Dystans

#szosopasta na 573 słowa, 3 minuty czasu czytania

Ogólnie… jaki my mamy wpływ na cokolwiek?

Ech… To były wakacje.
Prawda, ja w pracy, ale… ten rejon świata mentalnie ma wolne w tym czasie. I mimo że wszędzie full ludzi, gorąc sakramencki oraz ceny x4, to… Umorduję się na tym urlopie, ale wypocznę!

Dzieci nasze małe, stoją ponoć (ponoć, bo ja w trasie, więc tylko info mam aktualizowane co pół godziny: „Kiedy będziesz?”) już od rana na progu domu, w płetwach i maskach do nurkowania, w oczekiwaniu aż wrócę do domu. Spakowane, co do spakowania było – i lecim na Szczecin, czyli do Chorwacji. Oczywiście, jeśli wrócę.

Wydaje mi się, że wracam. I mam rację – tak, wydaje mi się. Gdyż jadę i jadę, i chyba nie dojadę.

Auto co chwila zaczepia mnie napisami typu: „dolej olej – dolej olej”.
Bierze olej? Czujnik wysiadł? Stroi sobie żarty?

Miałem kiedyś inny pojazd z mocnym charakterem i własnym spojrzeniem na rzeczywistość.
Na nic się zdawała siła argumentów – dopiero argumenty siły przekonały go, że to ja płacę za serwis, paliwo i całą resztę. Więc: uspokój się, bo ci odetnę zasilanie i postawię na kołkach.

Teraz postanowiłem zastosować tę samą metodę. Jakoś się opanowałem, zatrzymałem, krótka męska dyskusja z podniesioną maską:

– Z której mam ci dolać – z prawej, czy z lewej, kurwa?

Przy okazji olej sprawdzony – stan w normie, nic nie cieknie. Cóż… pozostaje to zignorować.

W końcu podjeżdżam pod dom i faktycznie – stoją w maskach i płetwach. Chodzić się nie da, więc chyba musiały się doczołgać do drzwi. One (dzieci) ciągle myślą, że Chorwacja to tu, za rogiem jest.

Dzieci są mądre – skoro wsiadają do auta na noc, od razu kima i budzą się w Chorwacji… No, to gdzie ona ma być?

Graty do auta, dzieci w foteliki, wszystko zapakowane. Można jechać.

I znienacka zagaduje mnie M. (w niektórych filmach i w każdym życiu jest to siła zwierzchnia, domowa władza ustawodawcza, czyli żona):

– Czekaj, czekaj! Nie mogę znaleźć dowodu osobistego. Miałam go tu, w portfelu – i nie mam…

– No, to szukaj i znajdź, bo nas chwilę nie będzie. I jak się nie znajdzie, to trzeba TO zgłosić, żeby nie wracać spłacać cudze kredyty.

Kilkanaście „Went” (Wenta – jednostka czasu znana z piłki ręcznej) później…

– Nie ma! Wszędzie szukałam, inwentaryzację nawet w sklepie za rogiem zrobiłam – i nie ma.

– No, to nie jedziemy. Nie dzisiaj. Rano trzeba się udać, gdzie się trzeba udać, i załatwić, co jest do załatwienia.

Dzieci do łóżek. Wszystko usmarkane gilami zgryzoty i zawodu, ale masek nie zdejmą. Dobra, niech śpią w maskach!

Dzieci śpią, ja po drinku dla kurażu – i nagle:

– Znalazłam! Byłam w swoim aucie i dowód leżał na podłodze, koło fotela!

O ja cięrpiędolę! Spokój, proszę pana, tylko spokój… i, kurwa, dystans… i drugiego drinka dla drugiego kurażu… i oddychać.

– OK, dzieci już śpią! Dobrze chociaż, że się znalazł – pojedziemy rano.

Rano trzeba było wstać w nocy, bo dzieciom w maskach koło 3 brakło tlenu i już nie zasnęły.
200 km od domu, dzieci w maskach i z rurkami! Taka modyfikacja mała. Inżynierskie myślenie ma kolosalną przyszłość!

Jedzie się super, pogoda piękna, ranek nadszedł.
Wszystko dobre, co się dobrze kończy. Nawet auto opite olejem zachowuje dyskretny dystans.

WAKACJE zacząć czas!

Może i za ładnie to wszystko wygląda, ale cóż – każdy pech kiedyś się kończy, prawda? A po burzy cisza, czy jakoś tak? Tak.

Stacja benzynowa zamajaczyła mi, mamiąc poranną kawą.
To zawsze jest dobra okazja na szybkie tankowanie, nóg rozprostowanie – bo już ze 3 godziny w drodze – pączki, hot-dogi…

Zatankowałem, poszedłem, nakupiłem, zapłaciłem, wracam do auta – a tam… nie ma przedniej rejestracji.

2 myśli na temat “Dystans

Dodaj własny

Dodaj komentarz

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑