[ #szosopasta na 861 słów i 5 minut czytania ]
Wkurwiłem się.
Tak, dokładnie, nie będę tu owijał emocji w bawełnę.
Stuttgart przywitał mnie nawałnicą, inwazją, tsunami aut. A wszystkie one – od hiperfuturystycznych Hyundai, poprzez potężnokołe Audi, przepięknomodne Mercedesy i wszędzie Porsche – nówki sztuki.
No tak, to Niemcy – jest kasa, a w dodatku Stuttgart – kolebka motoryzacji. Tej niemieckiej i tej w ogóle.
Tu przecież narodził się Mercedes, tu robi się Porsche, tu pan Ferdynand powiedział, że „budujemy samochody, których nikt nie potrzebuje, ale każdy chce mieć.”
Jechałem, poprzez to zatrzęsienie pięknych, nowych, nowoczesnych, futurystycznych fur, swoim wysłużonym (ale zadbanym), prehistorycznym (lecz na doskonałym chodzie) 7-letnim oldtimerem z niewyobrażalnym przebiegiem 400 tysi (panie, nie ma takich liczników!) i się wkurwiłem.
Bez okazywania, ale z wyczuwalnie uprzejmą wyższością (w cholerę wysokie te SUV-y), bez specjalnego wysiłku, nonszalancko i ot tak, od niechcenia, wywoływali we mnie poczucie winy.
Unia kategorii B, dieslowy zabijacz planet, nieudacznik… Tak właśnie się czułem między tymi elektrycznymi superfuraczami w swoim letnim dieslu.
Tak, co prawda, to fakt – między tymi bogatymi, zafrasowanymi i pochylonymi w zadumie nad losem planety posiadaczami nowych, elektrycznych, proekologicznych tabletów na kółkach… wypadałem słabo.
Zapadając w sobie, zasępiłem się. Dumałem, drąc rany i posypując je solą, jaki ze mnie nieudacznik. Że przez moją nieudolność w zdobywaniu biletów banków narodowych nie mogę sobie pozwolić na taką nówkę furę.
Bo przecież nie ma innego powodu, że nie idę, nie biegnę – w trosce o te nasze dziatki maleńkie, w jakim będą żyły świecie – by natychmiast zakupić nowoczesny pojazd!
Cienias jestem i tyle w temacie.
Kiedy zaparkowałem smrodliwy, stary, dziadowski gruchot (który, co bardzo dziwne, doskonale jeździ, ma wszystko zrobione na czas i zwyczajnie go lubię, gdyż jest niezawodny i można na niego liczyć) między najnowszym promem kosmicznym Kii i Audi e-tronem, czekając na Stadtbahn Stuttgart (bo Zielona Zona), zadumałem się…
Auto to przecież nie tylko ekologiczny silnik.
Zostawmy już te biedne silniki-elektryki (bo mogą być fajne), ale żeby auto mogło jeździć, potrzebuje też zawieszenia, układu sterowania i nie tylko elektryki, ale i elektroniki.
No i opakowania.
Tak, piękne opakowania, zwane z francuskiego „karoserią”, są teraz zwydziwiane do tego stopnia, że przy parkingowej napierdalance błotnikiem z koszem na śmieci odkształcają się tak łatwo, iż nikt tego nie chce naprawić. Wszystkie elementy są zintegrowane i trzeba by pół auta wymienić.
Tam, gdzie kiedyś wystarczyło lekko dogiąć i gra gitara, teraz mamy szkodę całkowitą.
Te futurystyczne, cieszące oko – podnoszące estetykę ponurych ulic – carrosserie, w dodatku są pociągnięte proekologiczną farbą na bazie wody i oddechu elfów, co powoduje, że auto (które przecież jest z metalu) jeszcze dobrze nie wyjedzie z salonu, a ruda już szczerzy ząbki i szykuje się do uczty.
Na szczęście, w stylu Trabanta, coraz więcej w nich plastiku, więc chociaż tu nie będzie tak źle.
Wszystkie one – pojazdy opakowane trudną i kosztowną w naprawach obudową – tak dopakowano elektroniką, że nie są już samochodami, tylko komputerami na kołach.
Mając w sobie te cudownie niepotrzebne do jazdy, ale dobrze się sprzedające udogodnienia – ambienty, dostępy do TikToka poprzez wielocalowe ekrany, szmery, bajery oraz systemy wspomagania naszego niedomagania (po co coś umieć, skoro auto umie?) – są oparte na mikroprocesorach i oprogramowaniach… i zapominają o Prawie Moore’a.
Nie, to nie ten Bond.
Prawo Moore’a Niebonda sformułowane zostało przez współzałożyciela firmy Intel, Gordona Moore’a, i przewiduje, że liczba tranzystorów w mikroprocesorach podwaja się mniej więcej co dwa lata, czyli że moc obliczeniowa procesorów również rośnie wykładniczo.
Co to oznacza w sytuacji, kiedy postęp technologiczny w dziedzinie elektroniki jest tak szybki, z nowymi generacjami procesorów, pamięci, dysków i innych komponentów, pojawiającymi się co dwa lata?
Oznacza to, że sprzęt komputerowy starzeje się szybciej niż modna w tym sezonie sukienka, a średni czas, po którym technologia staje się przestarzała, wynosi około 3-5 lat.
Kto będzie miał interes w aktualizowaniu przestarzałych technologicznie, ale zajebiście ekologicznych komputerów na kółkach?
Nikt. Trzeba kupić nowy.
Ale spoko, bo przecież jest recycling.
A recycling nie wymaga przecież energii, tak samo jak utrzymanie na chodzie i w chłodzie przepotężnych serwerowni na nasze miliardowo powielane, nikogo nieobchodzące, słabe filmiki i zdjęcia oraz dane przez te auta przekazane.
Przecież to jest w górze – w chmurze.
A tam jest chłodniej i energię dostarcza piorunami Zeus.
Ach tak… zawieszenie.
Kiedyś, lata temu, w instrukcji Mercedesa W123 napisano: „Producent nie podaje procedury naprawy mostu napędowego, ponieważ nie przewiduje jego awarii.”
Samochody dawniej nie były szumnie proekologiczne (chociaż miały mniejsze kółka niż te obecnie, bo miały mniejszą masę, więc mniej wydalały z siebie rakotwórczej, startej na asfalcie gumy), ale za to były długowieczne, niezawodne i bardzo proste w obsłudze i naprawach.
W historii motoryzacji złotymi zgłoskami zapisał się Mercedes 240 D, którym grecki taksówkarz Gregorios Sachinidis przejechał 4,6 mln km.
No i wychodzi, że i ja.
Auta – i nie tylko one – żeby w ogóle mówić o ochronie planety, powinny być (a przy tym poziomie technologii mogłyby być, ale gdzie tu interes?) długowieczne, niezawodne, trwałe i modularne.
Dlatego, choć przez chwilę, pomiędzy tymi FuturFuarmi, czułem się jak Zabójca Planet i Niszczyciel Ziemi… szybko mi przeszło.
Chyba nie jestem najgorszy, bo gdzie tu – poza miłym dla ucha, kojącym sumienia, nabijającym kieszenie pitoleniem – jest jakaś ekologia?
Albo zwyczajnie jestem za głupi, aby to pojąć.
I nie dziwne, że biedny.
„Dlaczegoś biedny? Boś głupi. A dlaczegoś głupi? Boś biedny!”
Jak to mówiła moja babcia.


No ale to jaki jest morał bom chyba mało mądry jestem
PolubieniePolubienie
Wszystko z Tobą w porządku, ja też nie znam morału, jeszcze na niego nie wpadłem
PolubieniePolubienie