostawy za pół godziny i pozdrowienia dla rodziny!”. Tak, teraz rubaszne rozmowy, radosne śmiechy i zacieranie rączek. Czy zna ktoś lepsze zagospodarowanie czasoprzestrzeni niż Liga Mistrzów w towarzystwie kilku bromistrzów, adekwatnej ilości piw i pizzy? Chyba tylko transmisja obrad Sejmu może się z tym równać w tych czasach, a poza tym to już nic.

O 20:30 zapomniałem o zamówieniu.

O 21:00 przypomniałem sobie, że pizzy jeszcze nie ma.

O 21:30 wszyscy sobie o tym przypomnieli.

O 21:45 ktoś zapukał do drzwi.

Kiedy gość w wyleniałym polarze, rozłapanym bucie i krzywej czapce wręczył mi jakieś wystygłe placki w oklapniętych pudłach, okazało się, że pomylił zamówienia. Zapytał, czy zamiast dwóch dużych pepperoni może być hawajska i z tuńczykiem… „bo wie pan, ruch jest i to chwilę zejdzie, zanim on zejdzie, pójdzie, pojedzie, weźmie i przywiezie”.

Poprosiłem go grzecznie, żeby chwilkę zaczekał. I poszedłem po moje miecze…

2 myśli na temat “PizzoDowozicielator

Dodaj własny

Dodaj odpowiedź do Pawel Szosa Mi Anuluj pisanie odpowiedzi

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑