Byłem zmęczony.
Nie trzeba dużo, ot, parę godzin za kółkiem, młodzież za plecami, trasa za nami i już, wystarczyło.
Tak, czasem ze mną jeżdżą, Cała Ta Młodzież. A jeżdżąc, w przerwach na ogniskowanie soczewek na czymś dalszym niż dłoń, obserwując patrzą, a widząc wyciągają wnioski o tym, jak wygląda ten nasz dorosły świat.
Potem te wnioski w odpowiednim momencie wyciągają ponownie, pod postacią celnych ripost i profesjonalnie formowanych argumentów w odwiecznej walce o wyższe kieszonkowe.
Pozbądźmy się złudzeń, przeważnie nie słyszą, co się do nich mówi, ale doskonale gromadzą materiał wizyjny do wykorzystania póżniej w ramach zwycięskich negocjacji.
No i tak sobie jedziemy, a z każdym kilometrem cukier Mi_ spada jak bitcoin, w dodatku „piętnastki za kółkiem” także nie było jak przeprowadzić („Piętnastka za kółkiem” – znana wielu w wieku 20+ drzemka, której nazwa wzięła się od czasu trwania, miejsca wykonania i godziny rozpoczęcia) z powodu owej Młodzieży, wiecznie rześkiej jak świeżo obudzona gromada małych kotków.
Biorąc powyższe pod uwagę, to naprawdę nie była moja wina! Hmm… Nie była? No… dobra, może i była!
I jeszcze te cholerne słupki nadwozia typu A.
On się perfidnie tam schował, za ten słupek. Kiedyś się robiło cienkie słupki właśnie dlatego, żeby się za nimi nie chować. Żeby była widoczność i bezpieczeństwo! A teraz? To nie są słupki, to są SŁUPY! Co one mają podtrzymywać? Wiarę w repreznację narodową na Mundialu i Szyberdachy?
W każdym razie, zanim wyjechałem z podporządkowanej, grzecznie się rozejrzałem, ponieważ główną jechał pojazd, to nadal grzecznie go przepuściłem, a skoro przejechał, to szybko (gdyż na drodze trzeba działać szybko, sprawnie i zdecydowanie), sprawnie i zdecydowanie zajechałem drogę kolejnemu pojazdowi, który także jechał drogą główną.
Jak on Mi_ po nerach nie zajedzie nagle klaksonem! Skąd on to wziął? Przeszczepił z kontenerowca oceanicznego?
Borze Szumiący! Gdy energia silnika poszła na produkcję decybeli, półhiperboliczne łany zbóż w promieniu trzydziestu kilometrów położyły się na ziemi, a setki kilometrów dalej na północ, szwedzki rząd, wciąż z dzwonieniem z uszach, wystosował notę protestacyjną do naszego ambasadora. Ponoć przez wiele dni na plaże Bałtyku fale wyrzucały martwe delfiny i wieloryby, a w przepływających nieopodal okrętach podwodnych trzeba było odesłać na rentę inwalidzką krwawiących z uszu operatorów sonaru. Taką miał moc ten jego klarkson.
Młodzieży wypadły smartphony, ale to już od mojego nagłego manewru, gdy oniemiały i oniewidziały zahamowałem na środku drogi, oczom nie wierząc i uszom nie słysząc.
Skąd on się tu wziął?!
Jak mogłem go nie zobaczyć?!
Dlatego nasza planeta jest dyskiem?!
Wehrmachtnachrichtungenverbindungen?!
Niepiśmienny tubylec z tundry z obustronnymi odmrożeniami ma więcej finezji i ogarnięcia za kółkiem niż ja, nawet jeśli się nie wyspał, bo poprzedniej nocy opijał spirytusem drzewnym pomyślne wykonanie planu pięcioletniego.
Rany i jeszcze Cała Ta Młodzież Wszystkowidząca!
Czerwony ze wstydu, zapłakany krokodylimi łzami, kręcąc głową z niedowierzaniem, wystawiłem rękę i przeprosiłem zszokowanego kierowcę, po czym, kontynuując manewr wymuszenia pojechałem dalej, głośno dumając:
– Ech… jestem już stary i głupi…
– Oj tato – usłyszałem za to na to – spokojnie, nie jesteś jeszcze taki stary.


aż mnie po nerach prąd pojechał od tego klaksonami, czuć moc.
P.S.
to co z tym wiekiem?
PolubieniePolubienie
Albo starość
PolubieniePolubienie