Na Chorwację

191/365 #szosopasta na 515 słów, 3 minuty czasu czytania.

Sezon „chorwacyjny” przed nami, więc informuję grzecznie, że od kiedy Chorwacja jest niezależna (1991), jeździ się DO, a nie NA.
I przestrzegam przed 23. kilometrem autostrady za Koszycami, Słowacja — zakręt pod górkę.

Ciepło, bardzo ciepło było wtedy.
A gdy słońce operuje, człowiek sobie nie żałuje, gdyż droga prosta, pusta i szeroka.
Zagapiony na to Morze Adriatyckie, co je już widzę oczyma wyobraźni za zakrętem (tym cholernym %$*&@$#^!), tracę chwilowo przyczepność z rzeczywistością. I czujność też!

Gdzieś tam, za wspomnianymi wyżej Koszycami, jest autostrada,
a przy zjeździe granicznym na Węgry autostradowe 130 km/h nagle, ni z gruchy, ni z pietruchy, robiło się 50-ka! (teraz już się nie robi, bo zrobili autostradę, do samego Miszkolca, a na upartego to Adriatyku).
W dodatku jest tam lekko pod górkę, a potem ten zakręt.

Nie ma lepszego niż takie, miejsca do łapania drogowych, drogich, leszczy.
Już tam chyba mają stanowisko radarowe wybetonowane ładnie, pod daszkiem, z hostessami i bistro.
Miejscówka: 100% pewniak!

Tak więc pływam sobie w tych wyobrażonych morzach ciepłych, gdy nagle morze robi się płytkie. Jak to w Chorwacji – pojawiają się kamienie, szuram po nich nogami, z bólu opijam się słoną wodą i przytomnieję, gdyż: zwężenie, 50-ka a ja setką, lizak, i:

— Co pan, Kubica?

Tak, to policja złapała w tej wodzie leszcza. Czyli mnie.
W dodatku, od jakiegoś czasu mają tam taki taryfikator, że razem z policją jeździ pogotowie, i jak cię nie stać, to w zamian możesz oddać nerkę.

„Nie mamy 500 euro na mandat? Žiaden problém.
A nereczki zdrowe? A dwie?
To zapraszamy — w pojeździe obok dokonają usunięcia jednej i proszę się nie martwić, to są prawdziwi fachowcy!”

Wkurwionym dość mocno, że mnie, zawodowcę, dopadali jak owcę, wróciłem szybko z wymarzonej Chorwacji do radiowozu.

Cennik mandatów ściapany paluchami — widać, że często w użyciu.
A ceny mają, nie powiem, no: „mają rozmach, skur…”.

— 500 euro, panie Kubica!
— Ileeeeee?!!!
— 500 EURO!
— Czy ja śnie, Jaśnie Panie?! Za co? Zamordowałem kogoś? No, dobra, to idę dzieci budzić i im przekazać tę nowinę…
— Jaką nowinę, panie Kubica?
— Że płacę mandat i wracamy do domu, przecież to prawie cała kasa na wakacje! Albo nie, wiem!
Dobijcie mnie tu, na miejscu i przykitrajcie przy drzwiach, nie będzie takiego bólu i żałości!
— …?
Bzzzyt… szybka w dół (pilotem), a dzieci były małe tego lata i ładnie śpiące, ukołysane jazdą.
Och jak one cudzie wyglądały przez te okna… Policjanci to cwaniaki, ale przecież dzieci chyba też mają?

— Dobra, panowie, nici z wakacji. Dobijać albo wypisywać Mi_ ten mandat!
— Ale jak to, dobijać albo wypisywać? Płaci Kubica?
— Płacę! Płaczę i wracam do domu! Przecież ja nie mam nawet tyle gotówki, i proszę — kredytowy!
— Panie Kubica, no, dogadajmy się może jakoś? Ze względu na dzieci może… co, Kubica?!
— Nie, żądam mandatu!
(i zaczynam się śmiać)

Patrzą po sobie, na mnie, znów po sobie —
i też zaczynają się śmiać…

— Panie Kubica, idź pan do auta i jedź pan już na tą Chorwację!
— DO Chorwacji — poprawiłem ich odruchowo, ale w myślach, na wszelki wypadek jednak milcząc.
— Prosím, opustite vozidlo! (to po słowacku… chyba? Nie wiem, bo znam go tak samo doskonale jak węgierski).
I daję słowo, skoro nie chcieli mnie przykitrać w charakterze zwłoki gdzieś przy tych ich drzwiach,
to pojechałem bez żadnej zwłoki i mandatu na… do… cholera jasna – w kierunku Chorwacji.

2 myśli na temat “Na Chorwację

Dodaj własny

Dodaj odpowiedź do Pawel Szosa Mi Anuluj pisanie odpowiedzi

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑