„Sklep z Jabłkami”

#szosopasta na 1004 słowa, 5 minut czasu czytania

Gut iwning i pozdrawlaju, pan jesteś „patentowany” Mecenas? Ja jestem Jędrek Galicja z Radomyśla.I w ja w Sprawie ośmielam się zakłócić Jaśnie Zajętość Pańską gdyż mam do opowiedzenia historię. Jeśliś jej ciekawy, a duży grosz jest do zarobienia, to odpalaj pan ekspres do kawy.

Historia ta zaczyna się jeszcze przed wojną. Przed pierwszą wojną, to znaczy… przed jakimś powstaniem, pradziad mój miał sad.
Panie, jaki on miał sad… no, mały miał… bo bieda była. Ale jabłka w nim były doskonałe!

W Radomyślu na rynku, tam gdzie teraz jest Bar Uniwersalny, wiesz pan? No tam, jak jedziesz na skos to po prawej, tylko obok, to tam izbę my mieli po babce pradziadka.
Nic tam w niej nie było, taka bidna. Drzwi nawet tam nie było. Puste to stało, zaniedbane, aż żal brał.

I mój pradziad, co to miał ten mały sad (ale jabłka doskonałe), żeby rodzinę dużą utrzymać, a dziatek dziadek miał chyba ze trzynaście – bidne biedactwa, drobnica sama taka a 800 plus nie dawali -przychodził na rynek i sprzedawał te jabłka.
Co zebrał i po drodze nie zjadł to przyniósł i handlował. Ot koszyk Renglodów, garść Glosterów, jeszcze jakieś tam Lobo czy Ligole… i lugola łyk.
I sprzedawał.

Czasem w lato lało, w zimę ziało zimnem, a deszcze i śnieżyce wtedy były jak czasy – niespokojne.
Ta izba stała taka zaniedbana, a on tu na mrozie z tymi jabłkami, pradziad zanim z wycieńczenia padł, wpadł na koncept – wziął trochę wapna gaszonego, poszedł, pobielił to w środku, podłogę sitowiem zamiótł, skrzynkę drewnianą postawił na podłodze. Szyld ręcznie malowany wywiesił „Sklep z Jabłkami”

I od teraz sprzedawał jabłka pod dachem.

Potem te powstania powstały, wojny wynikły i przetoczyły się, jak walec historii przez nasze biedne country. A my tam ciągle handlowali tymi jabłkami.

Aż przyszły siermiężne, nienudne czasy socjalistyczne, ustroju tego słusznie minionego, co to dzielnie walczył z problemami, które gdzie indziej nie występowały.

I raz hipisi jechali przez miasteczko nasze z barem Uniwersalnym, tam tym swoim busem VW Samba w kwiatki samodzielnie malowane.
Akurat ojciec przerwę miał (jego zamiana była na handel tego dnia) i ugryzł sobie jabłko na lancz, jak TE całe hipisy, takie kolorowe, w spodniach śmiesznych dzwonowatych i w paski, wpadają mu do sklepu.

Śmierdziało to to, śmiało się z byle czego, włosy długie… Eh… Maryśki Konopnickiej to TO nie czytało na pewno, i co ten kapitalizm robi z człowieka!
Nie szło się z nimi dogadać, po amerykańsku swoje gadali. Na palcach coś pokazywali, nic w ludzkich językach nie rozumiejąc.

Szczególnie jeden taki, mało rozgarnięty z wyglądu, bo lato, nie lało, a ten w golfie, z rozdziawioną gębą lookał po ścianach przez okulary i do siebie mruczy coś: że emejzing, że wery simpul but biutiful, i że jakaś grejt idea (wiem, ojciec sobie nabazgrał ogryzkiem ołówka na gazety skrawku, żeby potem Babie z pod lasu pokazać żeby wytłumaczyła, bo ona językami gadała to może i po amerykańsku też).

Rozeźlony trochę ojciec, łażą i mu przeszkadzają w konsumpcji a przerwa śniadaniowa nie jest z gumy, położył to jabłko nadgryzione na ladę i pokazuje na migi, było nie było klient jednak nasz pan, nawet w socjaliźmie — Czy może sobie życzą coś nabyć?

A oni w śmiech, bo nic w ludzkich językach nie parlando i tylko do kolegi mówią w ichniej mowie:
— Kupuj, Stiw, te jabłka i jedziemy, bo Indie czekają! Za rogiem nie są, następny przystanek na siku Pakistan i droga przed nami daleka!

Stiw kupił tych jabłek całą skrzynkę razem ze skrzynką, a i to nadgryzione w gratisie na pamiątkę wziął, wsiedli w swojego busa i pojechali do Indian w Indiach (bo wtedy było w modzie na zachodzie – swoich prawie wszystkich wybili – pewnie sprawdzali jakie są warunki eksterminacji u innych)

I, panie mecenasie, tyle lat my handlowali jabłkami, aż przyszła kolejna zmiana i Unia ze swoim dobrobytem. Dopłaty do gruntów, do plonów, areałów i nieorania.

Ogólnie się okazało, że większy mamy socjalizm w kapitalizmie niż za socjalizmu w komunizmie.
Taki socjalizm i embargo na jabłka nastało, że aż pradziad wstał z grobu, po nocach łaził ulicami nocnymi, strasząc pijaków i wył „Co wy tu odpierdalata?!”

Bo się okazało, że teraz bardziej opłaciło się nie zbierać i niech gnije, niż sprzedawać w tym naszym sklepie skromnym, mimo że pobielonym.
Zachowaliśmy pradziadową formułę prostoty i bieli – z szacunku, no i oszczędności. Minimalizm taki. Mało to kosztowało, raz w roku podmalować białą farbą i już!
Nie dla nas dewolaje, panie! No i dorosłem, i się ożeniłem…

A… że do brzegu, bo time to many?
Okej, maj friendskolko ugodno.
Żyć się już z tych dopłat nie dało, człowiek też chciał mieć swojego Passata, w sobotę do Lidla skoczyć na większe zakupy furą wstyd.
Cóż było robić? Kobita za wodę kazała mi polecieć do pracy, i bez pasata się nie pokazywać.

No i jestem. Wysiadam tu w Nu Jorku, idę ulicą z głową zadartą, zwiedzam, podziwiam, kark boli od tych wysokości to opuszczam głowę i widzę… Stoi sklep pradziadowy!
Wypisz, wymaluj jak w Radomyślu, tylko nowy!

Trę oczy, nie wiem czemu nagle spotniałe i myślę z gulą w gardle – Ani chybi rodzina tu nasza jakaś nieznana wyemigrowała i widać, że się dobrze urządzili, żyją sobie wygodnie, ale słowem się do swoich w ojczyźnie nie odezwali. Ja urazy nijakiej do nikogo nie chowam – myślę – wejdę, przywitam się z rodziną nigdy nie widzianą.

Wchodzę!
Z podziwem podziwiam, tak tu pięknie że buty na wycieraczce chcę wycierać, ale nie ma – może zdjąć trzeba? – bo sklep schludny, czysty, duży, biały taki, bez drzwi, a na górze napis ma „Sklep Jabłkowy” jak nasz pradziadowy, tylko mniej dziadowski i po angielsku!

Wszedłem i mówię: — Guten morgen, familia! Cześć, rodzinka! Jakie macie tu jabłka w tej Ameryce, dobre aby?!

A oni, że jakie jabłka?! Że to sklep z komputerami, że Stiw J. to wszystko wymyślił i że taka to koncepcja wspaniała i nowoczesna, i że amazing i wizjonersko!

Ja się teraz pytam, panie mecenasie kochany, bo „Apple Store” to chyba „Sklep z Jabłkami” po angielsku jest?
To jaki Stiw J. to wymyślił, jak pradziad mój już takie Apple Store miał w Radomyślu, Since 1888?!?

2 myśli na temat “„Sklep z Jabłkami”

Dodaj własny

Dodaj odpowiedź do Robert Anuluj pisanie odpowiedzi

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑