Międzynarodowy to był Dzień

215/365 #szosopasta na 623 słowa, 3 minuty czasu czytania.

Owszem, parę rzeczy mnie wkurwia: głupota, hipokryzja, stanie na całej szerokości schodów ruchomych, blokowanie prawoskrętu gdy lewa pusta, kurs franka, szósta w nocy, wyjebywanie petów przez okno nie tylko samochodu… takie tam.

No ale — nie zwracam uwagi, znaczy się staram nie zwracać.
Przecież nie mogę ciągle się tym ekscytować, denerwować i na każdym kroku wszczynać burd.
Być jak DUPEK — Dziad Upierdliwy i Pieniący się Egzaltowany Kretyn — nie chcę.
W dodatku chodzę w tenisówkach, niby taki luzak, a jak u zgreda piana na gębie.

Niestety, nie zawsze się człowiekowi uda…

Jak wtedy gdy jechałem sobie w sznurze samochodów, w ciągu drogi krajowej. Tak skurczybyki wynamalowywali teraz tych linii podwójnych, powybudowywali wysepek, napoustawiali znaków, radarów, i powysokościowali kwoty mandatów, że nijak nie idzie wykorzystać latami szlifowanych umiejętności.

1.wyprzedzania na trzeciego
2.spychania na pobocze
3.zajeżdżania drogi
4.oraz innych sprytnych sztuczek.

Wleczemy się więc konwojem w drodze krajowej, jakąś szarpaną czterdziestką, bo amator na przedzie nie zauważył, że jest poniedziałek a nie sobota, i wyrwał się z domu pomiędzy zawodowców.

Pewnie sunie na pogrzeb, ale jak dalej tak będzie się snuł, to chyba na swój, po staranowaniu przez oszalałego TiRa który się starał, no ale nie sprostał i nie zdzierżył.
Człowieku, w sobotę takim jak ty nerwy psuj!
Co za… uj.

Cóż począć? Suniemy zgodnie — tiry i busy, handlowcy i dostawcy, Ukraińcy i kurierzy, ja, no i on, w Corsie — wlecze się, nie jedzie.
Na przedzie.

Kiedy doturlałem się do skrzyżowania z podporządkowaną, na niej, w oczekiwaniu, stał już długi ciąg pojazdów.
To na wpuszczenie było oczekiwanie, i na zlitowanie.

Cóż, wiadomo — nikt ich wpuszczał pojedynczo nie będzie, jak się nam tak zgranym konwojem od 5 kilometrów pospołu cierpiało!
„Znaj swoje miejsce i znaki drogowe”.
Taki to prowincjonalny savoir-vivre. A świateł tu niet.

Na przedzie oczekujących w rządku na podporządkowanej— w Skodzie Octavii, królowej służbówek o rozsądnej cenie — zniecierpliwiony krajan dopalił cygara, i kiedy już, już zdejmowałem nogę z gazu, żeby go jednak wpuścić przed siebie, wyjebał „se peta” przez okno.
Nie wiem, co mnie dopadło, mgły jakieś opadły mi na mózg, impuls nagły, brak refleksu, poniedziałek, trzeźwość?

Dość powiedzieć, że nie zdzierżyłem, zatrzymałem się na środku skrzyżowania — tuż mu przed maską.
Zablokowałem auto, skrzynię, skrzyżowanie, życie i włączyłem awaryjne, zamaszyście „wyszłem, poszłem i podeszłem”, po czym schyliłem się i wjebałem mu tego wyjebanego peta z powrotem do auta.

Zapadła martwa cisza, świat się na chwilę zatrzymał, grawitacja przestała działać, słońce w przestrachu zasłoniło się księżycem.
Pomyślałem do siebie o sobie — ty pajacu, toś pokazał! Po co ci to było? Jesteś DUPEK?
To teraz będzie akcja „masakracja”, zwyzywa mnie on, potem oni, na koniec tamci… tzn. cię zwyzywają — do siebie przecież gadam — a potem mnie przejedzie i sobie pojedzie.

No ale nic, poniosło mnie, stało się, straciłem zimną krew, trudno, niech się dzieje, co dziać się ma. Wyzywaj!

A kiedy mgły się rozwiały, facet od peta spojrzał na mnie, a potem, co ostatnio zdarza się ludziom coraz częściej — udał, że go tam nie ma.
Nie pęta, tylko jego – faceta.
Ba, mało z tym — jeszcze rękę podniósł za szybą, że, kurwa, przeprasza!

Zagotowałem się!
Ale co tu się odjebuje?
Żadnej akcji, jakiejś jatki, brak reakcji, i nie będzie fajtu za tę zniewagę, choć rzucania „mięsem”!?

Naboga olaboga Ludzie!
Jak mamy wygrywać wojny, rozliczać rządy, wywozić na taczkach, budować centralne porty i kolonizować Marsy, kiedy boimy się rzucić mięchem w takiej sytuacji?!?
Co się porobiło z tym światem!
Co się porobiło z mężczyznami!
(Nie daję pytajników, bo to są pytania retoryczne retorsyjne)

Oklapłem, machnąłem ręką że spoko, idę obwisły do auta, a gość stojący za mną, miast mnie obtrąbić za blokadę DWK, to jeszcze podniósł kciuk do góry — a idź w pi…zdu — pomyślałem po cichu.
Wsiadłem do samochodu i odjechałem, a ledwie ruszyłem już w radiu podają (i wtedy mnie oświeciło), acha, więc nic się nie porobiło, to tylko dlatego, że

Dzisiaj Międzynarodowy Dzień bez Mięsa!

2 myśli na temat “Międzynarodowy to był Dzień

Dodaj własny

Dodaj odpowiedź do Robert Anuluj pisanie odpowiedzi

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑