Will return

195/365 #szosopasta na 1166 słów, 6 minut czasu czytania.

Kiedy wychodził przez okno — grzecznie poproszony przez czterech panów, których łatwiej przeskoczyć niż obejść, o akurat TO wyjście — martwił się jedynie o swoje ubranie i fryzurę.

No… — czy się nie podrze dres, nie pogubią gadżety z torebki, co z koszulką i jak żel na włosach.

O opuszczenie pomieszczenia panowie poprosili go przy pomocy argumentu siły: „rzucamy na trzy”, po uprzednim użyciu siły argumentu: „Topolino, spieprzaj”. A on — w milczeniu — cóż… musiał się zgodzić.
Później było już z górki, i trochę pomogła fizyka.

Najpierw chwilę leciał, ale krótko – och, to tylko drugie piętro.
Trochę się toczył – po odbiciu od blaszanego daszku – aż w końcu, po finezyjnym upadku w stylu „wór kartofli”, jakoś wstał, potem zbiegł, w dół ulicy.

Kiedy dopadał swojego białego supercara, miał jeszcze czas – panowie od zrzutów wybrali poręczne oporęczowane schody – by wymienić uprzejmości z parą w średnim wieku:

– Na lotnisko, i prosimy włożyć walizkę do bagażnika!
– Że co, proszę?
– To pan jest z tego zamówionego UBERA?
– Że co, proszę?!
– Papuga?
– Że c… Nie rozumiem!
– Czekamy na UBERA, a pana samochód – dżapankombi, taki sam jak wszystkie inne teraz – po wierzchu spełnia te warunki. I tylko kierowcy nam brakowało do kompletu, a pan… – odrzekła pani z wielką walizką i małym panem…

Ale brutalnie jej przerwał:

– Wybaczy pani, czy ja wyglądam na kierowcę UBERA?!
– Owszem, i nawet jakoś tak stosownie się pan… ubera…
– Nie, zajęte! – trzasnął drzwiami. Niegrzecznie dość, ale miał już dość, i nie miał więcej czasu na konwenanse, sawuar luwry i wice wersale.

Zasapany Club Zapaśników zbliżał się dość szybko.
Z rykiem odpalił swój elektryczny silnik i… w ciszy zaczął się oddalać.

Trochę nie rozumiał tego wszystkiego – po co go wyrzucali, skoro teraz gonią? Co jest nie tak z jego stylówką – dres, polówka z podniesionym kołnierzykiem, sportowe buty i torebka przerzucona przez piersiobrzuch? I ogólnie – co on tu robi, po co tam lazł i gdzie teraz ucieka?

Przez tę krótką chwilę, kiedy Mistrzowie SumO pakowali się do pościgowego merca AMG, on śmigał w ciszy silnika, szmerze opon oraz szumie elektroniki.

„Elektryki” – wciskając w fotel – ciągną potężną mocą od dołu, więc z dużym przyśpieszeniem oddalał się od tego dziwnego miejsca. Yhm, cóż za ekscytujący pościg!

– I co, Bozony Higsa? Możecie mi nafikać tym swoim V12 czy co tam wam rzęzi i śmierdzi! – ze śmiechem na twarzy, zimnym łokciem za oknem i muzą pogłośnioną na maksa (w najnowszych wersjach hitów Savage & Metro Boomin und Weeknda) wymykał się zgodnie z formułą zrównoważonego odwrotu.

Grupa Pościgowa ATLAS nie odpuszczała, chociaż nie mieli najmniejszych szans – sukcesywnie znikali w lusterkach. I kiedy miał dokonać finalnego, zgrabnego zgubienia tych Sztangistów Prozy…

…jego samochód – znienacka, ale radośnie – poinformował go o konieczności uzupełnienia energii akumulatorów. Wskazał najbliższą stację doładowczą jako nieosiągalną, określił minimalny czas ładowania na 45 minut (jeśli ma spalinowy generator) i wysłał wiadomość alert RCB na kanale ogólnym z lokalizacją i prośbą o udzielenie pomocy, co ściągający go Fajni Chłopcy z Ferajny łaskawie uwzględnili w swoich planach…

I wtedy się obudził z piskiem… no może nie aż tak, przecież jest twardym, szkolonym zawodowcem. I co z tego, że na urlopie!

Mimo wszystko, nie był to przyjemny – i oby nie proroczy – sen.

Zostawiał koszmary senne w łóżku. Wstał i wrócił do koszmarów rzeczywistości.

Tak. Zmiany, zmiany, zmiany.
Cholera, te majaki nie brały się znikąd – ileż można siedzieć na 70% płatnym urlopie wypoczynkowym? Człowiek się może wykończyć od tego odpoczynku.

No i jutro… cholera… a może już dzisiaj(?), miał zobaczyć swój nowy pojazd.

„Agent melduje się do służby?”

Oby.
Nie wiedział, jak to teraz będzie. Ale dobrze wiedział, jak już nie będzie.

Nie będzie wspólnych skoków na spadochronie, dyskretnie dystyngowanych żartów z ironicznym uśmiechem, kapelusikiem i torebeczką w tle, drobnych branżowych „eliminacyjnych” przysług, prostujących królewskie zawiłe ścieżki rodzinne gdzieś w ciemnych zaułkach.

Już nie pobawi się z JEJ psami.
Teraz już jest Agentem JEGO Królewskiej Mości.

Tina też nie zaśpiewa tak, że po dodaniu paliwa swego głosu do ognia muzyki, każdy nabierał giętkości w ruchach, bystrości wzroku i elastyczności w działaniu – nie tylko „za Anglię”.

Otrząsnął się, pokręcił głową z sardonicznie-smutnym półuśmiechem i sprawdził godzinę – o, 5 rano. To już chyba po 13 i można?

Wlał Macallana, rocznik 26, na dwa palce i wypił na raz.

– Za Zmiany!

Póki nie kazali mu nosić Swatch x Omegi z jakiegoś ecoplastiku, włożył Omegę Seamastera. Zamiast cudownie wygodnych, niekrępujących ruchów dresów, zestawionych kolorystycznie i harmonijnie z wygodnym obuwiem sportowym do szybkiego, bezodciskowego przemieszczania się oraz torebką na spyakcesoria z wielkimi ozdobnymi napisami „marki, na którą cię stać”, ubrał szary garnitur w subtelną kratę od Toma & Forda, koszulę Turnbull & Asser i oxfordy od Crockett & Jones.

– Żywcem go nie wezmą w tym elektryku – pomyślał o koszmarze sennym.

Dlatego Berettę 418 kaliber .25, początkowo włożoną za pasek (ale uwierała go w plecy), przełożył do kieszeni. Dla równowagi, nóż sprężynowy wkłada do drugiej.
Pod pachą upycha Walthera PPK kaliber 7,65 mm, a do łydki przytracza nóż „na wszelki wypadek” – V-44 Gung-ho. A malutkiego derringera przyczepia do drugiej nogi, dla balansu… psychicznego.

Od razu lepiej!
Teraz jest gotów spotkać się z Q, M, X, Y, Z – i w ogóle ze wszystkimi literami alfabetu. I ze swoją elektrycznie, modnie i eco przyszłością – w nowszym, lepszym wydaniu Agencji „Szpiegujemy dla Ciebie ekologicznie” również.


Q: Witaj, James, dawno Cię nie było. Nie zmieniłeś się w jakiegoś Afroamerykanina czy inną ciemnoskórą Azjatkę arabskiego pochodzenia? Widzę, że nie – na szczęście to cały czas Ty. I jak zawsze – przychodzisz nie wczas… ale tym razem za wcześnie. Nie mogłeś spać? Jakieś koszmary? Tęskniłeś? Pomidory na działce już dojrzałe?

B: Tęskniłem, ale tylko za twoimi wybrakowanymi, bezfutrzanymi kotami. A teraz… skoro już musisz tu być, Q, to bądź tak miły i pokaż sprzęt.

Q: Bond!

B: Nie ten sprzęt. Tamten sprzęt!

Q: Spokojnie, jeszcze się ładuje…

B: Q!

Q: Żartuję, James… już się naładował. Chodźmy.


Auto wyglądało zjawiskowo. Najnowszy DB12 okazał się arcydziełem – niezłym kawałem sztuki nowoczesnej, kunsztu, finezji i mechaniki.

B: Dlaczego on taki rozdziawiony? Dziwi się czemuś? Ceną prądu? Efektom Brexitu?

Q: Kiedy ty dorośniesz, Dabul Seven? Ten oto większy grill jest niezbędny, by zaspokoić wymagania chłodzenia. Zauważ, że obok niego pojawiły się również pionowe wloty powietrza, sylwetka nabrała więcej muskularności… Ale – specjalnie dla ciebie – DB12 zachował charakterystyczne światła poprzednika, wysuwany spoiler oraz odcięte, „lewitujące” tylne słupki. Ale, ale… od kiedy interesują cię szczegóły techniczne?

B: A gdzie wtyczka?

Q: Przykro mi cię rozczarować, James, ale on nie elektryką przyspiesza – i na drodze, i bicie serca. Masz tu podwójnie doładowany, 4-litrowy motor generujący 680 KM. Nawet Tobie powinno wystarczyć – w zgrabnym „wycofywaniu się na z góry upatrzone pozycje”. A i na pogoń – powinno styknąć mocy. I nie masz co liczyć na hybrydowe wsparcie czy inny PHEV.

B: Jakieś schludne dodatki dla przełamania nudy w podróży? Atmosfera? Strzałki? Lasery? Działko gatlinga?

Q: Jedynie śledzenie i atak z czterech dronów bojowych, perowskity w dachu, satelitarny nadzór komunikacyjny i zakłócający sygnały radiowe, polimerowy pancerz, możliwość pracy na paliwach syntetycznych nowej generacji, prowadzenie pojazdu i wszystkie dane w soczewce kontaktowej. Witamy w XXI wieku, James.

B: A to? Co to jest?

Q: To, Bond, jest uchwyt do kawy.


Można spać spokojnie. Aston Martin DB12 już jest, „James Bond will return”.

2 myśli na temat “Will return

Dodaj własny

Dodaj odpowiedź do Robert Anuluj pisanie odpowiedzi

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑