Byle Jakoś

#szosopasta na 648 słów, 3 minuty czasu czytania

Przedzierałem się, przeciskałem, brnąłem przez kolorowy tłum – no kurwa, weź się trochę przesuń! – a z każdej strony atakowały mnie jazgotliwe dźwięki komórek, rozmów, krzyków, pohukiwań, reklam i nawoływań.

Starożytne, ale nie zawsze pięknie odrestaurowane fasady, witryny i przeszklenia zachęcały do zakupu, skorzystania, promocji, oferty dnia oraz niezapomnianej okazji.

No jak – się pytam siebie – „niezapomnianej”, skoro od tego jazgotu sam już nie pamiętam, kim jestem, skąd przychodzę i dokąd zmierzam?

A nie był to „Władek” w szczycie, ani odpust pod wezwaniem urodzin świętego. Ba! Nie był to nawet Rzym, choć wszystkie drogi do niego prowadzą. To było turystyczne, średniej wielkości miasto ze swoim biutiful Old Town, w ciepły weekend.

No, może jest biuti, może i nawet ful, ale ciężko to stwierdzić, kiedy widzi się tylko las.

Las głów, reklam, produktów i ofert. Każda inna, a wszystkie jednako brzydkie.

Kiedy tak przedzierałem się przez ten szajs las, nagle, z lewej, pojawiła się mi w kącie oka uliczka. Cała jakaś bezsensownie pusta, abstrakcyjnie cicha. Nijaka, nieśmiała i zapyziała taka.

Kostka na niej brukowa, pewnie z 500 lat nieczyszczona, a całość w odcieniach szarości. Ale trudno się jej dziwić, że taka szara, nijaka, skoro nie było tam szyldów zachęcających do skorzystania, brakło menu z promocją dnia dania, ciupag, statków w butelce i repliki kopalni soli Wieliczka w postaci plastikowego bloku soli w 1:1 skali.

Nie mogę! Cóż za marnotrawstwo przestrzeni! Naprawdę nikt przedsiębiorczy nie pomyślał, by w witrynach i na każdym możli-wym centymetrze chodnika poumieszczać reklam, nastawiać potykaczy, stolików i straganów?

Zapomniano o tej dziurze? No zapomniano!
Być może są tu od wieków posadowione prastare banki operujące starych pierdzieli starym pieniądzem? A pieniądz lubi ciszę. Może jakieś kancelarie dystyngowanych adwokatów przemieszały z cichymi klubami tylko dla członków… Hmm… słabo to brzmi w tych czasach… no to i członkiń.

Może jest chroniona jakimś niewidocznym polem siłowym?

Nie było kogo zapytać, bo pomijaną była przez Grażynki, Andżeliki i Brajanków jako zupełnie nieatrakcyjna. Wszystko tu dyskretnie schowane było, a jedyne, co stało na tej pustej, nudnej, krzywej, brukowanej uliczce, to czarny Maybach.

A Maybach, może kto nie wie, to coś więcej niż luksusowa nazwa Mercedesa.

Ojcem Maybacha i niemal całej motoryzacji był August Wilhelm Maybach, i to jego osobie Mercedes zawdzięcza nie tylko wdzięcznie brzmiącą nazwę, ale całą technologiczną spuściznę. To właśnie Maybach był pierwszym inżynierem, który opracował silnik spalinowy. Około 1900 r., za namową austriackiego kupca i konsula generalnego Emila Jellinka, Maybach zaprojektował samochód z czterocylindrowym silnikiem o mocy 35 KM i dwoma gaźnikami.

Tu i teraz, to co zobaczyłem na pustej uliczce, to robiona pod szyldem Mercedesa-Maybacha limuzyna klasy S (nie mylić z ubraniami, bo może „S”, ale prawdziwe „XXXL”). Imponujące auto, prawdziwie szykowna maszyna, która ma długość małego lotniskowca a rozstaw osi czołgu.
Taki Maybach jest dłuższy od najdłuższej wersji Mercedesa klasy S co oznacza, że możesz się tam położyć jak w fotelu jak w hotelu.

O nie, nie rzucał się na ludzi krzykliwymi chromami „Tu jestem!”, oszałamiającymi wstawkami „Na mnie patrz!”, spojlerami „Luk na mój zad!” czy nachalnym naklejkowym tuningiem „Jestem spoko loko!”. Był dyskretnie i całkowicie czarny, a z przyciemnianymi szybami i w tej swojej nienachalności wyglądał tak dystyngowanie, że powiedzonko „dyskretny urok elegancji” nabierało realnych kształtów.

Postanowiłem z jazgotu zejść i w zaułek zajść, ale najpierw spróbowałem ręką – delikatnie i wyczuciem – może kopie?
Pole siłowe chroniące wstęp na ten bruk szlachetny jednak mnie przepuściło, więc wszedłem w tę pustą uliczkę. Niemal od razu, z dwóch stron, jak przyłożonymi z rozmachem dłońmi, po uszach uderzyła mnie cisza… oraz myśl…
Że nadchodzą czasy, w których za to, żeby Nic Nie Było, trzeba będzie słono płacić, a na ciszę, dobrą wodę, spokój, czyste powietrze i nie Byle Jakoś, ale Naprawdę Jakość stać będzie tylko bogatych.

2 myśli na temat “Byle Jakoś

Dodaj własny

Dodaj odpowiedź do Pawel Szosa Mi Anuluj pisanie odpowiedzi

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑