Uznanie Uznańskiego

218/365 #szosopasta na 1137 słów, 6 minut czasu czytania.

Dzisiaj… nie, dzisiaj już nie, ale jutro, lub jak wszystko pójdzie dobrze – a niewiele trzeba, żeby wszystko poszło źle, ot, wystarczy, by przy odliczaniu Odliczacz w nerwach zmylił rytm lub zadławił się kanapką, albo żeby jakiś ptak zignorował strefę zakazu lotów i zbytnio zbliżył się do rakiety – ludzkość made in Poland po raz kolejny (czyli drugi) uda się w kierunku Kosmosu.

Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to lecimy!

Jak ponad 50 lat temu na Księżyc i niemal 50 lat temu jak Hermaszewski. Tym razem, na wszelki wypadek i póki co na Stację (jakieś 400 km pod górkę), a potem się zobaczy.

Dlaczego tak? Gdyż po ostatniej Księżwycieczce wysnuto wiele bzdurnych hipotez o całym tym księżycowym lądowaniu. Jasne, wtedy nie było TikToka, Instastories, YouTube’ów i innych użytecznych narzędzi do rejestracji rzeczywistości live, którą online można śledzić miliardami na całej planecie. Dlatego właśnie, mimo że są dowody widoczne nawet co lepszą lunetką (szkło do oglądania Luny), świadectwa świadków, a nawet naocznych uczestników, to i tak wiele narosło wokół tego wyczynu legend i fake newsów.
Np. to, że wszystko nagrano w studio, że najprawdziwsza jest to nieprawda, że mistyfikacja przez duże „Mi”, tak jak by im Ruskie wtedy pozwoliły na jakieś mistyfikacje, a z drugiej strony, że bohaterski czyn, że zwycięstwo, że brawo… Medale, szacuneczek, szufla i wizyty w zakładach pracy!

Dlaczego teraz jest łatwiej i jak chyba mogło być naprawdę uiszczę i uściślę poniżej.

1. Sprzęt

Wtedy sprzęt mieli hipotetyczno-teoretyczny. Teoretycznie latał i hipotetycznie powinno być okej. No ale przecież mieli tam lecieć pierwszy raz! Nie było punktów libracyjnych z komfortowo tam ustawionymi teleskopami, które potrafią nawet muchę na innej planecie, setki lat świetlnych stąd, wypatrzeć. Dlatego, kto wie, co na miejscu jest i w ogóle? Może ten Księżyc to zwykła gąbka, zapadną się i nie wrócą? Oczywiście, naukowcy zapewniają, że to solidna skała i że spoko, luz… A był tam któryś wcześniej? I jak tacy cwaniacy, to czemu sami nie polecą?

Albo, jak ten statek jest zrobiony? Czy przeszedł przegląd techniczny? Czy przebieg ma prawidłowy? A jeśli było majstrowane przy liczniku i nity się rozsypią po drodze, albo szpachla odpadnie? Polaków tam wtedy nie było (siedzieli po drugiej stronie kurtyny i czekali, aż ta zardzewieje), w tym NASA-sie, a wiadomo, że nasi najlepsi do spawania, nitowania czy dopieszczenia blacharki. Skoro naszych tam nie ma, od razu wiadomo, że robota nie będzie zrobiona na tip-top. Przy próbach ciągle im się to sypało, coś się psuło, a trytytek wtedy też nie było. Ogólnie słabo to wyglądało… taki lot takim sprzętem.

Następna sprawa, jakie komputery wtedy były? 32 kg wagi i 7 kB RAM-u, czy jakoś tak. Przecież to kpina, mój zegarek mechaniczny teraz ma większą moc obliczeniową niż ten ich komputer wtedy! Wyliczenia sprawdzali po tym komputerze na piechotę, normalnie kartki w dłoń, suwak (uwaga, będzie trudne: logarytmiczny) i jedziemy. I ciągle inne wyniki wychodziły, zależnie, czy byli przed, czy po lunchu. Jak tu zaufać? Jak polegać? Jak się zdać? Całe książki z tych obliczeń powychodziły, a sprzęt latający mały, nie weźmiesz takiego księgozbioru ze sobą na Księżyc, spamiętać też się nie da (to nie byli studenci medycyny). Trudno więc, trzeba było zabrać taki komputer, jaki był dostępny, aby wyliczał te trajektorie, ciągi, podejścia, odejścia, moce, siły grawitacyjne, przyciągania, sinusoidy, czasy ETC jakieś, obłęd! No, porażka. Owszem, kilka razy próbowali z tego komputera coś więcej wyciągnąć, mówili:

— Hej, Siri! Alexa?

Ale komputer milczał…

2. Moda

Ubrania na księżycowy lot to temat na elaborat. Więc krótko. Lecisz w czymś takim w kosmos i ani się ruszyć, ani w karty pograć, ani skoczyć po flaszkę! Masakra! Spróbuj się iść w tym załatwić, a lot nie trwa jak autobusem do Krakowa, nie utrzymasz po sześciu piwach.

3. Ludzie

Nie ma się więc co dziwić, że astronauci (nie masz cwaniaka nad warszawiaka, chyba że astronauta) przed lotem chojrakowali w TV, błyskali holiŁódzkimi zębami, kasę brali, udawali, że tacy gotowi do lotów, rękawy zakasywali i laski rwali, ale do lotu to już nie. Tak? No to będzie losowanie, kto poleci!

Wtedy kolejny zonk. Ten się nie stawił, bo ma żniwa, tamten chory, kolejny, że z dzieckiem do lekarza z bólem zęba, a to na NFZ, więc czeka już pół roku. W końcu NASA się wkurzyło i wpadło na pomysł. Urządzi się imprezę. Wóda, panienki, pizza, kebab, baseny, barbecue (takich ich polski tradycyjny grill). Wszystkiego na maksa i w opór. Cuda niewidy, bo to Ameryka, tam gumę Donald wymyślili!

Impra trwała w najlepsze, gdy uczestnicy dostali info, że żadnych lotów nie ma, odwołane, okienko się zamknęło, i „mogą pić, ile chcą”. A NASA-spece po kryjomu? Przygotowania pełną parą! Tych całych nautów trzymają razem i pilnują, żeby barbecue (grill) dobrze działał i piwa nie brakło. A za płotem? Telewizje spraszają, rakietę tankują, skafandry naszykowane. Trzech najbardziej rozluźnionych, ciach!, cichcem z imprezy zabrali, niby, że ci mają już dość, do siebie mają dojść, niech już jadą, podrzucimy was do domu… I w rakietę ich!

Już w przestrzeni kosmicznej, przytulnie owinięci i bezpiecznie odgrodzeni od galaktycznej pustki kilkumilimetrową blachą pociągniętą z lekka farbą, nieprzytomni najpierw od mieszania alkoholi, potem od przeciążeń, na koniec od kaca, dali radę. Mieli Komputer i sterowani byli z ziemi, więc jakoś sobie dolecieli. Prawda, trochę błądzili, bo szlak nieprzetarty, więc trzy dni im zeszło.

4. Lądowanie

Jest w końcu cały ten Księżyc. Pomyśl, wykaż się empatią! Wytrzeźwiałeś, całkiem się już czujesz rześko, no i wyjścia też za bardzo nie ma (zablokowane), no to co masz zrobić, jak już TU jesteś? Nawet z nudów ruszysz się i pójdziesz eksplorować, zwiedzić coś! Będzie wstyd, jak nie pójdziesz, wszystko się (ponoć) filmuje. Padło na Pana ArmStronga (ksywa „Silnoręki”), miał jeszcze sporego kaca, braki w grawitacji mu nie robiły w tym stanie różnicy, i fest był zdenerwowany, że jak dziecko dał się w to wrobić, więc w nerwie już się nie bał niczego, nawet UFO. Wysiadał, opadł, pomacał nogą grunt i mówi do siebie: „Jeden krok zrobię, a jak wrócę, to im takie spuszczę manto, że ich cała ludzkość nie pozna!”

Krzywo trochę wyszła taka gadka powitalna, a powtórzyć nagrania się już nie da, bo jak? Cięcie, powtórka? W smartfonie się zrobi edycję? Nie, to nie te czasy! Spece od marketingu i PR-u ułagodzili ton tej wypowiedzi i wyszło… No, każdy wie, co wyszło, że jeden krok dla niego, a dużo dla ludzi… coś w ten deseń.

To z Księżyca szło, daleko, dużo szumów po drodze, było niewyraźne od radiacji, łatwo było obrobić ten materiał. Zdjęcia też całkiem dobre wyszły, bo przecież hełmu nie było jak zdjąć (chociaż, a jakże, próbował, bo mu duszno), nie było więc widać tych ciut skacowanych i mocno wnerwionych bohaterskich zdobywców. Ogólnie wyszło git, bo wtedy nie było jeszcze 4K ani 5G na Księżycu, a potem się, co trzeba, dogra.

No, i tak to było… A teraz, jak wystartują, to już „Ameryka, Panie!”, będzie można lot śledzić online, przez przednią szybę!

2 myśli na temat “Uznanie Uznańskiego

Dodaj własny

Dodaj odpowiedź do Pawel Szosa Mi Anuluj pisanie odpowiedzi

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑