227/365 #szosopasta na 245 słów, 1 minuta czasu czytania.
Lubię takie pojazdy.
Nie, że konkretnie Fordy Mustangi z ’68 — tylko takie… przybrudzone, poobijane, wysłużone, ale niezawodne.
Silnik w nich mało wyrafinowany, ale zadbany i sprawny (nie daj się zbajerować, że się olej wymienia co 30 tys. km — co 15 zmieniaj, a najlepiej co 10 tys.).
Lubię takie pojazdy, które nie święcą pięknym lakierem perła wielowarstwowym, pokrytym kremami w najnowszych kosmicznych technologiach, kładzionym przez pół soboty.
Nie te, co tak wysprzątane, że zakaz picia kawy z obawy.
Nie te, co z dużą ilością cudnie „wy_plack_owanych” plastików, co to tylko stoją i błyszczą na podjeździe – ciesząc oko, drażniąc sąsiada i kusząc złodzieja.
Nie.
Wolę takie, co milion kilometrów zrobią bez zadyszki i nie zawiodą.
A jeśli nawet, bo przecież kto kiedyś nie zawiódł, to nie zaraz po utracie gwarancji i nie na prostej, suchej, zwykłej drodze — tylko gdzieś tam, w ciężkich warunkach, po setkach tysięcy odsłużonych kilometrów.
Tam, gdzie każdy inny wymuskany wózek nawet by nie został wpuszczony z obawy o lakier i błoto na dywanikach.
Takie lubię samochody.
I znajomości — przez wielu szumnie „przyjaźniami” też zwane, ale dla mnie to zbyt szumnie.
Długoterminowe, maratońsko, czasem drakońskie — ale dyskretne, bez nadętych frazesów.
Może poobijane i niewyględne, ale można na nich polegać, gdy się dba o to, co trzeba.
Zdaje się, że coraz tego mniej.
Gdyż wygląd się liczy najbardziej, wrażenie doskonałe i zdjęcia cud na Insta — dla folołersów.
Ale… syfa pudrem nie wyleczysz.
Tisze jediesz, dalesze budiesz.
I dyskretny urok elegancji.

no tak, ale wygode i komfort tez warto miec, wszystkow arto miec tylko Q nie siedzi w drugim pokoju ale coz
PolubieniePolubienie
Ale „matka siedzi obok”, tak powiedział…
PolubieniePolubienie