Myrmidon

[ #szosopasta na 849 słów i 4 minuty czytania ]

Schengen to miasteczko w południowo-wschodnim Luksemburgu.
Leży sobie fajnie na styku granic trzech państw – Luksemburga, Niemiec i Francji.

Stało się sławne w 1985 roku, kiedy to na statku Princesse Marie Astrid na rzece Mozeli napisano pewien traktat.
Traktat pod tytułem „Układ z Schengen” traktuje o tym, że obywatel jednego z aktualnie 27 (ale na pewno już niedługo, bo kto by chciał w tym siedzieć) krajów Unii Europejskiej – instytucji diabolicznej, wymiotu Szatana i Stalina, przedłużenia Związku Zdradzieckiego, emanacji wszystkiego, co złe i idź pan w chuj z taką robotą – może swobodnie podróżować po całym tym związku.

Nie wie, jakie to błogosławieństwo ten, kto nie stał zimową, górską nocą na granicy z Czechosłowacją, czekając sześć godzin w nieogrzewanym autobusie, aż wielmożny WOP-ista się pofatyguje.
I nie mogłeś mu wtedy powiedzieć: „Są jakieś granice!”

Przeżyłem takie długie i nerwowe oczekiwanie nie raz i teraz, kiedy o przekroczeniu granicy informuje jedynie operator telefonu komórkowego, nieodmiennie wzbudza to we mnie fascynację, ekscytację oraz kreatywną improwizację naprędce skleconych inwektyw w kierunku kretyńskich kreatur, które chcą to zniszczyć…

…Gdzieś w środku tej upadłej i przegranej instytucji, z którą jedno państwo, pod postacią szydła, potrafiło wygrać aż 1 do 27, jest Droga.
Wiedzie ona z Austrii do… Austrii.
I tu taki mały myk: zamiast bujać się naokoło, nadkładać kilometrów, zasmradzać Alpy swym przeklętym dieslem, można nią – dzięki UzS (Układ z Schengen) – ciąć sprawnie i szybko na przeprostki.
Z tej Austrii do tamtej Austrii, przez… no znowu trzeba poprzeklinać… przez Germanię!

Na szczęście przeważnie to nie jest żaden problem. Często nie ma tam tłoku i stoi ona cała opustoszała.
A to dlatego, że wszyscy Niemcy (sam widziałem w Wiadomościach) spiskując i knując, zamiast siedzieć tam u siebie, atakują opływającą w dostatki i Lidle Polskę.

Tak tam, w okolicach Monachium, jest, a raczej było: pusto, siermiężnie, skromnie i herzlich willkommen.
Do tego stopnia było herzlich i willkommen, że teraz całe grupy terrorystów – jak kiedyś Hunowie, tylko na odwrót i bez słoni – atakują tamtędy biedne Niemcy od południa. Całą dobę.
Właśnie tam, po przekroczeniu Alp, wbijają oszalałe tabuny, by zająć co lepsze miejscówki pod dworcami i, wypełniając wnioski o przydział sutych zapomóg za nicnierobienie, doprowadzać Unioeuropejczyków do upadku.

Niemcom to – poza kebabami – od czasu do czasu bardzo nie w smak.
Robią więc co jakiś czas lotne blokady tamtejszych granic.
Stawiają wtedy czołgi i słupki w poprzek autostrady i wyrywkowo zapraszają kierowców do kontroli.

O nie, nie, żadnej chamówy i wywlekania szoferów i szoferek z szoferek. Pełna kulturka. Jesteśmy w Środkowej Europie, to nie jest Dziki Zachód czy Barbarzyński Wschód.

Jechałem właśnie tamtędy razem z kolegą, kiedy tym całym „Niemcom” zachciało się urządzić blokadę.

Na prawym pasie – ze sto tysięcy tirów, powoli sunących przed siebie niczym stado mastodontów na wypasie.
Na lewym – po horyzont suną pozostałe krnąbrne jednostki, które nie mają nic do roboty, tylko się bujać po Europie.
A na środku drogi stoją Polizei z grupy „Już Ja Cię Terrorysto Wytropię”, wspomagani przez GSG 9 der Bundespolizei – Grenzschutzgruppe 9, i wyrywkowo, według klucza znanego tylko wybitnym kryptologom, teoretykom matematyki od poziomu Zdobywca Nobla w górę lub Fibonacciemu (którego dzisiaj dzień obchodzimy!) co jakiś czas jedno z aut jest proszone do wyrywkowej kontroli. Nie ma, że boli.

Podjeżdżam i… dziwne. Przepraszamy, ale na boczek zapraszamy akurat mnie!

Zjechałem w zatokę, a przed mi maską, z miną uprzejmie obojętną, stanął mi Człowiek-Góra.
Kurde, ten facet, co to go łatwiej przeskoczyć (pod warunkiem, że masz tyczkę) niż obejść, przyprawiłby o kompleksy graczy NBA, i to tych największych.
Stoi i mega wyluzowany trzyma palec w okolicach spustu czegoś działopodobnego, typu… ja wiem… Vickers?

Podczas sprawdzania naszych dokumentów mam czas, żeby się przyjrzeć temu potomkowi Wikinga skrzyżowanego z Goliatem, Obelixem i domieszką Myrmidona.

Tak patrząc zauważam, że: ów Myrmidon i jego kumple są, kurwa, uzbrojeni po zęby.
Jakby mieli zabić kilkadziesiąt osób na tej drodze, i to tylko po drodze do wychodka i z powrotem.

Spotkałem już kilku takich paranoików podczas swych podróży i niespecjalnie za nimi przepadam.
Takie nastawienie trochę za mało przypomina mi chęć do ugodowych negocjacji.

Patrzę na tego Człowieka-Czomolungmę i dumam:
Pewnie wypieszczony Heckler & Koch, który ma ukryty z tyłu w pasie, uwiera go w plecy. Zaraz go wyciągnie i wetknie do kieszeni. Ale wtedy uczucie dyskomfortu przeniesie mu się na sztylet Marine Raider między łopatkami…

Szybka kontrola – pobrano mi DNA, kilka innych próbek z kilku innych ciekawych miejscówek, odpytano nas w pięciu językach i na migi ze znajomości genealogii do czwartego pokolenia, przeglądnięto skoroszyty listów gończych z ostatnich 30 lat i porównano nasze twarze z bazą danych znanych terrorystów oraz mistrzów miecza, począwszy od Hasana-i Sabbaha…

No naprawdę, kto to widział tak traktować rodowitych Polaków, z dziada pradziada Unioeuropejczyków!

Kiedy w końcu okazało się, że jesteśmy spoko i mogliśmy jechać, zdziwieni i oburzeni spojrzeliśmy na siebie.

Ja na zarośniętego aż po piwne oczy, czarną, gęstą brodą i modnie na brązowo (po wakacjach na Malediwach) opalonego kolegę z środkowej Polski.
A on na mnie – nieco skośnookiego i dzikookiego, suto okraszonego siwizną, o trudnej do sprecyzowania, a wyraźnej aurze „lepiej mnie nie wkurwiaj” typa południa Tejże Polandi.

No naprawdę, nie rozumiem o co im chodziło… „Ale głupi ci Rzymianie!” (Asterix i Obelix)

2 myśli na temat “Myrmidon

Dodaj własny

Dodaj odpowiedź do Robert Anuluj pisanie odpowiedzi

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑