Biomechaniczna Jedność

#szosopasta 507 słów, 3 minuty czasu czytania

Od rana czuł to na plecach. Coś się miało zadziać, coś wiedział… kiedyś, dawno temu coś zapadło, było do realizacji to coś… tylko, cholera, co?

Tego nie wiedział. Nie mógł sobie przypomnieć.

I jak zawsze, kolejny dzień w końcu przyćmił przeczucia, odsunął gdzieś w głąb, jak tabletka uśmierza ból zęba.

Rozpłynęło się. Rozwodniło między różnymi sprawami.
A tych, jak zwykle, dużo. Tu to, tam tamto.
I tak coraz słabiej, delikatniej, w rzadkich przebłyskach… umykało. I umknęło.

Lecz w końcu, jak zawsze, gdy zrobił co miał – wracał.

Powoli, spokojnie, ciut zmęczony, otumaniony, omotany tym dobrym, ale niełatwym dniem.

Szarzało już. Mijał tiry, spracowane na powrocie. Bezwzględnych handlowców o nieskończonej ilości żyć.
Widział zmęczone, wpatrzone w tachografy podświetlone postaci, marzące już tylko o trzaśnięciu drzwiami i piwie.

Nadchodził weekend.

A gdy zadzwonił telefon, i on zobaczył, kto dzwoni, nagle… przypomniał sobie.
Dzwoniła ONA!

To był strzał, jak adrenaliną prosto w serce. A zimno zalało mu mózg.
Myśli w sekundzie stały się przejrzyste i klarowne, jak ta woda z alpejskiego strumienia, w której kiedyś musiał pływać, wyławiając swoje graty z kretyńsko postawionego namiotu.

Kretyn. Debil. Idiota!
Jak mógł zapomnieć?!?
Koleżka Śniegowy! Podwójny!

Zmrożony (strachem i od tej polodowcowej wody), odebrał:

– Tato?

– Tak! Wiem! Cholera jasna! Wiem! Przypomniałem sobie! Już jadę!

– Ale, Tato…

– Spokojnie, dam radę! Jestem mistrzem czasu! Zapomniałem, ale damy radę! Kończę, muszę się skupić na drodze!

– ALE TATO…!!!

– Czekaj pod domem! Zdążę!

Rzucił słuchawką. Gdyż rozłączył się. Boż nie ma czasu na pierdolety i pogaduszki.

Teraz, kiedy już wiedział, gdzie popełnił błąd, i wiedział, co ma robić, ogarnął go zdeterminowany spokój. Drgawki z polodowcowej wody spłynęły i stał się zimnym tym, no…
Yetim!

W pełnej koncentracji zjednoczył się z pojazdem.
Stali się jedną biomechaniczną formą, technologią przenikającą czas i przestrzeń.

W symbiozie koncentracji na drodze, wyizolowanej z pikseli krajobrazu, dokonywali cudów.

Już nie słyszał radia. Każdy tak ma: lepiej widzi jak radia nie słyszy.
Świstu powietrza opływającego samochód.
SMS-ów, których i tak w walce o ułamki sekund nie przeczyta…
Skupiony na zadaniu, nie słyszał już nic.

Była tylko czysta kalkulacja.
Pewność ruchów.
Pełna techniczna doskonałość przyśpieszeń i timingu hamowań.

Pięknymi, długimi slajdami wyprzedzał grupy ciężarówek.
Przewidywał trzy kroki w przód ruchy innych – nawet bezkierunkowskazowe beemki!
Niemal przelatywał nad maruderami.
Nie zauważał traktorów.
Śmiał się z nieoznakowanych patroli!

Tu i teraz był PrzestrzenioPożeraczem i CzasoCofaczem, a czasu… cholera, było mało.

W końcu wyprzedził czas.
Wyprzedził wszystkich.
Wyprzedził prawie sam siebie.

Ale kto da radę, kto jak nie on?
Jak w tej durnej reklamie leku na cale zło – Nie mógł jej zawieść, gdyż musiał ją zawieźć.
Gdyż? Gdyż od pół roku to było wiadomo, kretynie, a ty zapomniałeś!

I już podjeżdża pod dom.
No… gdzie Ona jest?
Na co czeka?
I dlaczego nie czeka?!

– Gdzie jesteś, wychodź! Zdążymy!

– Ale Tato, weź na luz. Gdybyś mnie dopuścił do słowa albo przeczytał wiadomości, to byś wiedział, że chcieliśmy, żebyś kupił po drodze jedzenie dla kota, bo drze się jakby wyczytał w Google, że można umrzeć po godzinie niejedzenia.

– Ale przecież KONCERT! KON CERT!!!

– Tak, Tato. Koncert… Koncert jest jutro.

2 myśli na temat “Biomechaniczna Jedność

Dodaj własny

Dodaj odpowiedź do Robert Anuluj pisanie odpowiedzi

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑