Mapa

[ #szosopasta na 570 słów, 3 minuty czasu czytania]

Były kiedyś takie czasy, przysięgam(!), kiedy nie było Traffic Live, GPS, 3D, 4K, 5G.
Media społecznościowe to było podwórko lub mięsny, a reszta to w 2D, analog i Gutenberg Rulez!

Takie boomerskie gadanie, z dzisiejszej perspektywy wygląda mniej więcej tak wiarygodnie, jak pogawędka z moimi dziećmi, kiedy były mniejsze:

— A wiecie, że kiedyś to nie było Internetu?
— Oj, tato, to straszne, a ile godzin?!?

No, ale tak było, nie było.

Człowiek jeździł po kraju, miał mapę z papieru, na niej paluchem sprawdzał drogi i… ZAPAMIĘTYWAŁ ich numery oraz miasta po drodze(!), w głowie! I docierał do celu. I to na czas!

Tak, wiem, sajens fikszyn.

Żadnych wyświetlaczy z czasem przybycia, kiedy to nawet Google jest zdziwione, że jednak się spóźniłeś. No ale JAK?

Żadnych map 3D wyświetlanych w 4K z dźwiękiem HD i aktualizowanych live w 5G.
— Co?! Nie ma nawigacji z najnowszą mapą? Eee, to nie jadę! Jeszcze mi życie miłe, przecież to jest nad morzem?! A jak nie trafię?!

Żadnych ultraprecyzyjnych wskazówek z najnowszego GPS-u, od lektora z doskonałą dykcją:
— Za sto metrów skręć w prawo.
— JPRDL! Nie w to prawo, w to drugie prawo! Ta ręka co jak śpisz to jest od ściany! Dobra, zawróć za sto metrów.

Nic z tych rzeczy. Człowiek miał mapę papierową, na niej naśturane jakieś cyferki, literki, różnej grubości linie i plamki… Tym się kierował, i to wystarczało.

A mówię Wam — niektórzy, samobójcy, potrafili pojechać i bez mapy! Potrafili też i wrócić, ale do tej pory nie wiadomo, jak im się to udawało.

W każdym (nie bądź) razie raz, kiedyś, dotarłem na Wschodnie Rubieże. Tak rubieżowato rubieżowe, że mi się mapa skończyła chwilę wcześniej. Zresztą to i tak bez znaczenia, bo miejsce, w które chciałem się dostać, zanim nastanie noc i gdzieś w lasach zjedzą mnie wilcy, a potem zgwałcą zbójcy lub odwrotnie, było tak małe, że mapa na nic.

Nie miałem też CB-radia:
— Mobilki, mobilki, jak na Pacławską?
— Ku, Hu, W Du, Pi… A idź w piz…du… Kur.a, co ja wróżka? A na .hu. ci to? Ja pier…olę, mapę se kup, w pi….pi…pi..pi.pi

Nie było komórki, żeby „dzwonić do przyjaciela”, co – obstawiony sprzętem kategorii Gaming Master Super de Lux, z procesorami chłodzonymi cieczą, kartą graficzną prosto od splajtowanych kopaczy Bitcoina i pamięcią RAM tak mocną, że pamiętała nawet czasy Starożytnego Rzymu – sprawdzi ci zadany adres do piątego pokolenia i nanometra.

Tak, trzeba było — szokującezapytać się kogoś o drogę!
Zaczepić na ulicy człowieka i z nim POROZMAWIAĆ, PASZCZOWO!

Na wschodzie ludzie są przemili i uczynni też są, ale mają jakąś taką, chyba uwiecznioną wielowiekową tradycją, umiejętność.
Ot, taką:
— Przepraszam panią bardzo, którędy na Pacławską?
— Ooo… Pacławska? Hmm, a… no to tak… To tam prosto, jak się pojedzie, to droga się rozwidla i tam jest taki kościółek, taki stary, co go nie chcieli remontować, bo tam ponoć przyszła kiedyś ta od Kowalskiego, a oni żyli bez ślubu, to nikt potem już tam nie chciał chodzić, bo to grzech… Uważasz pan?
— Tak, tak!
— No, i jak się rozwidla, to w prawo będzie taka krzywa brzoza, wiesz pan, ta, co się na niej Józio powiesił, jak go Kacha rzuciła, bo ona chciała do miasta i zostać kelnerką, karierę zrobić, do kina chodzić, tak?
— Tak, tak!
— A za tą brzozą to potem jest staw bez ryb, trochę przez las, a przy drodze taki krzywy płot, co go nikt nie naprawia, bo tam straszy… Zapamiętasz?
— Zapamiętam!
— No, to to nie tam, to w drugą stronę…

2 myśli na temat “Mapa

Dodaj własny

Dodaj odpowiedź do Robert Anuluj pisanie odpowiedzi

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑