Zbijak do szyb

To ważny, wart tych 4 minut w celu zapoznania się, wpis.
231/365 #szosopasta | 803 słowa | 4 minuty czytania

Nadszedł niż genueński, którego dość dotkliwe skutki to obfite opady deszczu lub śniegu (w zależności od temperatury), często w krótkim czasie, oraz zalania i podtopienia.

A co w sytuacji, kiedy powyższe opady, zalania i podtopienia dopadną nas w samochodzie — jeszcze niedawno stojącym na drodze, a już, „o kurde ale jak”, w środku rzeki?

Przeczytałem ostatnio, że jeden kierowca, jadąc szybko na zakręcie (on, jak większość, jest mistrzem — to winny był zakręt), wpadł w poślizg, a potem do rzeki. Kiedy okazało się, że jednak wszystkie te podpatrzone na Netflixe sztuczki z oddychaniem pod wodą, wybijaniem szyb z kopa i piętnastominutowym podwodnym pływaniem bez akwalungu, nie zadziałały (mimo 100% gwarancji producentów) – gość nie przeżył.

Hmm… trochę bez sensu.
To auto wpada do wody i tak od razu, jak kamień, tonie?
No nie!
„Praw fizyki pan nie zmienisz i nie bądź pan głąb.”

Przez jakiś czas (wyporność) unosi się na wodzie. I żeby nie wiem jak wpadło — bokiem, górą, przodem czy w koziołkach — nisko położony środek ciężkości, tak pożądany na drodze, powoduje, że samochód unosi się kołami w dół.

Dobra, uff — czyli chwilowo mamy pływalność. Co dalej?

Dalej woda będzie się dość szybko dostawać do auta, a silnik — czy tego chcemy, czy nie — cholerna fizyka — będzie ciągnął pojazd pod wodę w pierwszej kolejności.

W tym czasie, zanim grawitacja zrobi swoje, nie przypominajmy sobie filmów, nie róbmy zdjęć na Insta i nie dzwońmy po znajomych.
Nawet na 112 — to nie ma teraz sensu – zabierze za dużo czasu, a i tak nie zdążą przyjechać.

Nie ma co czekać, żeby przetestować sceny z Jasona Bourne’a: jakieś tam zanurzenie, aby nabrać powietrza z bąbla, czy z opony i by — z rozbryzgiem włosów odrzucanych do tyłu — wyłonić się jak Aquaman z odmętów.
Bo to właśnie teraz (kiedy auto się unosi) mamy największą szansę wyjść z tego z życiem.

No to co, na nas już czas. Opuszczamy pojazd?
Tak.

Nie, nie próbujemy otwierać drzwi — raczej się nie otworzą.
Wszystko dzieje się szybciej, niż ja to piszę. Napór wody już na to nie pozwoli, a nawet jak je uchylimy, to tylko narobimy sobie problemów — po prostu woda szybciej dostanie się do środka.

To może opuszczamy szyby? Dobry pomysł.
Ale to jest XXI wiek, wygoda ma swoje prawa — elektryczne szyby już nie są na korbkę i może się to opuszczanie pojazdu poprzez opuszczanie szyb nie udać.

Jeszcze w latach 90. elektryczne „opuszczacze” szyb były tak robione, żeby trzy minuty po wyłączeniu dostaw prądu mogły działać, ale teraz zmiany w elektronice pojazdów powodują, że przeważnie nie działają.

OK, jednak nie udało się opuścić.
Trzeba taką szybę wybić, póki woda jest poniżej jej poziomu.
Gdyż jak będzie powyżej… wybicie szyby spowoduje, jeśli w ogóle się to uda, że woda odłamki szkła wepchnie nam w twarz.

„I wtedy przerąbane podwójnie masz” — cytując Yodę.
Choć tyle dobrze, że krótko będziemy się martwić brzydką buzią, bo i tak za chwilę umrzemy.

Dobra, dość dywagacji — wybijamy?
Wybijamy.

Tylko… jak?
Bo jest prawie pewne, że nie ma tam na podorędziu, w zasięgu, sprężynowego zbijaka do szyb, samochodowego młotka ratunkowego lub zbijaka w scyzoryku.
Jeśli jednak jest (Kurde, naprawdę?!? Szacun!), to rozbijamy tę szybę.
Kawałki wypadną na zewnątrz i luz.

A jeśli nie mamy nic takiego pod ręką?

Bez paniki! Nie piszemy testamentu — woda i tak go rozpuści.
Wyjmujemy zagłówek fotela i jego nóżką rozbijamy szybę!
Tak, tak, i nie udawajmy, że wiedzieliśmy.

Jak już rozbiliśmy — droga ratunkowa gotowa.
Są dzieci na pokładzie? To od nich zaczynamy ewakuację.

I trochę nieintuicyjnie, ale — zaczynamy od najstarszych, bo jak wysiądą, pomogą młodszym.
Następnie damy, a na końcu sami wysiadamy.

I jak sytuacja?
Cóż… Jednak się nie udało?

Spokojnie.
Wszystko to dzieje się szybciej, niż się czyta, więc mogło się nie udać.

Teraz Panika.
Szyby się nie opuściły, nie rozbiliśmy ich młotkiem, o zagłówku nie pomyślane, bo nie czytaliśmy tego wpisu.
A woda sięga coraz wyżej…

Dobra, pozamiatane.
Teraz już spoko i luz.
I tak właściwie już nie żyjemy, więc niczym nie ryzykujemy — można powalczyć.

Czas przejść na poziom Master Level Schwarzenegger.

Skupiamy się!
Kiedy woda wyprze całe powietrze z auta (ale uwaga — trzeba pamiętać, że powietrze musi wydostać się również z bagażnika, aby zniwelować gradient ciśnienia), wtedy wyrówna się ciśnienie z obu stron drzwi i być może uda się je otworzyć.

Jak nie wpadniemy w panikę, zaczekamy odpowiednio długo, nabierzemy haust powietrza — to jest jeszcze szansa.
Spokojnie, bez euforii — minimalna — ale jest, że wypływając, przeżyjemy.

Robimy mniej więcej tak: zapieramy się w sobie, z zimną krwią (bo woda zimna jak cholera) czekamy, aż auto zostanie całkowicie zalane.
Nabieramy pełne płuca powietrza i — śmiejąc się śmierci w twarz (wewnętrznie, bo gębowo to nam całe powietrze ucieknie) — otwieramy drzwi (można się zaprzeć nogami), obieramy kierunek ku światłu (mamy nadzieję, że to powierzchnia) i życiu (podpowiem, że to przeważnie jest w górę).
Z zapasem powietrza oraz pieśnią na ustach ruszamy.. i…

I dupa.
Bo zapomnieliśmy odpiąć pasy!

Wyjątki od tych zasad: James Bond w swojej łodzi-podwodnej Lotusie oraz Jeźdźcy Kabrioletów.

Ponieważ sprawa jest poważna, dlatego profesjonalnie i bez jajek opisane jest to tu:
👉 https://gazeta.policja.pl/997/aktualne-wydanie/223208,Ewakuacja-z-tonacego-pojazdu.html

2 myśli na temat “Zbijak do szyb

Dodaj własny

  1. ta fizyka nie sztymuje. Auto tonie silnikiem do dołu, nawiewy są z przodu, woda się wdziera, powietrze się kompresuje i się nie wypiera bo nie ma jak się wyprzeć.

    ja będę siedział i .

    Polubienie

Dodaj odpowiedź do Pawel Szosa Mi Anuluj pisanie odpowiedzi

Stwórz witrynę internetową lub bloga na WordPress.com Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑