Unboxing

194/365 #szosopasta na 1039 słów, 5 minut czasu czytania.

Ostatnio, podczas otwarcia „Concorso d’Eleganza Villa d’Este 2023”, BMW pokazało swoje Concept Touring Coupé.
Owszem, przyznaję – to ich bezsensowne, bo dwuosobowe coupé w stylu shooting brake’a, wygląda dość obłędnie.

Jednak zamiast ekologicznego, postępowego, nowoczesnego silnika elektrycznego, wsadzili tam typowy dla marki sześciocylindrowy silnik rzędowy, który – dzięki swoim osiągom i aksamitnej pracy – jest również symbolem czystej i nieskażonej radości z jazdy.
Ble!

Zamiast monstrum grilla, większego niż w Lexusie, zrobionej z wodorostów i suszu po kompocie z wigilii ecotapicerki, oraz kilkunastu tabletów i cudownie kolorowych jak stragan na odpuście LED-ów, to – no weź! – wymyślili jakieś linie nawiązujące do tradycyjnego kształtu nadwozia eleganckich samochodów sportowych. We wnętrze wsadzili dyskretny infokokpit, pokryli to wszystko – no mdli mnie na samą myśl – jakąś skórą od włoskiej krowy, i wykonane toto zostało przez pracownię Poltrona Frau!

Dobra, może jest to unikatowy hołd dla ponadczasowej fascynacji motoryzacją, ale na szczęście naprawdę „unikatowy”, bo chłopcy z BMW – uff, jak dobrze – zrobili nam to tylko w jednym egzemplarzu.
Pewnie pomyśleli sobie: e tam, nie ma co szaleć, ludzie chcą elektrycznych, nie eklektycznych, nierozróżnialnych, błyskających światełkami jak odpust w niedzielę lub zejście na plażę we Władku tabletów na kółkach.
Ok, każą zrobić to cuś – to zrobimy, ale tylko jeden, i szlus. Na litość – zajmijmy się poważną robotą.
I bardzo dobrze, że pomyśleli!

Ta bezsensowna premiera na szmernym Concorso tego, trudno, gryzę się w język, ale… pięknego BMW Coupé przypomniała mi, jak kiedyś, dawno, dawno temu, w czasach beznadziejnych, głupich, ciemnych i dobrze, że minionych – gdzieś chyba w średniowieczu, bo w 1849 roku – Carlo Castagna założył w okolicach Mediolanu firmę.

Firemkę, mającą się później przerodzić w jedną z największych manufaktur karoserii samochodowych.
Prowadzona przez jego dzieci i wnuki „Carrozzeria Castagna” tworzyła – razem z wieloma innymi, takimi jak Touring, Vignale, Pininfarina – karoserie, na zamówienie.

Co za siara! Czaisz to? Można było wtedy przyjść i – tak jak siebie w garnitur Giorgio marki Borgio od krawca artysty – „ubrać” sobie samochód, jednostkowo i na wymiar.

Żenua. Przyprowadzałeś im podwozie z silnikiem, siadałeś w ohydnym, nabijanym ćwiekami, głębokim, skórzanym fotelu, i przy syfiastym włoskim esspreso – gdyż flat white na sojowym jeszcze wtedy było nieobecne – wybierałeś sobie karoserię.

Szytą na wymiar, unikatową i niebanalną – jeśli miałeś gust, lub zwyczajnie nietuzinkową – jeśli miałeś tylko pieniądze.

Maskara. Może to były maszyny piękne i jak dzieła sztuki, miały duszę i rękę artysty w swej istocie, ale bądźmy poważni – w nich ani pół złącza USB, akumulator słaby, żarówki żarowe, a nie nowe LED-owe.
No i nie było nawigacji, samo to nie parkowało, i nie świeciło swoim logo na ziemię, jak się zbliżałeś!

Dobrze, że te niedorzeczne czasy minęły, gdyż już w niedalekiej przyszłości wszędzie i bezszmerowo będą jeździły takie same, niemal nierozróżnialne SUV-y.
W końcu nikt nikomu nie będzie świecił po oczach swoim rozbisurmanionym, rozpasanym bogactwem, a jeśli już – to tylko matrix-LED-ami. Oczywiście, jeśli auto zdecyduje, że trzeba je włączyć.

Po przeanalizowaniu miliardów obejrzanych filmików na TikToku, reakcjach na instagramową ofertę CeleBrytów i polubień na FB, rzesze fachowców, pospołu ze stadem ChatówGPT, dojdą do słusznych wniosków i wyprodukują zunifikowanego, nikogo nieobrażającego, słusznego społecznie i nierasistowskiego SUV-a na potężnie modnych alufelgach.

Wsadzą w niego ile się da tabletów, dołożą trochę wegeskóry z przerobionych opakowań od McDonaldsa.
Roboty poskładają to migusiem, tak jak planuje Tesla w swoim „Unboxingu”, z przysłanych gotowych zintegrowanych komponentów.
Viola – można jeździć.

I to jest słuszna koncepcja!
Przecież klient nasz pan. Jeśli klient chce, klient wie i wymaga – klient dostaje.

A w dodatku, już niebawem, salony samochodowe będą stawiane razem z klinikami organów i handlu przeszczepami.

Ostatnio była niezła akcja.
Wymiana tylnej szyby w Toyocie Corolli kombi została wyceniona na 22 tysiące złotych.
Powodem było to, że tylnej szyby w Toyocie Corolli kombi nie da się wymienić samej.

Tak, producenci od lat robią wszystko, żeby zintegrować ze sobą jak najwięcej podzespołów w samochodzie.
Łożyska integruje się z piastą, naprawialną elektronikę zalewa żywicą, powodując jej nienaprawialność, a turbosprężarka nie odkręca się od kolektora.

Tak jak Tesla będzie – metodą „Unboxingu” – robić swoje supercary szybko i tanio z gotowych podzespołów, tak okazuje się, że już teraz, ale przyszłościowo i ekologicznie, bo ekologia leży nam na sercu, można zrobić tylną klapę zintegrowaną z szybą.

Wszystkie te nowe pojazdy są piękne i cudne… dopóki nie pyknie nam powyższy kamyk w szybę.
W biurach projektowych dużych producentów jeszcze trwają prace nad takim integrowaniem elementów, aby w końcu osiągnąć ideał, kiedy każda stłuczka to konieczność kupna nowego auta.
Bo tylko wtedy jest eko.

Ale póki nie osiągnęli ideału, cóż… szyba pękła.
Coś z tym trzeba zrobić, gdyż tak jeździć nie wolno – mandaty swoją wysokością osiągnęły poziom ekspresowej wysyłki pod most w roli bezdomnego.
Więc cóż, nie ma wyjścia – jedziemy do ASO.

Tam specjalista – w swoim świeżo odprasowanym i wypranym w Perwolu doktorskim kitlu (nie tak jak kiedyś: goła baba na drzwiach i drelich usmarowany smarem) – przyjdzie, pokaże uprawnienia specjalisty psychologa, pokiwa głową ze zrozumieniem, sprawdzi coś w tablecie z frasobliwą miną i przy pomocy chatu GPT wyda diagnozę:

Leczenio-naprawa potrwa 6 tygodni, bo tylna klapa w tym kombi jest nierozbieralna.
Stop! Cisza! Ja mówię!
Myślimy po gospodarsku i wiemy, że chodzi o szybę, ale nie da się, rozumiesz pan, z tej klapy wyssać fragmentów rozbitej szyby.
Nawet gdyby jakimś cudem wymienić samo szkło, to fragmenty szyby i tak będą stale chrzęścić i grzechotać.

Pozostaje więc nam wymienić tylną klapę w całości, czyli – słuchaj pan uważnie – konieczne będzie także lakierowanie.
No nic nie poradzę – rozłoży bezradnie ręce – tak przewiduje procedura serwisowa.

Ale, rozchmurz się pan, bo mam też dobre wieści!
No już, już, niech się pan nie przejmuje – to przecież tylko szyba.
A są tacy, co mają dwie turbosprężarki do wymiany.

Jestem tu także etatowym lekarzem i psychiatrą, więc jeśli nie ma pan aktualnego AC, wysokiej polisy emerytalnej, akcji Apple, sakiewki bitcoinów lub nadzwyczajnej platynowo-kobaltowej karty kredytowej bez limitu, to od razu mówię – tak, głowa do góry, jest sposób!

I tym samym pytam – jak nereczki? A obie są? Zadbane? Piwko pijemy?
Dobrze, bo wie pan, jak jest kłopot z kredytem, to my tu od razu możemy – w zamian za naprawę, wymianę i lakierowanie – jedną nereczkę usunąć.
Przecież są dwie!

Działamy w pełni profesjonalnie, mamy już biorców, a cena jest bardzo atrakcyjna.
I gratis przebadamy pana – to jak znalazł będą wyniki, które się mogą przydać, kiedy będziemy wymieniać hamulce!
Naprawdę, proszę się nie martwić – jesteśmy prawdziwymi fachowcami!

2 myśli na temat “Unboxing

Dodaj własny

Dodaj odpowiedź do Robert Anuluj pisanie odpowiedzi

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑