Patrz szerzej? No nie wiem

189/365 #szosopasta na 1143 słowa, 6 minut czasu czytania.

[Wykorzystano utwór: Webber i Łona „To Nic Nie Znaczy”]

„Mój ziom ma dziecko, dziecko ma
zabawki, a wśród zabawek jest
Gąsienica, która recytuje alfabet, autentyk
Jak ją wcisnąć w brzuch to gra piosenki
W których słowa mają poprzestawiane akcenty
Co to za idiota, czy idioci tak tępi
Że sprzedają coś co uczy dziecko, że niebo jest błęki tne?!
Błęki tne! Dobra – myślę – skończ ten teatrzyk
To nic nie znaczy, to o niczym nie świadczy.”

Dzieciom trzeba pokazywać świat, tłumaczyć go i objaśniać.
Ale… żebyś nie wiem ile pogadał, jak piękne snuł przypowieści, z morałem i perfekcyjnym akcentem, one najpierw patrzą, co robisz – widzą.
I swoje wiedzą.

„Innym razem znowu coś na pewno nie tak
Otóż od pół godziny wlecze się przede mną ten dziad
I nie mam jak go wziąć, zajął całą drogę
Mogę tylko trąbić i szkaradnie kląć – dziad jest głuchy jak Beethoven
Myślę „kurwa, co za baran!”, ale z drugiej strony
Mam tu drugą płytę Tribe’ów, więc włączam ją zaraz i chowam gniew
Nie ma go rozpościerać nad czym
Bo to nic nie znaczy, to o niczym nie świadczy.”

Chodnik szeroki był na 3 metry chyba. Z jednej strony, jak to w miastach starożytnych bywa, flankowany murem tajnego zakonu, 4 piętra w górę. Z drugiej – ulicą, w centrum słynnego miasta, ruchliwą do granic.

Szedłem nieśpiesznie. Spacer z małymi dziećmi – czy chcesz, czy nie – ogólnie ma to w założeniach. Zainteresowanie młodzieży w wieku przedszkolnym zdechłą dżdżownicą, kawałkiem kwiatka, wystającą cegłą i miliardem innych, przez dorosłych nie zauważonych rzeczy, jest gwarantem nieśpieszności.
Niech to nikogo nie złości.

„Później zamawiam kawę, i to czarną kawę
I dodaję nawet, że bez mleka i śmietanki, i bez żadnych gadek
Patrzę na typa, widzę gar ma słaby
Ale upewniam się, że usłyszał, że czarna ma być
Z tym, że typ stał pewnie tam, gdzie ZOMO, bo
Niesie mi padakę wybieloną, myślę „o, zapłacisz za dyshonor!”
Ale w końcu macham ręką, szkoda tłumaczyć
Zresztą to o niczym nie świadczy, to nic nie znaczy.”

I nagle skręt. A za zakrętem staję, wymurowany jak ten monolit po lewej.
Na całej, dosłownie – całej szerokości – chodnika, idealnie wpasowany między dwa stojące wzdłuż przy krawężniku samochody, stoi trzeci.

Zastawił perfekcyjnie. Pewnie ma czujniki parkowania, do mikrometra, co się dało. Każdy dostępny centymetr chodnika, od muru aż hen… tam, na ulicę.

Żeby przejść – jeśliś nieuważny, gdy pod nogi czy w smartfon patrzysz – musisz się cofnąć, wejść na ulicę, ominąć wszystkie trzy, przewrócone i koślawe „Ty” tworzące, i liczyć, że za nimi będzie miejsce, żeby się ponownie wbić na chodnik.
Z wózkiem? Z drugą młodzieżą zafascynowaną nawet przelatującym motylkiem „ja też tak chcę”? O nie.

Zatrzymałem się przed przeszkodą, zadzwoniłem na policję (wtedy dzwoniło się na policję, gdyż później, jak się dzwoniło na policję, to podawali numer na straż miejską, która w sobotę nie odbiera) – i odebrali!
Przyjęli zgłoszenie. Czekać kazali. Ja się cofać nie lubię…

Zaczekam, bo: NIE! NO KURWA NIE! Jest sobota, mam czas i na złość.
JUŻ KURWA DOŚĆ!

„Następnie słyszę taki strumień
Że „w dwutysięcznym jedenastym padł najbardziej przekonywujący argument
I że zwłaszcza drugi maj dał asumpt
I że to wyłancza wszelkie dyskusje w tym okresie czasu
I że to w cudzysłowiu killer”
Słucham i czuję, że jeszcze jedno zdanie i będę miał wylew
Rzuciłbym kamieniem, ale rzuca ten, kto rzucać ma czym
Więc to nic nie świadczy, to o niczym nie znaczy.”

Po 15 minutach przyszedł Zawalidroga. Cóż za niefart – z mojej strony wypadła mu ta akcja.
Wsiada, a ja mówię do tego gada:
– Zastawiłeś perfekcyjnie całe przejście. Ludzie potulnie cię, książę, omijają, bo „to nic nie znaczy, o niczym nie świadczy”, ale masz pecha: nie dzisiaj i nie ja.

Nawet odpowiedzieć nie raczył. Wsiadł i odpala.

Hmm… Złoczyńca jest, ale policji nie, jeszcze nie.
Jak policja będzie, a złoczyńcy już nie… to nie dość, że mu się upiecze, a ja zmarnowałem czas, to jeszcze będzie nieuzasadnione wezwanie.

Bywa – czasem, żeby dotrzeć do celu, trzeba się cofnąć.
Cofnąłem się więc, obszedłem te pojazdy, stanąłem mu za zadkiem i stoję.

Cóż za idiotyzm: mogłem od razu tak zrobić, a potem po prostu pójść dalej.
A nie wydurniać się światopoglądu ideałem.

„Potem jadę tramwajem i ponownie rozpacz
Bo próbuję czytać, ale rzuca tym gruchotem jakby miał się rozpaść
Przyszło mi w różnych absurdach grać
Ale nie kiedy literki zlewają się w wielki napis „KURWA MAĆ”
Szaleniec robi sobie rajd po tych torach krzywych
A ja myślę „trudno, znajdź jakieś pozytywy
I poczekaj na kawałek torów gładszych”
Bo to nic nie znaczy, to o niczym nie świadczy.”

Nie ruszył. Wysiadł. Spojrzał na mur, spojrzał na mnie, i już jakby przytomniej na rzeczywistość.
Nie zaczął Mi_ wymyślać – ale to nic nowego. To tylko dlatego, że mnie – jak jestem na pełnym wkurwie – ciężko jest zwymyślać, bo może oddam.

Ale wymyślił, że wymyślam:
– Panie, aleś pan jest upierdliwy, nie było mnie tylko chwilę, czepiasz się pan pierdół, to jest szczegół, wszyscy tak robio, coś się pan tak zawziął…
Jak jakiś osioł!

„A to dziewczę w TV? Ja jej nie znam, ale zna ją naród
Tak wdzięcznie opowiada o trudach pracy w serialu
Jest śliczna kiedy tak uroczo plecie
O poprzednim mężu, i następnym filmie, i obecnej diecie
I że w zasadzie jest szatynką chociaż w sumie lekko blond
Wyłączyłbym to, ale pilot tak daleko stąd
Więc posłucham jakich w kuchni używa naczyń
To o niczym nie świadczy, to nic nie znaczy.”

Cholera jasna, stoję na tej drodze i dumam:
Wychodzi na to, że to ja jestem zły, po ch*j się czepiam, co osiągnę taką postawą, tak ludziom utrudniać życie, przecież się zdarza, kto bez winy niech rzuci kamieniem.
Zamiast iść, zawrócić, obejść i pójść – to stoję.
Ależ ja jestem gnojem!

„Bo to dziecko, nawet z chorym akcentem, może być zdrowe
A ten dziad kierowca rzuci jazdę furą i wskoczy na rower
Kelner da mi czarną kawę – tak zwyczajnie
W każdym bądź razie taką mam nadzieję bynajmniej
Tory będą gładkie a proste
I wyjdzie, że ta celebrytka wolne chwile zaczytuje… nie wiem – Mrożkiem
To wszystko przyjdzie mi zobaczyć
A że jeszcze nie dziś – to jeszcze nic nie znaczy.”

W czasie, kiedy tak rozmyślam nad sobą, nadeszła jakaś rodzina.
Stanęli koło mnie i wzięli rozbrykaną młodzież w opiekę, żebym mógł spokojnie dokończyć swe zadanie – stanie.

Powiedzieli też, że staną za mną i ze mną, murem pod tym murem!
Po chwili przyjechała i policja. Podrapała się po głowie – „no, panie, chyba żeś pan przesadził” – z tym parkowaniem.
Facet spokorniał. Dostał mandat, a kiedy go przyjął – odjechał.

Otaczani takimi właśnie, jak powyższa próbka, małymi okruszkami chamstwa, nawet nie zauważymy, kiedy zwycięży bylejakość, samolubstwo i znieczulica na naszym, ludzkim świecie.

Chyba, że nie braknie odwagi,
Zrobienia im przeciwwagi.
I jak Tamci,
za kimś murem Ktoś stanie.
I, że w temacie, jasne mieć będzie zdanie.
A, że jeszcze nie dziś,
włosów nie rwij przynajmniej.
Bo to nic jeszcze nie znaczy,
Tak sądzę?
Hmm… Bynajmniej.

2 myśli na temat “Patrz szerzej? No nie wiem

Dodaj własny

Dodaj odpowiedź do Robert Anuluj pisanie odpowiedzi

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑