Błędy

[595 słów, 3 minuty czasu czytania]

Ludzi można podzielić na dwa rodzaje. Na wyciągających wnioski i na niewyciągających.
Ci pierwsi, ucząc się na błędach, przeważnie swoich, podnoszą się z ziemi po potknięciu, otrzepują portki z kurzu porażki i, wyciągając właściwe wnioski, idą dalej. Traktując upadek jako naukę, upadają coraz rzadziej. Nauczeni doświadczeniem idą do przodu sprawniej, rzadziej popełniając błędy.

Natomiast ci drudzy, nie przyjmując do wiadomości swoich błędów, powtarzają je w kółko, zwalając winę na pecha, bogów, okoliczności, czy na co im tam wpadnie do głowy… Tacy, nawet wygraną w totka, sprawnie przepieprzą i nie będzie to ich wina czy zasługa.

Jest taka trasa, pokonywałem ją już setki razy. Znam na pamięć każdy jej zakręt i rodzaj nawierzchni. Wiem, że między miastem X a Y jest 140 km, że jadąc nią czasem 50, czasem 90 km/h, osiąga się średnią 70. Dwie godziny jazdy i nie ma bata – w tych okolicznościach przyrody rób sobie, co chcesz, a i tak tyle wyjdzie. Będziesz jechał dwie godziny.

Gdzieś coś zaoszczędzisz, to gdzie indziej stracisz. Bilans, jak w życiu, musi się zgadzać, a skoro tak, należy oszczędzać energię, pojazd i nerwy na lepsze okazje. Jadę nią właśnie spokojnie, w konwoju wieczornych powrotnych. Radio gra, wszystkie systemy sprawne, nie ma się co ekscytować – swoje dwie godziny trzeba na ten kawałek asfaltu poświęcić.

Po latach jazdy odległości nie mierzę już w kilometrach, tylko w minutach.
– Za ile przyjedziesz?
– Za 120 minut, plus minus pięć.

Jak w kosmosie, gdzie lata świetlne są jednostką odległości, a nie czasu. Wracamy na ziemię.

Jadę tą trasą ruchliwą, wąską i tłoczną, a we wstecznym lusterku już widzę – lekko się wychyla, bada młodym wzrokiem mistrza odległość, skanuje jak lidar i myk… kolejny połknięty. I tak, mocując się ze skrzynią, strzelając ze sprzęgła, ociera się niemal o inne pojazdy, wykazuje się kunsztem arcymistrza, prze do przodu, swymi manewrami zmuszając innych do nagłego hamowania czy robienia miejsca na siłę.

Ani się spostrzegłem, a już przeleciał koło mnie VW Golf. Nie, nie GTi z limitowanej edycji, genialny hot hatch, którym zrobisz wszystko. Nie, to ryczący rasowanym wydechem, którego rasowość polega na usunięciu tłumika, fioletowy cameleon, malowany przez lokalnego mistrza garażowego sprayowania, na niskoprofilowych, za szerokich oponach, z obniżonym zawieszeniem i dorzuconym spojlerem marki „hujwinaco” oraz dwiema dużymi kostkami z pluszu pod lusterkiem wstecznym… Yhm, klasyk!

Jedź, chłopcze! Jedź i walcz, zmagaj się, ale jeśli jedziesz do miasta Y (oby nie), to maksymalnie na drugich światłach od wjazdu się spotkamy… Tyle razy już to przerabiałem – te pięć cennych minut, zaoszczędzonych genialnymi manewrami na trasie, stracisz ty na światłach.

„Praw fizyki, pan nie zmienisz, nie bądź pan głąb!” – pomyślałem i już go nie było. No, nie ma opcji. Zawsze, mimo wieloletnich treningów pod Tesco szlifowanych, trafi się jakiś TiR, traktor czy teściu w sedanie po wizycie u rodziny. Oni nie mają twoich kosmicznych umiejętności zamieniania czasu w przestrzeń, ale są i trzeba się z nimi liczyć. Co za upierdliwość!

I faktycznie, jak pomyślałem, tak zrobił. Jako się rzekło, drugie światła, podjeżdżam, on stoi – już z daleka widzę jego indywidualny wypas. Odsuwam szybę i mówię:
– Szanowny abderyto, w połowie drogi mnie minąłeś w pasjonującym stylu w swojej niewątpliwie wyjątkowej w całej wiosce maszynie i co? Jesteśmy tu obaj w tym samym czasie. Jakaś refleksja?
– Dziękuję za dobre słowo, ale o co chodzi?
– Niepotrzebnie zmarnowałeś energię, narażałeś swoje i cudze życie ryzykownymi manewrami zupełnie bez sensu.
– Nie twój interes!

Zielone.
I poszedł w długą…

Minął tydzień, może dwa. Wracam tą samą, latami pokonywaną trasą. Sunąc w konwoju zmęczonych wieczornych powrotnych, patrzę w lusterko, a tam… do przodu, bez pardonu przepycha się fioletowy VW Golf…

Tak, niektórzy ludzie wyciągają wnioski, a inni nie.

2 myśli na temat “Błędy

Dodaj własny

Dodaj odpowiedź do Pawel Szosa Mi Anuluj pisanie odpowiedzi

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑